Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lutego 2014

Organique maska do rąk proteiny ryżu & jedwab & perła.

Witajcie!

Sezon zimowy to czas kiedy nasze dłonie wymagają szczególnej pielęgnacji. Nie należę jednak do osób, które stosują krem do rąk po każdym myciu tudzież wszelkich pracach domowych. Nie mam także w zwyczaju nosić tubki kremu w torebce. Krem stosuję tylko przed pójściem spać dlatego musi to być produkt, który wykazuje intensywne działanie.
Maska do rąk Organique nie była zaplanowanym zakupem, nastawiałam się bardziej na krem do rąk, ale gdy pani w sklepie usłyszała, że zamierzam stosować tylko na noc poleciła mi maskę zamiast kremu. Postanowiłam więc zachować się nieasertywnie i kupiłam maskę;)

Opis producenta:
Kremowa, odżywcza maska o bogatym składzie i aksamitnej konsystencji. Ratunek dla zniszczonej i przesuszonej skóry dłoni - zapewnia błyskawiczną poprawę jej kondycji i wyglądu. Wygładza i wzmacnia naskórek, delikatnie rozjaśnia przebarwienia. Doskonała także do masażu.
Ekskluzywna, aksamitna maska do dłoni oparta między innymi na bazie regenerującego masła Shea, wygładzającego jedwabiu, odmładzającej perły i wzmacniających protein ryżowych. Zawiera również witaminy i łagodzący d-pantenol.  Zmiękcza, uelastycznia i  wygładza  naskórek, regeneruje strukturę skóry i chroni ją przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Zapewnia komfort i odnowę nawet najbardziej zniszczonej skórze dłoni. Doskonała także do masażu.




Moja opinia

Opakowanie
Plastikowy słoiczek z charakterystyczną dla Organique metalową nakrętką z tłoczeniem. Opakowanie zawiera 100ml produktu. Dotychczas byłam wierna kremom Neurogena w tubkach, ale muszę przyznać, że słoiczek jest bardzo wygodny i pozwala na zużycie produktu w całości.



Konsystencja i zapach
Przez chwilę wahałam się czy wziąć tą maskę, ponieważ posiada różany zapach, a nie przepadam za tego typu zapachami w kosmetykach. Zauważyłam, że jeśli nałożę zbyt dużą ilość maski to zapach utrzymuje się nawet 2h. Dlatego nie przesadzam z ilością, wtedy zapach nie utrzymuje się długo:)
Konsystencja jest bardziej treściwa niż typowy krem, ale nie jest też bardzo gęsta, na pierwszy rzut oka przypomina masełko. Maska posiada różowe kapsułki wypełnione witaminą E, które rozpuszczają się podczas aplikacji. Po zastosowaniu krem pozostawia ochronny film.

Widzę,  że coś blogspot psuje dzisiaj jakość zdjęć.

Działanie
Producent zaleca  - nałożyć maskę na oczyszczoną i przygotowaną serum regenerującym skórę dłoni, owinąć folią i założyć rękawice frotte (można także stosować do masażu). Pozostałości maski wmasować lub usunąć za pomocą ciepłych kompresów. Ja stosuję maskę zwyczajnie jako krem do rąk, ewentualnie jak mi się przypomni nakładam grubszą warstwę maski i zakładam bawełniane rękawiczki. Po zastosowaniu skóra jest gładka, miękka, nawilżona i miła w dotyku. Mam wrażenie, że dodatkowo uelastycznia skórę czyli doskonale spełnia swe zadanie. Nie wiem jak z tym działaniem anti-age, ponieważ ja nastawiałam się głównie na nawilżenie i ochronę naskórka. Jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ nie muszę smarować rąk kilka razy dziennie aby utrzymać efekt, wystarczy raz na dobę i problem z głowy:) Dodam tylko, że nie miałam wielkich problemów ze skórą dłoni typu pękanie i łuszczenie się, dlatego nie wiem czy produkt by się sprawdził w przypadku tego typu problemów. 
Jeśli chodzi o wydajność używam jej od 1 grudnia i pozostała jeszcze ilość która wystarczy na ok. tydzień stosowania.

