Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 grudnia 2015

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2015 roku – makijaż i zapachy!

Cześć Dziewczyny!

Być może jeszcze trochę za wcześnie na ulubieńców roku, ale Jury w jednoosobowym składzie podjęło już decyzję w sprawie kosmetycznych ulubieńców oraz odkryć 2015 roku. Wybór był tak oczywisty, że nie miałam z nim żadnych problemów i czekanie do końca roku niewiele by zmieniło;) Niektóre z tych produktów poznałam wiele miesięcy temu. Inne są ze mną znacznie krócej, ale każdy zasłużył na miano ulubieńca lub odkrycia roku;) Ulubieńcy to niejednokrotnie te produkty, których używałam długo i nagminnie. Natomiast odkrycia są ze mną krócej, ale zasłużyły aby znaleźć się w tym zestawieniu, ponieważ od razu połączyła nas nić porozumienia:) W końcu mój blog i moja decyzja:) Produkty, które były już zrecenzowane zostały podlinkowane. Moje recenzje na ogół są na tyle szczegółowe, że nie ma sensu powtarzać tego samego po raz kolejny. Żaden z tych produktów nie jest zupełnie pozbawiony wad, ale każdy z nich sprawił mi wiele przyjemności;)

Zaczynamy od tuszów do rzęs bo co to za makijaż bez tuszu? Sądzę, że niezbyt lotny;) W tym roku wypróbowałam wiele tuszów. Najdłużej jest ze mną Dior Iconic Overcurl. Nie wiem jak to się stało, ale nie doczekał się jeszcze osobnego wpisu, pojawi się zatem już w Nowym Roku. Uwielbiam jego wygiętą szczoteczkę, trwałość, design oraz wydłużenie i podkręcenie jakie zapewnia. L’Oreal Volume Million Lashes Feline to najlepszy tusz drogeryjny z jakim miałam w tym roku do czynienia. Givenchy Noir Couture zauroczył mnie nietypową szczoteczką, ładnym wydłużeniem i podkręceniem. Mógłby być tylko bardziej „mokry”.

Bardzo ważnym elementem makijażu jest odpowiednio przygotowana i podkreślona cera. Nie znajdziecie tu tradycyjnych podkładów, ponieważ jak już nieraz podkreślałam jestem pudernicą;) To pudry stanowią najważniejszą część mojego makijażu twarzy, a fluidy nigdy nie były dla mnie koniecznością. Zdecydowanie najczęściej sięgałam po mineralny matujący podkład sypki Annabelle Minerals. W recenzji narzekałam na brak właściwości matujących, które posiadać powinien, ale w połączeniu z rewelacyjnym pudrem transparentnym MUFE HD idealnie daje sobie radę. Grunt to znaleźć idealne dla siebie połączenie produktów;) Czekoladkę Bourjois zdetronizował w tym roku Choco Bronzer Dr Irena Eris Provoke. Uwielbiam go! z kolei mineralny puder brązujący Vita Liberata świetnie spisuje się u mnie jako puder na całą twarz!  Jego jakość jest bez zarzutów, ubolewam tylko nad brakiem zatyczki na sitko, gdyż trochę pudru mi się ostatnio wysypało. Odkryciem jest puder ShyShine Dr Irena Eris Provoke z zimowej kolekcji Nude Glam Look. Jest naprawdę magiczny! Jedyne co mogę mu zarzucić to teb perłowo biały odcień, który w przypadku mojej cery nie jest mile widziany. Poza tym rewelacja. Ulubiony róż to Lily Lolo Just Peachy, jego zapach w opakowaniu jest niezbyt zachęcający (na twarzy niewyczuwalny), nie jest też może najbardziej trwałym różem z mojej kolekcji, ale… jego odcień bardzo mi odpowiada i ma w sobie to coś. Pojawi się osobna recenzja. Jedynym produktem, który się powtarza z tamtego roku i który (o zgrozo!) nadal wygląda jak nowy jest rozświetlacz MAC Soft&Gentle. Używam go namiętnie i nie znam lepszego, przykro mi.

