Cześć
Dziewczyny!
Czytaj dalej »
Być może jeszcze trochę za
wcześnie na ulubieńców roku, ale Jury w jednoosobowym składzie podjęło już
decyzję w sprawie kosmetycznych
ulubieńców oraz odkryć 2015 roku. Wybór był tak oczywisty, że nie miałam z nim żadnych problemów i czekanie do końca roku niewiele by zmieniło;) Niektóre z tych produktów poznałam wiele miesięcy temu. Inne są ze mną
znacznie krócej, ale każdy zasłużył na miano ulubieńca lub
odkrycia roku;) Ulubieńcy to niejednokrotnie te produkty, których używałam
długo i nagminnie. Natomiast odkrycia są ze mną krócej, ale zasłużyły aby znaleźć się w
tym zestawieniu, ponieważ od razu połączyła nas nić porozumienia:) W końcu mój blog i moja decyzja:) Produkty, które były już
zrecenzowane zostały podlinkowane. Moje recenzje na ogół są na tyle szczegółowe, że
nie ma sensu powtarzać tego samego po raz kolejny. Żaden z tych produktów nie
jest zupełnie pozbawiony wad, ale każdy z nich sprawił mi wiele przyjemności;)
Zaczynamy od tuszów do rzęs bo co
to za makijaż bez tuszu? Sądzę, że niezbyt lotny;) W tym roku wypróbowałam
wiele tuszów. Najdłużej jest ze mną Dior Iconic Overcurl. Nie wiem jak to się stało, ale nie doczekał się
jeszcze osobnego wpisu, pojawi się zatem już w Nowym Roku. Uwielbiam jego wygiętą
szczoteczkę, trwałość, design oraz wydłużenie i podkręcenie jakie zapewnia. L’Oreal Volume Million Lashes Feline to najlepszy tusz drogeryjny z
jakim miałam w tym roku do czynienia. Givenchy Noir Couture zauroczył mnie nietypową szczoteczką, ładnym
wydłużeniem i podkręceniem. Mógłby być tylko bardziej „mokry”.
Bardzo ważnym elementem makijażu
jest odpowiednio przygotowana i podkreślona cera. Nie znajdziecie tu tradycyjnych podkładów,
ponieważ jak już nieraz podkreślałam jestem pudernicą;) To pudry stanowią
najważniejszą część mojego makijażu twarzy, a fluidy nigdy nie były dla mnie
koniecznością. Zdecydowanie najczęściej sięgałam po mineralny matujący podkład sypki Annabelle Minerals. W recenzji narzekałam na brak
właściwości matujących, które posiadać powinien, ale w połączeniu z rewelacyjnym
pudrem transparentnym
MUFE HD idealnie daje sobie radę. Grunt to znaleźć idealne dla siebie
połączenie produktów;) Czekoladkę Bourjois zdetronizował w tym roku Choco Bronzer Dr Irena Eris Provoke. Uwielbiam go! z kolei mineralny puder brązujący Vita Liberata świetnie spisuje się u mnie jako
puder na całą twarz! Jego jakość jest
bez zarzutów, ubolewam tylko nad brakiem zatyczki na sitko, gdyż trochę pudru mi
się ostatnio wysypało. Odkryciem jest puder ShyShine Dr Irena Eris Provoke z zimowej kolekcji Nude Glam Look. Jest naprawdę magiczny! Jedyne co mogę mu zarzucić
to teb perłowo biały odcień, który w przypadku mojej cery nie jest mile widziany. Poza
tym rewelacja. Ulubiony róż to Lily Lolo Just Peachy, jego zapach w opakowaniu
jest niezbyt zachęcający (na twarzy niewyczuwalny), nie jest też może
najbardziej trwałym różem z mojej kolekcji, ale… jego odcień bardzo mi
odpowiada i ma w sobie to coś. Pojawi się osobna recenzja. Jedynym produktem, który się powtarza z
tamtego roku i który (o zgrozo!) nadal wygląda jak nowy jest rozświetlacz MAC Soft&Gentle. Używam go namiętnie i nie znam lepszego, przykro
mi.
Następnym elementem ulubionych
produktów makijażowych są produkty przeznaczone do okolic oczu;) Moje serce
skradł rozświetlający korektor Dr Irena Eris Provoke, jest
lekki i wygląda u mnie całkiem nieźle mimo, że zadanie ma tak naprawdę
niełatwe (a o tym to już wiem tylko ja;)) W dużej mierze przypomina mi on lubiany przeze mnie Lumi Magique L’Oreal.