Za maskę zapłaciłam 32,90 po 20% rabacie. Nie jest więc najtańsza, ale nie jest też najdroższa.

Moja ocena 




Miałyście z nią do czynienia?
Jakich produktów do rąk używacie najchętniej?




Czytaj dalej »

czwartek, 30 stycznia 2014

Anatomicals balsam do ust stop cracking lip balm - małe odkrycie;)

Witajcie!
Niedawno pokazywałam styczniowe nowości kosmetyczne jednak zdecydowanie się pospieszyłam bo dołączyły do nich jeszcze rozświetlacz Mac oraz pomadka i lekki krem brzozowy Sylveco. Pomadkę zakupiłam wczoraj, żebyście widzieli moją minę jak zobaczyłam, że jest przeterminowana. Miała zmieniony kolor i była zupełnie sucha, musiałam więc specjalnie jechać wymienić wrrr!

Ostatnio pisałam o smakowitym peelingu do ust Pat&Rub postanowiłam więc, że pozostaniemy jeszcze przez chwilę w temacie ust i dziś zaprezentuję Wam produkt marki Anatomicals balsam do ust zwykły - stop cracking lip balm.

Marka Anatomicals była mi obca i pewnie tak by pozostało gdyby nie zakup grudniowego Shinyboxa, w którym znalazłam ten oto balsam. Ucieszyłam się, że trafił mi się balsam do ust, a nie krem, ponieważ kocham wszelkie produkty pielęgnacyjne do ust.

Anatomicals stop cracking lip balm.

Opis producenta jest rozbrajający:)

Twoje wargi są spierzchnięte, popękane i doprowadzają cię do szału? Pomoże Ci nasza terapia rodem z tubki.
Składniki balsamu sprawią, że Twoje usta znowu będą nawilżone, gładkie i całuśne! I to całuśne do tego stopnia, że będziesz musiała walczyć z pokusą obdarzenia każdej Bogu ducha winnej osoby soczystym buziakiem! Schronienia powinny szukać nawet bezzębne babcie i dziadkowie w kategorii wiekowej 80+!
Produkt Anatomicals to podstawowy krok w kierunku <strong>nawilżonych, gładkich ust. Dzięki zawartości takich składników jak wosk pszczeli, olejek z migdałów czy olej kokosowy utrzymuje Twoje usta w doskonałej kondycji każdego dnia. Świetnie sprawdza się zarówno przy niskich, jak i wysokich temperaturach zapewniając ochronę w każdej sytuacji.
Moja ocena!

Opakowanie
Czerwona tubka zawierająca 15ml balsamu.
Według mnie urodą nie grzeszy, na pierwszy rzut oka przypomina mi tubkę kleju;)

Konsystencja i zapach
Konsystencja jest dość miękka i delikatna, przypomina mi błyszczyki w tubce.
Według opinii większości ten balsam jest bez zapachu i smaku, ja jednak wyczuwam w nim lekko mydlany zapach i posmak. Są dni gdy mi to w ogóle nie przeszkadza, a czasem mnie drażni. Muszę jednak zaznaczyć, że ja jestem nieco przewrażliwiona na punkcie zapachów, więc sadzę, że większość osób będzie go odbierać właśnie jako bezzapachowy i pozbawiony smaku:)



Działanie
Zaskakująco dobre! Nie spodziewałam się cudów zwłaszcza gdy przeczytałam na opakowaniu "zwykły balsam", ale muszę przyznać, że ten balsam bardzo pomógł moim ustom. Już po 2 dniach stosowania odczułam poprawę. Usta były nawilżone, miękkie, a dodatkowo zyskały lekki zdrowy połysk.  Ze względu na swoje opakowanie produkt jest bardzo wygodny i higieniczny w stosowaniu. Po użyciu usta wyglądają tak jakby były posmarowane bezbarwnym błyszczykiem. Na plus zasługuje też fakt, że balsam nie klei się. Na plus zasługuje również cena - 8zł (Shinybox  podawał wyższą). Minusem jest dostępność, nie widziałam go nigdzie stacjonarnie.
Podsumowując używam go najczęściej kiedy mam podrażnione i spierzchnięte usta, radzi sobie z nimi zaskakująco dobrze.Otrzymuje ode mnie prawie najwyższą notę:)

Moja ocena




Używałyście kosmetyków Anatomicals?
Z jakich kosmetyków pielęgnacyjnych do ust jesteście najbardziej zadowolone?