Następnym elementem ulubionych produktów makijażowych są produkty przeznaczone do okolic oczu;) Moje serce skradł rozświetlający korektor Dr Irena Eris Provoke, jest lekki i wygląda u mnie całkiem nieźle mimo, że zadanie ma tak naprawdę niełatwe (a o tym to już wiem tylko ja;)) W dużej mierze przypomina mi on lubiany przeze mnie Lumi Magique L’Oreal. Jest lżejszy niż Dior Star, ale dzięki temu trudno z nim przesadzić. Po wynikach wyszukiwania widzę, że również jesteście ciekawe tego korektora. Bardzo polubiłam też bazę pod cienie Dr Irena Eris Provoke. To najwygodniejsza forma bazy z jaką się spotkałam, a nałożone na nią cienie trzymają się bez zarzutów aż do momentu demakijażu. Najlepsza kredka do powiek to Marc Jacobs w odcieniu Stone(Fox)! Idealna pigmentacja, trwałość, urok. Mimo ceny warto! Niestety od jakiegoś czasu jest problem z dostępnością tych kredek w Sephorze. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, ponieważ mam ochotę na więcej kolorów. Bardzo przydatna okazała się też cielista kredka na linię wodną Max Factor. Niby gadżet, ale jest dobrym dopełnieniem makijażu. Wygląda dużo lepiej niż biała kredka. Moje brwi są tak marne, że aż żal patrzeć, ale ku mojemu zaskoczeniu świetnie się na nich sprawdza kupiony bez przekonania Brow Artist Plumper L’Oreal i to jeszcze w odcieniu medium/dark (wcale nie jest bardzo ciemny, efekt można stopniować). Oczywiście trzeba trochę uważać przy nakładaniu, ponieważ produkt szybko zasycha na brwiach i częściowa korekta rzadko jest możliwa. Brwi są też po nim lekko sztywne i zmywa się takimi odłamkami zupełnie jak tusz Feline, ale wbrew pozorom wcale nie jest trudno go nałożyć i przy odpowiedniej aplikacji (bez szaleństw) efekt jest naturalny i taki jak oczekiwałam;) 

Ostatnim elementem ulubionych produktów makijażu są usta. Jestem maniaczką pielęgnacyjnych produktów do ust, ale to nie znaczy, że nie mam nic z odrobiną koloru. W tej kwestii najbardziej cenię sobie produkty marki Clarins (każdy z nich był już opisany).  Bardzo przypadły mi do gustu olejki do ust z kolekcji wiosennej. Posiadam malinowy i miodowy (na zdjęciu malinowy). Sztandarowym produktem marki i moim hitem jest również Instant Light Natural Lip Perfector (w tubce). Z kolei Clarins Daily Energizer Lovely Lip Balm podpada pod pielęgnację, ale jako że nadaje specjalny, spersonalizowany kolor ustom dla mnie jest "produktem z pogranicza";) Myślę o nim bardziej w kategorii 2w1, kolor+pielęgnacja:) Warto po niego sięgnąć, choć kolor u każdego będzie zupełnie inny, zależnie od naturalnego odcienia ust. MAC Patisserie to moja pierwsza i jak do tej pory jedyna szminka tej marki, jest ze mną już długo i bardzo mi odpowiada! Pomadkę L’Oreal Rouge Caresse w odcieniu Sweet Berry przygarnęłam podczas listopadowej promocji, polubiłam ją od razu za ładny, delikatny kolor i brak wysuszenia:) Więcej zalet przytoczę w recenzji:) 
Na koniec zapachy! Mgiełka Biotherm L’Eau to energetyzujący zapach, który towarzyszył mi przez większość wakacji. Dolce&Gabbana L’Imperatrice z serii Antology to nagłe, ale gorące uczucie! Soczysty owocowo-kwiatowy zapach, o którym więcej napiszę w osobnym wpisie. Yves Saint Laurent Black Opium EDT to ten wymarzony i wyśniony zapach, a jednocześnie wielkie odkrycie i zaskoczenie roku! Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że klasyczne Opium jest dla mnie wręcz nie do przejścia! W Black Opium w wersji EDP też coś nie do końca mi leży (ciekawostka: EDT i EDP ma inne nuty zapachowe), ale wersja Black Opium EDT „uderzyła mnie” już podczas wakacji. Długo się zastanawiałam nad tym zapachem, ponieważ nie jest to zapach typowy dla moich wyborów, ale nie dawał mi o sobie zapomnieć. W końcu dałam mu się oprzeć i jestem bardzo zadowolona. Na pewno pojawi się obszerniejszy wpis na jego temat po Nowym Roku;)


