czwartek, 7 lipca 2016

Organique żel peelingujący melonowy

Cześć Dziewczyny!

Przetestowałam cały Rytuał Melonowy Organique, ale tak się składa, że nie używałam wszystkich produktów zupełnie jednoczasowo. Trochę bez sensu, ale tak po prostu już mam, że często nie używam całej serii jednocześnie:) Co za tym idzie osobno opisałam już melonowy mus do ciała oraz maskę do twarzy;) Melonowy żel peelingujący zużyłam dłuższy czas temu i miałam już rezygnować z publikacji jego recenzji, ale zdjęcia były przygotowane. A zdjęcia zawsze tworzę na klęczkach więc uznałam, że recenzja musi się ukazać nawet z dużym opóźnieniem chociażby z poszanowania dla moich stawów!:) Rozumiecie prawda?;)


Opis producenta

Gęsty, o bogatej konsystencji żel myjący, dla każdego rodzaju skóry, o zapachu soczystego melona. Posiada bardzo delikatną formułę myjącą, nasyconą naturalnymi drobinkami peelingującymi. Polecany do codziennego stosowania. W połączeniu z maską do twarzy i musem do ciała pozwala na stworzenie aromatycznego, ujędrniającego domowego rytuału. Skóra po zabiegu odzyskuje blask, pozostaje jędrna, jedwabista i zmysłowo pachnąca.

Moja opinia

Opakowanie

Żel otrzymujemy w dość prostym, ale funkcjonalnym opakowaniu o pojemności 250ml i ładnej szacie graficznej. Wszystko działało bez zarzutów aż do samego końca więc nie mam zastrzeżeń.

Konsystencja i zapach

Konsystencja żelu peelingującego jest śmieszna. Jednocześnie delikatna i jakby galaretowata, taka trzęsąca się:) Kiedy trzymałam żel jeszcze w zapasach zdarzało mi się wyjąć go z pudełka, potrząsać i obserwować tą jego zabawną konsystencję (wieeem, fajne mam rozrywki;)). Wewnątrz żelu znajdziemy jeszcze oczywiście delikatnie peelingujące drobinki. Zapach jest bardzo przyjemny. Identyczny jak w przypadku maski i musu z tej samej serii. Osobiście uwielbiam ten nietypowy aromat, ale wiem, że nie każdy jest jego fanem. Najlepiej zatem sprawdzić na żywo w salonie Organique;)

Działanie

Żel peelingujący, czyli jak sama nazwa wskazuje coś pomiędzy żelem, a peelingiem. Takie 2w1;) Coś co umyje i w delikatny sposób złuszczy naszą skórę. Niejednokrotnie spotykam się z narzekaniem, że żele peelingujące złuszczają naskórek zbyt subtelnie. Ludzie, litości! Żel peelingujący to nie to samo co peeling. On nie ma być mocnym zawodnikiem, a produktem przeznaczonym do częstego użytku bez narażenia skóry na podrażnienia. Taki właśnie jest peelingujący żel melonowy. Oczyszcza skutecznie i delikatnie otulając skórę swym przyjemnym zapachem, a jego delikatne drobinki powodują, że skóra staje się miękka i gładka, ale nie jest złuszczona do granic możliwości. Z powodzeniem możemy więc sięgać po niego nawet codziennie. Bez obaw, że przesadzimy ze złuszczaniem. Z produktu byłam zadowolona, ponieważ lubię zarówno te mocne, średnie jak i delikatne zdzieraki, a produkt Organique pełnił u mnie funkcję 2w1 czyli jednocześnie lekko złuszczał i oczyszczał racząc mnie swoim obłędnym zapachem;) 


Znacie produkty z serii Rytuał Melonowy marki Organique? Jakie macie o nich zdanie?
Czytaj dalej »

wtorek, 5 lipca 2016

Lato w mieście!

Cześć Dziewczyny!