Na koniec jeszcze moje nowe woski;)

Citrus water, bermuda beach, salted carmel, fruit fusion.
Czytaj dalej »

wtorek, 28 stycznia 2014

Pat&Rub peeling do ust kawowy czyli prawdziwie jadalny kosmetyk:)

Witajcie!
Po dość pozytywnych doświadczeniach ze scrubem do ciała Pat&Rub recenzja miałam wielką ochotę przetestować peeling do ust. Zwłaszcza, że nigdy wcześniej nie miałam tego typu produktu, a a uwielbiam pielęgnacyjne produkty do ust. Zbliżały się akurat święta więc zasugerowałam jednemu z moich Mikołajów, że bardzo ucieszyłby mnie peeling kawowy od Pat&Rub:)


Taki peeling do ust oczywiście można sobie zrobić samemu, ale...
  • jestem na to zbyt leniwa, nie ma to jak gotowy produkt.
  • chyba nie ufam sobie aż tak, żeby nałożyć na skórę coś co zrobiłam sama;)
  • wolę, żeby moimi ustami zajął się profesjonalista czyli w tym przypadku Pat&Rub;)
Opis producenta:
Delikatnie Złuszcza, Nawilża, Wygładza
Piling do Ust Kawowy to kosmetyk naturalny, który delikatnie złuszcza skórę ust, a następnie nawilża ją i wygładza.


100% natury tak ważne na ustach!
Piling jest kompozycją zdrowego cukru z brzozy oraz olejów i maseł roślinnych. 
Zawiera ksylitol – cukier z brzozy o działaniu przeciwpróchniczym.
Kolor nadaje masło kawowe i naturalny pigment. Aromat pilingu pochodzi od masła kawowego.
Kosmetyk błyskawicznie wygładza i odżywia usta. A ile przy tym przyjemności! Naturalne aromaty uwodzą, ksylitol osładza dzień.
 Kompozycja:
  • ksylitol*
  • olej ze słodkich migdałów*
  • masło kawowe*
*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym
 Sposób użycia:
Weź odrobinę cukrowego kosmetyku na palec i rozsmaruj na ustach, po zabiegu możesz bezkarnie oblizać usta. To jest w 100% jadalne, pyszne i słodkie:) Używaj, aby usta odzyskały gładkość i blask. Polecamy piling ust przed nałożeniem koloru na usta.

Moja opinia

Opakowanie
Plastikowy słoiczek zawierający 25ml peelingu czyli na prawdę dużo jak na tego typu produkt.




Konsystencja i zapach
Peeling zawiera dużą ilość kryształków cukru, ma brązową barwę oraz piękny kawowy zapach i smak. Peeling jest dość sypki i potrafi spaść z palców bądź ust. Kryształki pozornie są dość duże i ostre, ale w żaden sposób nie podrażniają ust.



Działanie
Po użyciu tego peelingu usta są miękkie i gładkie, lepiej wchłaniają balsamy lub pomadki. Szminki lepiej się prezentują (choć używam ich rzadko). Usta są natłuszczone i nawilżone. Nadmienię, że moje usta są niestety bardzo wymagające i skłonne do podrażnień. Dodam jeszcze, że peeling zawiera naturalne składniki i po jego użyciu możemy po prostu oblizać usta i go zjeść;) Wydajność tego kosmetyku jest bardzo wysoka. Podejrzewam, że nie udałoby mi się go zużyć przed upływem terminu ważności dlatego podzieliłam się nim z siostrą.
Jedyna wada to oczywiście cena (49zl), ale można go kupić taniej podczas dni VIP w Sephorze, które organizowane są dość często. Miło było go otrzymać w prezencie, gdyż przyjemny z niego gadżecik.


Moja ocena


A Wy jak dbacie o swoje usta?