To już wszystko jeśli chodzi o makijaż. Starałam się by choć raz było zwięźle i jak na tak złożony temat chyba nie wyszło najgorzej;) W zestawieniu nie pojawiły się cienie do powiek (nadal często używałam mini paletki Diora która pojawiła się w zestawieniu 2014r, często u mnie gościł również Urban Decay Naked on the Run i cienie Provoke, które nadal nie doczekały się recenzji). W kwestii cieni duże nadzieje pokładam w paletce  Too Faced Semi Sweet, ale mam ją jeszcze trochę zbyt krótko:) Choć myślę, że już mogę o niej subtelnie, cichuteńko wspomnieć, że szykuje się odkrycie;) Póki co jest bardzo dobrze, a paletka naprawdę pachnie czekoladą! Nadaję jej więc specjalną pozakonkursową kategorię: produkt z potencjałem;) 


W osobnym wpisie pojawią się jeszcze ulubieńcy i odkrycia w kategorii pielęgnacji oraz to co tygryski lubią najbardziej czyli pielęgnacyjne gadżety!:)

Znacie któreś z tych produktów? Podzielcie się swoimi tegorocznymi makijażowymi i zapachowymi odkryciami:)
Czytaj dalej »

środa, 8 kwietnia 2015

Max Factor 2000 Calorie Curved Brush Volume & Curl podkręcający tusz do rzęs.

Cześć Dziewczyny!
Słynny tusz Max Factor 2000 Calorie w wersji podstawowej zna już chyba każdy. Osobiście bardzo go lubię i jeśli decyduje się na drogeryjny tusz najczęściej wybieram coś z gamy Max Factor. Kilka miesięcy temu za namową siostry, która namiętnie używała tego tuszu postanowiłam wreszcie wypróbować wersję podkręcającą.