Jest lżejszy niż Dior
Star, ale dzięki temu trudno z nim
przesadzić. Po wynikach wyszukiwania widzę, że również jesteście ciekawe tego korektora. Bardzo polubiłam też bazę pod cienie Dr Irena Eris Provoke. To najwygodniejsza forma bazy z jaką się spotkałam,
a nałożone na nią cienie trzymają się bez zarzutów aż do momentu demakijażu. Najlepsza kredka do powiek to Marc Jacobs w odcieniu Stone(Fox)! Idealna pigmentacja, trwałość, urok. Mimo ceny
warto! Niestety od jakiegoś czasu jest problem z dostępnością tych kredek w Sephorze. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, ponieważ mam ochotę na więcej kolorów. Bardzo przydatna okazała się też cielista kredka na linię wodną Max Factor. Niby gadżet, ale jest dobrym dopełnieniem
makijażu. Wygląda dużo lepiej niż biała kredka. Moje brwi są tak marne, że aż żal
patrzeć, ale ku mojemu zaskoczeniu świetnie się na nich sprawdza kupiony bez
przekonania Brow
Artist Plumper L’Oreal i to jeszcze w odcieniu
medium/dark (wcale nie jest bardzo ciemny, efekt można stopniować). Oczywiście
trzeba trochę uważać przy nakładaniu, ponieważ produkt szybko zasycha na
brwiach i częściowa korekta rzadko jest możliwa. Brwi są też po nim lekko
sztywne i zmywa się takimi odłamkami zupełnie jak tusz Feline, ale wbrew
pozorom wcale nie jest trudno go nałożyć i przy odpowiedniej aplikacji (bez
szaleństw) efekt jest naturalny i taki jak oczekiwałam;)
Ostatnim elementem ulubionych
produktów makijażu są usta. Jestem maniaczką pielęgnacyjnych produktów do ust,
ale to nie znaczy, że nie mam nic z odrobiną koloru. W tej kwestii najbardziej
cenię sobie produkty marki Clarins (każdy z
nich był już opisany). Bardzo przypadły
mi do gustu olejki do ust z kolekcji wiosennej. Posiadam malinowy i miodowy (na
zdjęciu malinowy). Sztandarowym produktem marki i moim hitem jest również Instant Light Natural Lip Perfector (w tubce). Z kolei Clarins Daily Energizer Lovely Lip Balm podpada pod pielęgnację, ale
jako że nadaje specjalny, spersonalizowany kolor ustom dla mnie jest "produktem
z pogranicza";) Myślę o nim bardziej w kategorii 2w1, kolor+pielęgnacja:) Warto
po niego sięgnąć, choć kolor u każdego będzie zupełnie inny, zależnie od
naturalnego odcienia ust. MAC Patisserie to moja pierwsza i jak do tej pory jedyna szminka tej marki, jest ze mną
już długo i bardzo mi odpowiada! Pomadkę L’Oreal Rouge Caresse w odcieniu Sweet Berry przygarnęłam podczas listopadowej promocji, polubiłam ją od
razu za ładny, delikatny kolor i brak wysuszenia:) Więcej zalet przytoczę w
recenzji:)
Na koniec zapachy! Mgiełka Biotherm L’Eau to energetyzujący zapach, który towarzyszył mi
przez większość wakacji. Dolce&Gabbana
L’Imperatrice z serii Antology to nagłe, ale
gorące uczucie! Soczysty owocowo-kwiatowy zapach, o którym więcej napiszę w
osobnym wpisie. Yves
Saint Laurent Black Opium EDT to ten
wymarzony i wyśniony zapach, a jednocześnie wielkie odkrycie i zaskoczenie
roku! Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że klasyczne Opium jest dla mnie
wręcz nie do przejścia! W Black Opium w wersji EDP też coś nie do końca mi leży
(ciekawostka: EDT i EDP ma inne nuty zapachowe), ale wersja Black Opium EDT „uderzyła
mnie” już podczas wakacji. Długo się zastanawiałam nad tym zapachem, ponieważ
nie jest to zapach typowy dla moich wyborów, ale nie dawał mi o sobie
zapomnieć. W końcu dałam mu się oprzeć i jestem bardzo zadowolona. Na pewno
pojawi się obszerniejszy wpis na jego temat po Nowym Roku;)
To już wszystko jeśli chodzi o
makijaż. Starałam się by choć raz było zwięźle i jak na tak złożony temat chyba nie wyszło najgorzej;) W zestawieniu nie pojawiły się cienie do powiek (nadal często używałam mini paletki Diora która pojawiła się w zestawieniu 2014r, często u mnie gościł również Urban Decay Naked on the Run i cienie Provoke, które nadal nie doczekały się recenzji). W kwestii cieni duże
nadzieje pokładam w paletce Too Faced Semi
Sweet, ale mam ją jeszcze trochę zbyt
krótko:) Choć myślę, że już mogę o niej subtelnie, cichuteńko wspomnieć, że szykuje się odkrycie;) Póki co jest bardzo dobrze, a paletka naprawdę pachnie czekoladą! Nadaję jej więc specjalną pozakonkursową kategorię: produkt z potencjałem;)
W osobnym wpisie pojawią się
jeszcze ulubieńcy
i odkrycia w kategorii pielęgnacji oraz to co tygryski lubią najbardziej czyli pielęgnacyjne
gadżety!:)
Znacie któreś z tych produktów? Podzielcie się swoimi tegorocznymi makijażowymi i zapachowymi odkryciami:)
Znacie któreś z tych produktów? Podzielcie się swoimi tegorocznymi makijażowymi i zapachowymi odkryciami:)