Czytaj dalej »

czwartek, 23 stycznia 2014

Styczniowe nowości kosmetyczne;)

Hej!
Dziś luźny post. Postanowiłam, że pokażę Wam dzisiaj co zakupiłam w styczniu jeśli chodzi o kosmetyki. Wcześniej już pokazywałam moje nabytki z Mac klik, przyszła zatem pora na garść pielęgnacji.


1. Ziaja - masło do ciała do skóry bardzo suchej podrażnionej, bio olejek arganowy
Wpadł mi do koszyka przypadkiem podczas zakupów w aptece, skusił mnie olejek arganowy i dedykacja dla skóry bardzo suchej. Na razie jestem z niego zadowolona, dobrze nawilża i ma świeży, ale bardzo delikatny zapach.

2. Uriage woda termalna - wychwalana wszędzie woda termalna. Od dluższego czasu miałam chęć ją wypróbować. Podoba mi się, że po użyciu nie trzeba osuszać skóry, zawsze tego nie lubiłam w innych wodach termalnych (miałam do tej pory Avene i Iwostin). Wybrałam wersję małą i średnią.

3. Neutrogena głęboko nawilżający balsam. Miałam już chyba z milion razy w różnych wersjach, zawsze jestem zadowolona, więc kupuję kolejne i kolejne...

4. Neutrogena szybko wchłaniający się krem do rąk. Powody jak wyżej:) Kupiłam na zapas, ponieważ aktualnie używam maski do rąk Organique.

5. Perfecta ujędrniający peeling czekoladowo-kokosowy. Skład ma nieciekawy i słabo peelinguje, choć ostatecznie pozostawia skórę wygładzoną i nawilżoną (zasługa parafiny). Kupiłam ze względu na zapach i byłam bardzo zadowolona dopóki siostra nie stwierdziła, że on pachnie jak czekoladowy gajner;) (odżywka dla sportowców).


1. AA krem pod oczy Energia Młodości 30+. Kupiłam, ponieważ znajoma go polecała. Zmniejszył jej cienie pod oczami, więc może u mnie też zadziała. Dotychczas żadnemu się to nie udało;) Troszkę mi jeszcze brakuje do 30, ale z tego co wiem kosmetyki powinno się dopasowywać do stanu skóry, a nie sugerować się tylko wiekiem.

2. Alterra pomadka rumiankowa. Wyczytałam, że można ją stosować na rzęsy, wtedy powoduje ich wzrost i wzmocnienie. Kupiłam ją właśnie w tym celu, choć teraz mam wątpliwości. A może Wy stosowaliście ją w taki sposób? Do ust nie zużyję, ponieważ dziwnie pachnie.

3. Farmona kremowy peeling myjący karmel i cynamon. Spodobał mi się zapach, ostatnio też czytałam kilka recenzji o produktach Farmona (sama bardzo dobrze wspominam żel pod prysznic) i jakoś tak sam wpadł do koszyka;)

To by było na tyle.Wszystkie te kosmetyki doczekają się recenzji w swoim czasie.
Czy znacie te kosmetyki?



Czytaj dalej »

sobota, 14 grudnia 2013

Bielenda żurawinowa maska algowa.

  Maski algowe najczęściej są stosowane w gabinetach kosmetycznych jako uzupełnienie zabiegów lub samodzielnie. O maskach algowych słyszałam wiele dobrego. 
Mają one działanie:
  • Nawilżające
  • Łagodzące
  • Odżywcze
  • Wygładzające
  • Regenerujące
  • Zmniejszające stany zapalne skóry
  • Uszczelniające naczynia krwionośne
  Podstawowym składnikiem masek algowych jest alginat - substancja pozyskiwana ze ścian komórkowych alg. Poza ekstraktami z alg do maseczek często dodawane są inne składniki mające pozytywny wpływ na naszą skórę takie jak aloes czy wyciąg z żurawiny. Maski najczęściej mają postać proszku. Należy je mieszać z wodą, a następnie po wymieszaniu możemy nakładać maseczkę na twarz, szyję, oczy, usta oraz dekolt.