Opis producenta
2000 Calorie w nowej wersji ze szczoteczką w kształcie łuku, która pozwala lepiej wymodelować rzęsy. 2000 Calorie Curved Brush to tusz intensywnie pogrubiający i zagęszczający rzęsy, a dzięki nowej szczoteczce umożliwia dodatkowo efekt zalotnego podkręcenia. Polimery zmiękczają, uelastyczniają i modelują rzęsy Naturalne woski wzmacniają i uzupełniają uszkodzoną strukturę rzęs. Ponadto charakteryzują się dużą odpornością na wysokie temperatury i wilgotne powietrze, dzięki czemu makijaż rzęs jest odporny na ścieranie i nie rozmazuje się. Hipoalergiczny.
Moja opinia
Opakowanie
Tusz zamknięty jest w czarno-czerwonym opakowaniu, które nie wywołuje u mnie większych emocji. Szczoteczka jest typowa dla tuszów podkręcających tzn. ma kształt łuku.
Konsystencja i zapach
Konsystencja tuszu jest w sam raz, ani zbyt rzadka ani zbyt gęsta. Nie ma problemów z aplikacją. Zapach raczej neutralny;)
Działanie
Zauważyłam, że do tej pory pojawiła się tylko jedna pełna recenzja tuszu do rzęs, a przecież tusz to absolutny must have każdej kobiety;) Dzieje się tak zapewne dlatego, że z reguły dobrze trafiam i jeden tusz najczęściej wystarcza mi na wiele miesięcy stosowania. Za zwyczaj mam w użyciu jeden lub dwa tusze. Kiedy jeden powoli wkracza w wiek przedemerytalny powoli wdrażam drugi;) Tak było też w tym przypadku, ponieważ początkowo używałam go zamiennie z tuszem Mac. Gdzieś po drodze był jeszcze słynny żółty tusz Lovely, który akurat u mnie szału nie robił. Po czym to wnoszę? Podczas korzystania z tuszu Mac i Max Factor wiele osób nawet zupełnie obcych komplementowało moje rzęsy i pytało jakiego tuszu używam, a podczas stosowania tuszu Lovely nie było ani jednej takiej osoby;) 
Wracając do mojego dzisiejszego gwoździa programu czyli tuszu MF – jak już wspominałam kupiłam go z polecenia siostry i nie żałuję:) Wygięta szczoteczka tuszu należy do moich ulubionych. Co prawda za każdym razem brudziłam sobie tuszem górną i dolną powiekę, ale to już moja wina, a nie szczoteczki, ponieważ mam tak z każdym tuszem;) Tusz ładnie wydłuża i lekko podkręca rzęsy. Owe podkręcenie będzie zależne od tego w jaki sposób operujemy szczoteczką. Przyznam, że ja najczęściej maluję rzęsy szybko i niedokładnie dlatego rzadko kiedy wyciskam z tuszu maximum możliwości;) Tusz nie skleja rzęs wbrew temu co można dojrzeć na zdjęciu – mój aparat lubi tworzyć cienie, a ja nie opanowałam jeszcze sztuki robienia zdjęć oczom (przynajmniej nie tym sprzętem);) Może dlatego tak niechętnie piszę o tuszach. Podkręcający MF jest w moim przypadku bardzo trwały, nie kruszy się, nie rozmazuje i jest tam gdzie ma być aż do momentu demakijażu;) Przyznam jednak, że to u mnie standard, rzadko kiedy tusz płata mi tego typu figle. Żywotność tego tuszu wyniosła u mnie pół roku czyli mniej niż Mac, ale i tak to świetny wynik. Wspomnę tutaj jednak, że u mojej siostry owa żywotność w przypadku tego tuszu jest o połowę krótsza. Nie wiem z czego to wynika;)

Lubicie tusze Max Factora?
Czytaj dalej »

czwartek, 9 października 2014

Max Factor, Colour Corrector, rozświetlacz, CC Stick champagne highlighter.

Cześć Dziewczyny!

Uwielbiam rozświelacze. Mam w swojej kolekcji już parę sztuk, ale kiedy w drogeriach pojawiła się nowość – rozświetlacz w formie kredki od razu wzbudziła ona moje zainteresowanie. Niestety cena regularna (52zł) lekko ostudziła mój zapał i postanowiłam poczekać na promocje;) Promocje czyhają na nas za każdym rogiem, więc dość szybko pojawiła się okazja zakupu tego cuda o ponad połowę taniej;) Tak oto stałam się posiadaczką tej oto tłuściutkiej kredeczki;)


Opisu producenta nie znalazłam, więc dziś wyłącznie moja opinia.

Rozświetlacz ma postać dość grubej kredki. Kredka jest wygodna w użyciu i wysuwana, nie trzeba jej temperować (jeszcze tego by brakowało:)). Z łatwością możemy intensyfikować efekt rozświetlenia. Jeśli zależy nam na bardzo subtelnym efekcie wystarczy delikatnie musnąć skórę. Jeśli natomiast oczekujemy mocniejszego rozświetlenia możemy nałożyć nawet parę warstw. Cokolwiek byśmy nie zrobili produkt nie wygląda tandetnie, mimo, że posiada niewielkie drobinki. Ze względu na formę najczęściej używam go do rozświetlenia wewnętrznych kącików powiek i pod łukiem brwiowym. Odkąd go mam czynność ta jest dla mnie niesamowicie prosta i nie zajmuje wiele czasu;) Gdy się spieszę nakładam go również na policzki. Nawet nałożony niedbale i w pośpiechu wygląda dobrze. Produkt jest trwały, nie ma tendencji do rozmazywania się. Ciężko przesadzić z ilością, więc będzie odpowiedni dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tego typu produktami. Kolejny rozświetlacz, z którego jestem zadowolona:)




Lubicie rozświetlacze?
Czytaj dalej »

środa, 9 kwietnia 2014

Max Factor, Facefinity All Day Flawless 3 -in - 1 Foundation - Podkład do twarzy 3 w 1.