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy jeszcze w czerwcu i wtedy też wykonałam poniższe foteczki;) Jestem zdecydowanie osobą ciepłolubną. Całkiem poważnie mogę rzec, że późną jesienią i zimą „umieram” niemal każdego jednego dnia;) Dopiero wiosną powoli budzę się do życia, a latem jestem zawsze w szczytowej formie. Cokolwiek by nie było nigdy czas letni nie był dla mnie stracony. Nawet jeśli nigdzie nie wyjechałam;) Nie ważne gdzie jestem – latem zawsze jest lepiej! I stąd też pomysł na mój dzisiejszy wpis. Oczywiście nie będzie tu pomysłów na spędzanie wakacji w mieście. Wszystko pozostaje jedynie w kontekście kosmetycznym. Choć przyznam, że od czasu do czasu rozważam czy nie przemycić tu odrobiny lifestylowych postów;) Póki co problem polega jednak na tym, że wpisy o kosmetykach zajmują mi 100% jak ja to mówię „czasu antenowego” na blogu;) Ale nie wykluczam, że powoli coś zacznie się pojawiać! O czym więc jest dzisiejszy wpis? O tzw. letnich kosmetycznych umilaczach;) Naturalnie nie ma tu wszystkich kosmetyków, których używam, a jedynie wybrane. Takie, które kojarzą mi się z latem, choć nie wszystkie są wspaniałe. Dlatego warto czytać dokładnie;) Obiecuję jednak, że będzie to jedynie krótki przegląd. Na recenzje przyjdzie pora, a w niektórych przypadkach recenzja już była (wtedy nazwa jest podlinkowana). Znajdują się tu jedynie kosmetyki pielęgnacyjne, ale bardzo prawdopodobne, że w drugiej części znajdzie się kolorówka;)


Chyba nikogo szczególnie nie zdziwi, że pielęgnacja ust jest dla mnie bardzo ważna. Pomadka peelingująca Sylveco to mój absolutny hit! Nie zliczę ile opakowań zużyłam i co ciekawe mam wrażenie, że lubię ją coraz bardziej! Nawilża, wygładza, natłuszcza i złuszcza! Póki co nie znalazłam czegoś równie skutecznego w tak wygodnej formie. Jedyne czego bym sobie życzyła tak z perspektywy czasu to bardziej gustownego opakowania i może więcej zapachów do wyboru? Drogie Sylveco przemyśl to;) To mógłby być hit!:) Znalazł się tu też nieustannie wychwalany przeze mnie błyszczyk Dior Lip Maximizer. Właściwie powinien być w zestawieniu z kolorówką, ale że nawilża, wygładza, jest praktycznie bezbarwny i przyjemnie chłodzi (latem lubię go jeszcze bardziej!) postanowiłam umieścić go tutaj:) Lubię go tak bardzo, że nawet trochę oszczędzam by nie skończył się przedwcześnie;) Kolejnym produktem jest sztyft pod oczy TonyMoly w formie Pandy. I tutaj ciekawostka: Panda jest po prostu pandą. Ładnie wygląda, lekko chłodzi i odświeża skórę. To byłoby na tyle. Nie zastąpi kremu, ale niestety musiałam ją mieć;) Mgiełkę Merci Handy Chill Out kupiłam z ciekawości w Sephorze;) Jest bardzo poręczna! Jej pojemność wynosi jedynie 30ml, ale ja uważam, że małe jest piękne! Moja wersja zawiera nuty mięty i zielonej herbaty. Ja wyczuwam w niej głównie zapach zielonej herbaty, który jest według mnie bardzo przyjemny lecz nie nachalny:) Mgiełka bardzo dobrze odświeża i lekko nawilża cerę. Szczególnie przydatna podczas upałów:) Można stosować również na makijaż:) Ta zielona galareta to maska limonkowa marki Mizon:) Kupiłam ją z polecenia Interendo, a drugą sztukę dostałam od niej w prezencie więc maseczkowania będzie co nie miara;) Przyznam, że nieszczególnie miałam przekonanie czy ją kupić, ale kupiłam i się nie zawiodłam;) Pachnie bardzo przyjemnie limonkowo, jest łatwa w stosowaniu, a po użyciu cera jest przede wszystkim wygładzona i rozświetlona. Nabiera takiego zdrowego blasku;) Dodatkowo lekko nawilża, odświeża i relaksuje:) Z kolei maseczka Dr Irena Eris Algorithm to maseczka przeznaczona dla pań 40+, ale ja chciałam jej używać więc kupiłam:) Pachnie bardzo przyjemnie i delikatnie. Mnie ten zapach kojarzy się z latem. Jest kremowa, świetnie nawilża cerę! Dzięki niej skóra staje się bardziej napięta, zregenerowana, a oznaki zmęczenia są mniej widoczne:) 