Witajcie!
Może zabrzmi to śmiesznie, ale boję się podkładów. Nie lubię ich i używam rzadko. Przetestowałam już trochę podkładów, najczęściej próbek i miniaturek, ale żaden nie zachwycił mnie na tyle, żeby używać częściej. Tak więc jak już używałam to raz na ruski rok;) Często po nałożeniu podkładu czuję się nienaturalnie, tak jakbym miała na twarzy maskę. Dlatego też najczęściej używam tylko pudru.

Jakiś czas temu portal piękność dnia zaoferował możliwość przetestowania podkładu Max Factor. Początkowo podeszłam do tego sceptycznie. Jednak po przeczytaniu opisu produktu stwierdziłam, że to może być coś dla mnie i się zgłosiłam. Nigdy nie oglądałam tego produktu dlatego odcień wybrałam w ciemno. Wybór padł na 60 Sand. 

Opis producenta:
Facefinity All Day Flawless 3 - in - 1 Foundation to wyjątkowy kosmetyk, którego specjalna, potrójna formuła pozwala na zachowanie perfekcyjnej cery przez cały dzień. Jest to płynny podkład, w którego skład wchodzi nie tylko tradycyjny fluid, ale także baza pod makijaż oraz korektor! Jego właściwości pozwalają uzyskać niezwykle trwałe, perfekcyjne wygładzenie.


Opinie co do tego produktu są podzielone. Nic dziwnego, ponieważ każdy ma inne wymagania.
Ja oczekuję żeby podkład nie wyglądał jak maska, dobrze się stapiał ze skórą, nie dawał efektu niezdrowo bladej twarzy, lekko krył i nie ścierał się nierównomiernie. Ważne jest też dla mnie żeby skóra była po nim matowa, ale jednocześnie gładka. Ten podkład zaskakująco dobrze wpisał się w moje potrzeby. Odcień mógłby być jedynie o pół tonu ciemniejszy i trochę bardziej żółty, ale ogólnie nie widać, żeby kolor mocno się odcinał i wyglądał nienaturalnie. 

Bardzo jestem zadowolona ze stopnia zmatowienia twarzy. Poprzedni podkład sprawiał, że bardzo szybko się świeciłam mino zastosowania pudru. Z tym jest inaczej! Zwykle nie używam dodatkowo pudru, a twarz długo pozostaje matowa. Znacznie dłużej niż po zastosowaniu pudru Mac solo. 
Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że kiedykolwiek jakiś podkład przypadnie mi do gustu, a już zwłaszcza wybrany na chybił trafił do testów. A tu jednak pozytywne zaskoczenie.  Być może nawet sprawi, że będę częściej sięgać po podkład i przestanę się bać;) 
Oczywiście bardzo ważne jest, żeby przed nałożeniem tego podkładu dobrze nawilżyć twarz. Podobno może wysuszać skórę - ja tego u siebie nie zaobserwowałam, ale nie używałam go codziennie. Nakładam niewielką ilość, ponieważ boję się przesadzić;) Nie wiem też czy będzie się nadawał na lato, ale latem raczej nie będę używać podkładu. Niedoskonałości pojawiają się u mnie w niewielkim stopniu i raczej sporadycznie. W moim przypadku podkład sobie z nimi radzi, ale krycie jest średnie, więc nie sądzę, żeby zakrył duże niedoskonałości. Naczynek na nosie nie kryje w pełni.

Podsumowując ja jestem zadowolona. Jednak wybór podkładu to kwestia bardzo indywidualna, nie można się w pełni opierać na cudzej opinii, zwłaszcza, że każdy ma inną cerę. Na pewno nie jest dla osób które oczekują mocnego krycia. Dlatego też jeśli zainteresował Was ten produkt  najlepiej poprosić o próbki w perfumerii i przekonać się na własnej twarzy;)

Moja ocena




Polecacie jakieś inne podkłady, które nie tworzą efektu maski i dobrze matują?

Rozdanie.
Czytaj dalej »

sobota, 15 lutego 2014

Kosmetyczne nowości lutego cz. 1 i mam nadzieję ostatnia;)

Witajcie!

Przyznam szczerze, że lubię czytać Wasze posty o nowościach, dlatego sama również chętnie je publikuje.
Ostatnio o nowościach pisałam w styczniu (mac i pielęgnacja) i muszę przyznać, że trochę się pospieszyłam, ponieważ "wpadło" jeszcze parę rzeczy.

1. Sylveco Lekki krem brzozowy - kosmetyki tej marki kuszą od dawna na blogach, udało mi się je zakupić stacjonarnie.
2. Sylveco pomadka brzozowa.
3. Eveline peeling do rąk - powoli kończy mi się mój obecny, więc wzięłam z ciekawości.
4. Mac rozświetlacz Soft&Gentle - chodził za mną od początku stycznia.
5. Lovely paletka nude make up kit - właściwie jej nie potrzebowałam, ale kiedy ją zobaczyłam w Rossmanie jakoś tak sama wpadła do koszyka. Poza tym rozbawiło mnie na jednym z blogów określenie tej paletki jako Naked dla ubogich;)
6. Lovely Snow Dust nr 2 - nigdzie nie było, już o nim zapomniałam aż tu nagle się trafił;)






A teraz właściwa część postu czyli nowości zakupione już w lutym. Postanowiłam przedstawić je w porządku chronologicznym. W ten sposób powstało swoiste kalendarium zakupów.

1.02
ORGANIQUE


1. Serum endorfinowe - skusił mnie oczywiście zapach czekolady, miałam już wcześniej próbki, więc wiedziałam, że będę zadowolona.
2. Kula do kąpieli - otrzymałam jako gratis po uzbieraniu 10 pieczątek na karcie stałego klienta. Siostra wybrała dla mnie kulę malinową i muszę przyznać, że trafiła.






3.02
BIEDRONKA


1. Rozświetlacz LADYCODE - namówiła mnie koleżanka, jednak u mnie ten rozświetlacz nie zdaje egzaminu, ponieważ jest zbyt jasny. Posiadaczki bardzo jasnej cery byłyby zachwycone.
2. Trzy mydła Palmolive świąteczna edycja - lubię mydła w płynie tej firmy, dodatkowo skusiła mnie cena 3,49.
3. Be Beauty żel micelarny - miałam wcześniej wersję różową i byłam zadowolona.





4.02
MINTI SHOP


1. Cindy Lou Manizer - pisałam o nim tutaj. Teraz mogę dodać, że zdążyłam go wypróbować na wiele sposobów i jestem zadowolona. 
2. Batiste mini cherry - według mnie najładniejszy zapach Batiste, mam też Tropical, ale jego zapach mnie drażni.
3. Yankee Candly wosk truskawka z bitą śmietaną - całkiem przyjemny.

5.02
NATURMEDICIN

1. Hudosil Hud Salva maść do rąk - pamiętam jak po raz pierwszy dostałyśmy z siostrą próbki tego kremu, nazwa ewidentnie nas rozśmieszyła, a próbki poszły w kąt. Dopiero niedawno je odkopałam i stwierdziłam, że produkt jest warty uwagi.




6.02
HEBE - lubię tą drogerię, ale podczas zakupów konsultantki zaczepiły mnie aż 7 razy oferując swoją pomoc.
1. Max Factor Max Effect czerwony lakier - o niebieskim pisałam tutaj.
2. Catrice camuflage cream - pisałam o nim tutaj, teraz dokupiłam jeszcze jeden odcień 030, ale po aplikacji niewiele się różni od 020 tzn nie jest dużo ciemniejszy.
3. Garnier ekspresowy demakijaż oczu 2w1 - podobno ma dodatkowo wzmacniać rzęsy, choć na to bym nie liczyła.