Produktem, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył jest Jaśminowy olejek do opalania SPF30 marki Lirene. Miałam wątpliwości czy ten zapach mnie nie zabije, ale nie zabił, a nawet bardzo mi się spodobał! Typowe nawilżacze do ciała pominęłam. Nie dlatego, że latem ich nie używam, a dlatego, że używam i to bardzo nadgorliwie;) Co za tym idzie ciągle coś zużywam i otwieram nowe! Chciałabym jednak wspomnieć o balsamie z masłem shea o zapachu mango marki Organique. Gdyż aktualnie jest to produkt, którego używam tak dla urozmaicenia i wręcz napawam się nim:) Balsamy z masłem shea Organique są mi dobrze znane. Do tej pory moją ulubioną wersją była truskawka&guawa. Natomiast obecnie dzieli zaszczytne pierwsze miejsce razem z mango, które w wydaniu Organique pachnie fantastycznie i mogłabym je zjeść! To takie tłuścioszki, ale z powodzeniem można stosować miejscowo, w mniejszej ilości. Z produktami pod prysznic rzecz ma się podobnie;) Idą jak woda! Bardzo dobrze wspominam żel pod prysznic TBS Grejpfrut, ale że już zużyty to chciałabym wspomnieć o piance pod prysznic Balea. Ta marka zawsze kojarzy mi się z latem. Pewnie przez swoje kolorowe opakowania i ładne zapachy:) W przypadku pianki Balea Fresh&Fruity mamy tu soczysty zapach limetki i grejpfruta. Bardzo energetyczny;) Nie mogło też zabraknąć peelingów Body Boom, które ciągle chwalę, ale absolutnie zasłużenie! Grejpfrut już zużyty, ale pozostał mi jeszcze kokos:) Obiecuję, że w końcu pojawi się recenzja bo chwalę już tak od maja!;) Nabłyszczający spray do włosów Klorane magnolia kupiłam bo chciałam mieć jeszcze bardziej błyszczące włosy, a bardzo dawno nie używałam tego typu produktu. Zapach ma nieco specyficzny, ale robi co ma robić czyli ładnie nabłyszcza i nie obciąża włosów. Można go stosować na mokre włosy lub już po wymodelowaniu;) 

Wbrew pozorom skóra twarzy latem również potrzebuje szczególnej uwagi. Lipidowe serum Passiflora marki FEMI ma konsystencję olejku, pachnie ziołowo, potrzebuje chwilę czasu na wchłonięcie, ale odwdzięcza się wygładzoną i zregenerowaną skórą twarzy. To przydatne zwłaszcza po opalaniu. Więcej o nim niebawem! Na recenzję kremu odżywczego marki Resibo przyjdzie jeszcze pora. Dziś napiszę enigmatycznie, że ja bym mu zmieniła nazwę na super-wygładzający! Po miniaturkę kremu Bioderma Sebium Pore Refiner sięgam w sytuacjach ekstremalnych gdy żar leje się z nieba, a chcę mieć maksimum pewności, że mój makijaż się nie rozpłynie:) Ten krem bardzo dobrze matuje, ale sam w sobie na co dzień zapewniałby zbyt małą dawkę nawilżenia. Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych żelach antybakteryjnych Bath&Body Works. Na zdjęciu wersja Island Pink Pomelo, która pachnie naprawdę fantastycznie i jest idealna na lato! O żelach BBW już kiedyś pisałam. Moim zdaniem nic lepszego w tej kategorii nie istnieje! Niestety produkty BBW zarezerwowane tylko dla „Warszawki” nad czym ubolewam;( Jednak gdy tylko jest okazja molestuję kogoś o zakup;) 
Sunozon Apres spray do ciała po opalaniu to produkt, który posiadam dopiero od kilku dni. Nie jest to jednak kosmetyk z wielkimi obietnicami więc myślę, że mogę o nim wspomnieć (tym bardziej, że nie jest to recenzja). Muszę przyznać, że zabrałam się za niego od razu i znalazł zastosowanie w mojej pielęgnacji:) Dzięki wodnistej konsystencji nie trzeba czekać aż się wchłonie bo natychmiast wnika w skórę:) Jest zatem w sam raz do stosowania rano:) Dzięki kokosowemu zapachowi dodaje energii i poprawia nastrój. Pachnie dość długo więc użyty w większych ilościach zastąpi mgiełkę do ciała. Nie zapewnia tak dogłębnego nawilżenia jak odżywcze masło, ale dobrze uzupełnia pielęgnację. Na zdjęciu widoczny jest również Sunozon ampułki po opalaniu, czyli coś w rodzaju kilkudniowej kuracji dla naszej cery (w opakowaniu znajdziemy 7szt). Ampułki mają piękny kolor, po aplikacji skóra przez chwilę jest lepka, ale to uczucie szybko ustaje. Zapach jest łagodny i ulotny:) Mamy też pewne ułatwienie w postaci otwieracza, czyli coś dla ampułkowych boi-dudków;) Produkt subtelnie chłodzi i nawilża skórę. Jest w sam raz na dni kiedy nie chcemy obciążać swojej skóry. W przypadku obu tych produktów jestem na tak! Załapał się też króliczek TonyMoly, czyli Pocket Bunny Moist Mist. Niewąpliwie będzie mi towarzyszył tego lata jak tylko zużyję mgiełkę do twarzy Merci Handy. Biorąc pod uwagę pozostałe znane mi produkty tej marki nie mam wobec niego wielkich oczekiwań, ale nie miałam serca go nie kupić;) Będzie jeszcze osobny wpis kosmetykach TonyMoly, ale na razie mogę zdradzić, że mgiełka ładnie pachnie. Coś w rodzaju brzoskwini z nutką waty cukrowej;) 

We wstępie pisałam, że będzie krótko, ale... kłamałam;) A tak serio jak ja już się rozpiszę to koniec:) 


Znacie coś z wymienionych przeze mnie produktów? Jakie produkty znalazłyby się w Waszym zestawieniu?
Czytaj dalej »

niedziela, 3 lipca 2016

Czy Etiaxil jest skuteczny?

Cześć Dziewczyny!

Niedawno było o pięknych zapachach na lato. A co jeśli lato to właśnie ten… smrodek spod pach? Jako osoba korzystająca głównie ze środków komunikacji miejskiej często mam wątpliwą przyjemność „spotykania się” z niewybrednymi ludzkimi woniami;) Niekiedy są to zapachy przyprawiające o mdłości albo zawroty głowy;) W sytuacjach ekstremalnych zdarza mi się nawet wysiąść i kontynuować swoją podróż do celu pieszo;) Serio! Niejeden raz zastanawiałam się czy ci ludzie się myją, czy stosują antyperspiranty? Intensywne zapachy potu w miejscach publicznych często każą mi odpowiedzieć na to pytanie przecząco, ale przecież nie musi tak być! W dzisiejszych czasach mamy do wyboru wiele produktów mogących nam pomóc w ograniczeniu pocenia i co za tym idzie nieprzyjemnego zapachu. Jednym z takich skutecznych produktów może być bloker Etiaxil. Ja wybrałam wersję niebieską, czyli tą przeznaczoną do skóry wrażliwej. Pisanie o tego typu produktach nie jest może wielce przyjemnym tematem, ale niewątpliwie istotnym.


Czym jest Etiaxil?


Etiaxil nie jest takim typowym dezodorantem ani antyperspirantem. To zaawansowany regulator pocenia, tzw. bloker. Etiaxil eliminuje pocenie dzięki zawartości chlorku glinu. Jedna aplikacja zapewnia ochronę przed poceniem na czas 3-5 dni. Etiaxil nie jest perfumowany więc można go łączyć z dowolnymi kosmetykami zapachowymi. 


Jak stosować Etiaxil?