8.02
ORGANIQUE again... Boże uchroń przed tym sklepem;)

1. Peeling Jabłko&Rabarbar - miałam już peeling czekoladowy i kawowy, jestem pewna, że z tego również będę zadowolona.
2. Immuno Serum - kończy mi się pierwsze opakowanie. Pisałam o nim tutaj. Teraz można je kupić w wygodnym opakowaniu z pompką.
3. Maska do twarzy Green + White Tea - dołączyła do maski arbuz i melon z tej samej serii.
4. Pianka do mycia ciała pomarańcza - o piance greckiej pisałam tutaj. Nie do końca odpowiadał mi jej zapach, jednak zapach pianki pomarańczowej to jest to!
5. Glinka Ghassoul - kupiłam niewielką ilość na wagę, mam wrażenie, że działa lepiej niż glinka biała.




 
Psu się spodobały zakupy  z tego dnia...




L'OCCITANE- nie znam produktów tej marki. Skusiła mnie promocja na fb: przy zakupie dowolnego produktu zestaw trzech miniaturowych  kremów do rąk gratis. Kupiłam jedynie mydło miodowe, od razu zaczęłam używać i stwierdzam, że nie jest warte swojej ceny (14zł po zniżce). Mydło Dove zdecydowanie lepiej nawilża. Kremy mają dość mocne zapachy i nie do końca mi opowiadają.




YVES ROCHER

1. Jardins du Monde cytryna z Meksyku żel pod prysznic - moim faworytem jest żel kawowy, jednak kupiłam ten dla odmiany.
2. Pur Bleuet Dwufazowy płyn do demakijażu - pisałam o nim tutaj. Otrzymałam jako gratis.




9.02
MINTI SHOP tym razem skorzystałam z promocji na wysyłkę. Polecam ten sklep, zawsze wszystko jest w porządku,a zakupy są ładnie zapakowane.

1. Bdellium Tools Green Bambu 942 Pędzel do różu i bronzera
- skusił mnie wygląd tego pędzla, niestety lubię ładne przedmioty. Oprócz miłego dla oka wyglądu pędzelek jest niewielkich rozmiarów, poręczny oraz mięciutki. Od razu go polubiłam i chciałabym więcej pędzli tej marki.




10.02
PERFUMERIA DOLCE.PL
Szczerze polecam tą perfumerię, udało mi się kupić perfumy prawie o 100zł taniej niż w Douglasie. Dodatkowo jest to łódzka perfumeria, więc w razie potrzeby mogę odebrać zakupy osobiście. Tym razem wybrałam jednak opcję paczkomatu.

1. Escada Born in Paradise - słodki letni zapach, typowy dla edycji limitowanych Escady. Zapach to bardzo indywidualna kwestia, więc nikomu nie będę polecać. Mnie się podoba.




12.02
SUPERPHARM -  byłam z koleżanką w centrum handlowym i było happy ouers czyli -25% na kosmetyki.

1. Joanna sweet fantasy czekoladowy żel pod prysznic - kupiłam ze względu na tą czekoladę. Z kosmetyków kupiłam tam tylko to, więc byłam dzielna;) Nie mam zdjęcia.

W tytule napisałam część pierwsza i ostatnia i mam nadzieję, że nic mnie już nie skusi w lutym, ponieważ zakupy poczynione do tej pory są według mnie wcale nie małe.

W marcu chciałabym kupić transparentny puder Mac i może jakiś pędzelek BT. Marzy mi się również kredka do ust Sisley Phyto-Lip Twist.

Mam nadzieję, że dzielnie przebrnęliście.
A jak tam Wasze nowości?
Zaszalałyście czy raczej wygrał rozsądek?

Czytaj dalej »