Producent zaleca by na początku stosować preparat przez 3-7 nocy z rzędu, a gdy już zauważymy zmniejszenie pocenia się należy stosować przez 2-3 noce w tygodniu lub zgodnie z potrzebami. Należy go stosować na całkowicie suchą i niepodrażnioną skórę pach. Etiaxilu nie należy stosować bezpośrednio po depilacji pach. W przypadku depilacji należy odczekać 3 dni. Po nocy zmywamy Etiaxil wodą z mydłem. Nie trzeba powtarzać aplikacji gdyż preparat działa nawet po myciu. Można jednak zastosować dezodorant zapachowy jeśli mamy ochotę. Etiaxil należy aplikować dwoma ruchami w górę i w dół w centralnej części pach.


Moje wrażenia


Etiaxil otrzymujemy w biało-niebieskim kartoniku, wewnątrz znajdziemy ulotkę oraz ultra kompaktową kulkę o pojemności 12,5ml (dostępne są też 15ml). Pojemność wydaje się być skandalicznie niska w porównaniu z tradycyjnymi antyperspirantami, które zwykle zawierają 50ml produktu. Jednak ja używam go już któryś miesiąc i jeszcze się nie skończył. Po pierwsze mimo niewielkiej pojemności Etiaxil jest bardziej wydajny, ponieważ smarujemy nim skórę naprawdę delikatnie, a nie bez opamiętania (gdy użyjemy zbyt dużo skóra będzie się lepić, a nawet piec). Po drugie nie musimy go stosować codziennie;) Muszę jednak przyznać, że ja posiadam dość niewielką „powierzchnię pachową” więc jestem w stanie uwierzyć, że u innych mimo wszystko wystarczy na krócej. Przykładowo kulka Vichy, którą notabene również mocno polecam w moim przypadku wystarcza na ok. rok codziennego stosowania, a u niektórych znajomych jedynie na 4-5 miesięcy. 



Spróbuj przechytrzyć producenta, a pożałujesz…


Wróćcie teraz do podtytułu jak stosować Etiaxil. Przeczytane?;) Niestety stosowanie zgodnie z zaleceniami jest bardzo ważne, wręcz konieczne. Ja oczywiście musiałam iść na żywioł i postanowiłam sprawdzić co się stanie jeśli zastosuję Etiaxil jedynie parę godzin po depilacji pach. Niewiele myśląc solidnie nasmarowałam pachy i z zadowoleniem uznałam, że chyba jestem królem życia bo nic złego się nie stało;) Radość ta nie trwała jednak długo gdyż zaledwie po upływie 5 minut pachy zaczęły mnie niesamowicie palić, piec i szczypać;) Biegłam do łazienki jak poparzona żeby natychmiast umyć pachy;) Jedyna kwestia, w której udało mi się przechytrzyć producenta to 3 dniowa przerwa w stosowaniu po wykonaniu depilacji. Możliwe zastosowanie bez podrażnień wynosi u mnie 24h od momentu depilacji. To dla mnie ważne gdyż niestety włoski pod pachami odrastają mi bardzo szybko i nie ma szans żebym goliła pachy np. raz na tydzień. Jest to jednak sprawa indywidualna. W przypadku mojej mamy wystarcza depilacja jedynie raz na pół roku, a i tak niewiele ma po tym czasie do usunięcia;)


Dlaczego zdecydowałam się wypróbować Etiaxil i czy jestem zadowolona z działania?


Jeśli chodzi o problem nadmiernej potliwości pach to muszę przyznać, że bezpośrednio mnie on nie dotyczył (miewam jedynie problemy z nadpotliwością pleców). Jednak Etiaxil stosowało wielu moich znajomych, którzy również nie mieli tego problemu, a chcieli mieć jedynie absolutną gwarancję skutecznej ochrony. Dlatego też postanowiłam przekonać się czy rzeczywiście wystarczy najpierw przez kilka nocy z rzędu zastosować preparat na noc, a następnie już tylko 1-2 razy w tygodniu bez konieczności dodatkowego stosowania zwykłych antyperspirantów. Słowem, byłam ciekawa czy to rzeczywiście może się udać?

Wybrałam wersję niebieską przeznaczoną do skóry wrażliwej, ale potem zaczęłam czytać opinie, że niektórych Etiaxil mimo wszystko podrażnia i naszły mnie wątpliwości. Produkt przeleżał więc całkiem długo w zapasach aż w końcu podjęłam męską decyzję o rozpoczęciu stosowania;) Pierwszy raz skończył się tak jak napisałam w punkcie wyżej, ale potem już tego błędu nie popełniłam;) Jeśli chodzi o zapach producent opisuje go jako bezwonny, ale w moim odczuciu zapach jest i to nieszczególnie przyjemny. Mi przypomina coś z pogranicza zmywacza albo lakieru do paznokci. Na szczęście ulatnia się do 5-10min od aplikacji więc mu wybaczam. Ważne jest żeby nie aplikować nadmiernie, ponieważ skóra może się lepić, a dodatkowo możemy ją podrażnić. Wystarczy jedna skromna aplikacja w górę i jedna w dół;) Czy zauważyłam długotrwałe działanie Etiaxilu? Tak! I to bardzo szybko bo już po 4 dniach stosowania. Nie dałam rady stosować Etiaxilu przez 7 nocy z rzędu gdyż w takim przypadku moje owłosienie pod pachami byłoby już zbyt widoczne i nie czułabym się z tym komfortowo. Te 4 dni bez depilacji to było dla mnie niestety maksimum możliwości. W przyszłości zdecyduję się na laser IPL i mam nadzieję, że problem zostanie rozwiązany. Byłam ciekawa czy naprawdę będę mogła rano zmyć Etiaxil i tak po prostu nie używać już dodatkowo antyperspirantu. Byłam przyzwyczajona do codziennego stosowania antyperspirantu więc pomysł ten wydawał mi się nieco kosmiczny i na początku odczuwałam stres związany z tym, że rano niczego nie użyłam. A co jeśli Etiaxil zawiedzie i zaleje mnie fala potu? Ku mojemu zaskoczeniu nic takiego się nie zdarzyło. Nawet podczas czerwcowej fali upałów zdarzało się, że niemal kapało mi z twarzy, a pachy pozostawały suche. To samo tyczy się opalania. Chwilami było tak gorąco, że prawie się rozpływałam. Pot płynął strużkami po ciele, a pachy pozostawały niewzruszone. Cóż można więcej dodać. Na własnej skórze przekonałam się, że Etiaxil jest skuteczny i cieszę się, że w końcu odważyłam się z niego korzystać;) O Etiaxilu przeczytacie też na portalu Idealna.


Etiaxil dostępny jest np. na iperfumy.pl.


Znacie Etiaxil? Które wersje stosowaliście? A może bardziej polecacie coś innego?
Czytaj dalej »

piątek, 1 lipca 2016

3 zapachy idealne na lato 2016!

Cześć Dziewczyny!

Lato to niewątpliwie mój czas! Ale czymże by było lato bez pięknych zapachów? Zwłaszcza, że zapachy często kojarzą nam się z miłymi wspomnieniami, wydarzeniami lub miejscami:) Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi ulubionymi zapachami, którymi niewątpliwie będę pachnieć tego lata! Nie są to zapachy wydane w tym sezonie, ale w końcu nie zawsze musimy ściśle trzymać się trendów. Ważne żeby żyć w zgodzie ze sobą i mieć swoje zdanie! Trzy zapachy, które dzisiaj Wam zaprezentuje to zapachy sprawdzone co oznacza, że znam je już od dłuższego czasu. Najzabawniejsze jest to, że każdy z nich poznałam pośrednio dzięki blogom więc może i ja dziś kogoś zainspiruję przynajmniej do powąchania i sprawdzenia, któregoś z zapachów na skórze?;)


Dolce & Gabbana L’Imperatrice 3


Nuty zapachowe
nuta głowy:
rabarbar, kiwi, różowy pieprz
nuta serca: jaśmin, cyklamen, melon
nuta bazy: piżmo, cytryna, drzewo sandałowe


Ten zapach przewijał się już na moim blogu i Instagramie niejeden raz. Posiada też odrębną recenzję:) Trafił do mnie jeszcze jesienią ubiegłego roku i od tej pory bardzo często go używam. To perfumy silnie kojarzące się z latem, choć ja z powodzeniem używałam go również jesienią, zimą i wiosną:) To jeden z tych zapachów, które cieszą się powszechnym uznaniem i wywołują wiele pytań typu: „czym tak ładnie pachniesz?”. D&G L’Imperatrice nie posiada fikuśnego flakonu, ale jego zawartość rekompensuje nam wszystko! Dla mnie „Cesarzowa” znaczy jedno – to zapach radości i beztroski!  


Givenchy Ange ou Demon Le Secret


Nuty zapachowe
nuta głowy:
żurawina, cytryna, zielona herbata
nuta serca: jaśmin, biała piwonia, kwiaty wodne
nuta bazy: białe piżmo, paczula, akord drzewny



Givenchy to marka, którą wielbię. Nie miałam jeszcze bardzo dużo ich kosmetyków, ale za to każdy sprawdził się u mnie bezbłędnie! Perfumy Givenchy Ange ou Demon Le Secret to również zapach, który był mi rekomendowany. Jednak ostatecznie zauroczył mnie dość przypadkowo kiedy to dostałam jego próbkę. Próbka była w formie saszetki, czyli w takiej, której bardzo nie lubię i już miałam ją wyrzucić bez sprawdzania zawartości, ale otworzyłam i przepadłam! To był zapach, który mnie „zabił”. Nie miałam żadnych wątpliwości, że będzie mi się dobrze nosił. Silnie kojarzy mi się z zapachem, którego często używałam jeszcze na studiach, a był to Diesel Fuel for Life Femme (swoją drogą uwielbiam tę nazwę, w moim przypadku była prawdziwa;)). Naturalnie nazwa Ange ou Demon również szalenie mi się podoba. Podobnie jak flakon, który uważam za najładniejszy z całej mojej zapachowej gromady:) Niewątpliwie jest zadziorny i ma swój charakter i chyba dlatego tak dobrze do siebie pasujemy;) Jest to zapach świeży, cytrusowy z drzewną nutą, ale zarazem przełamany słodyczą. Jeśli miałabym zadecydować czy bardziej Anioł czy Demon odrzekłabym, że Anioł, ale w nowoczesnym wydaniu:) Nie jest to zapach dla każdego, ale jeśli lubicie cytrusowe zapachy warto go sprawdzić. Ja za nim szaleję:)


Collistar Profumo Della Felicita


Nuty zapachowe
nuta głowy: grejpfrut, mandarynka
nuta serca: kwiat lotosu, piwonia, różowy pieprz, czerwona porzeczka
nuta bazy: Osmanthust, wietiwer, piżmo



Collistar Profumo Della Felicita to znów fajna nazwa – zapach szczęścia! Jakże go więc nie lubić? Czy rzeczywiście jest zapachem szczęścia? Oczywiście! Inaczej by go tu nie było:) W odróżnieniu od pierwszych dwóch zapachów propozycja marki Collistar to mgiełka tudzież woda odświeżająca. Wyróżnia się ona jednak na tle innych mgiełek niesamowitą wręcz trwałością. W moim przypadku ten zapach jest równie trwały co dobrej jakości perfumy! Flakon niczym szczególnym się nie wyróżnia, a w dodatku występuje tylko w jednej pojemności – 100ml. Przy tak dobrej trwałości wystarczy naprawdę na bardzo długo. Jeśli chodzi o sam zapach nie jest on w typie „letniego ulepka”. To coś bardziej nieoczekiwanego, wykwintnego i chciałoby się wręcz rzec wytrawnego! W zapachu zawarta została moc odświeżenia z subtelną nutką słodyczy, ale i lekkiej goryczki dzięki zawartości grejpfruta i różowego pieprzu. Znajdziemy tu zarówno akcenty kwiatowe jak i owocowe, ale wszystko to idealnie ze sobą współgra tworząc coś naprawdę wyjątkowego!


Wszystkie te zapachy  są według mnie warte uwagi. Zauważyłam, że Collistar występuje również w fajnym zestawie:) Cesarzowej poświęciłam już odrębny wpis, a w przypadku Givenchy i Collistar przyjdzie jeszcze pora by napisać coś więcej:)


Znacie, któryś z tych 3 zapachów? Macie o nich podobne zdanie czy wręcz przeciwnie? Czym pachniecie tego lata? Chętnie sprawdzę Wasze propozycje!
Czytaj dalej »