   Maseczkę algową miałam nakładaną parę razy w salonie kosmetycznym po peelingu z użyciem kwasu migdałowego. Jestem jednak osobą niecierpliwą i na peelingu byłam tylko 3 razy. Może Was to zaskoczy, ale męczy mnie takie bezczynne leżenie 20min z maseczką na twarzy;)
Postanowiłam więc spróbować używać takiej maseczki w domowym zaciszu.
W tym celu zakupiłam żurawinową maskę  algową Bielendy. Jak sam producent informuje jest to produkt profesjonalny, a więc głównie przeznaczony do użytku w salonach kosmetycznych. W salonie za nałożenie maski algowej zapłacimy od 20zł wzwyż. Natomiast maskę Bielendy możemy zakupić w cenie 40zł.

Co mówi producent?
Przeznaczenie:

- cera wrażliwa, sucha, podrażniona
- cera zniszczona i przesuszona nadmiernym opalaniem
- cera palacza o szarawym kolorycie
- dla kobiet i mężczyzn w każdym wieku.


Działanie
- chroni DNA i wzmacnia odporność immunologiczną skóry
- odżywia i ujędrnia skórę
- długotrwale nawilża
- dostarcza naturalnych witamin i minerałów
- przeciwdziała starzeniu się skóry
- daje szybki efekt napinająco – liftingujący
- poprawia koloryt cery
- działa antybakteryjnie

Efekt 

Mikronizowane owoce żurawiny kanadyjskiej – naturalne źródło kwasów tłuszczowych Omega-3 i Omega-6, polifenoli, tokotrienoli, antybakteryjnych tannin.100% ekstrakt z alg brunatnych – bogaty w łatwoprzyswajalne aminokwasy, witaminy, jod, wapń, krzem i magnez.


Stosowanie

Wmasować serum odpowiednie do typu cery. Następnie nałożyć na całą twarz maskę - łącznie z powiekami i ustami, pozostawiając wolne otwory nosowe. Wymieszać 2,5 miarki proszku oraz 3 miarki zimnej wody mineralnej, do uzyskania gładkiej masy. Rozłożyć maskę równomiernie na całą twarz i szyję. Po kilku minutach maska tężeje. Po 20 minutach maskę zdjąć w całości.

Moje spostrzeżenia

Opakowanie
Duży, plastikowy słoik zawierający 190g produktu oraz miarkę. Nie jest zbyt poręczny, wolę mniejsze opakowania, ale już lepszy taki pojemnik niż saszetka.




Wygląd
Maska ma postać różowego proszku o delikatnym zapachu.









Stosowanie
Jest nieco problematyczne:) Na początek należy nałożyć na skórę serum odpowiednie do naszego rodzaju skóry. Nie posiadam serum z Bielendy, więc stosowałam Immuno Serum Organique, o którym pisałam tutaj. Na opakowaniu jest informacja żeby wymieszać 2,5 miarki proszku oraz 3 miarki zimnej wody mineralnej do uzyskania jednolitej masy. Następnie nakładamy maskę na twarz łącznie z powiekami i ustami oraz na szyję. Ja nakładam tylko na twarz więc mieszam w nieco mniejszych proporcjach. Przed nałożeniem maski warto nałożyć na włosy czepek lub ochronić je przy pomocy opaski, ponieważ podczas usuwania maski możemy powyrywać sobie włosy.
Maskę nakładamy równomiernie dość grubą warstwą, w przeciwnym razie możemy mieć problem ze zdjęciem tej maski w całości (jest to maska typu peel off). Maseczkę dość łatwo się nakłada, w początkowej fazie może trochę spływać, ale po chwili zastyga na skórze i nie musimy się już wtedy o nic martwić. Po zastygnięciu tworzy gładką powierzchnie, niema efektu skorupy tak jak w przypadku glinki. Tak jak już wspominałam nie lubię bezczynności podczas stosowania maseczek dlatego zwykle w międzyczasie zajmuje się swoimi sprawami, dziś np. myłam wannę i umywalkę;) 
Po 20min zdejmuję maseczkę, przemywam twarz tonikiem i nakładam krem.
Warto również pamiętać o tym, żeby pozostałości papki nie spłukiwać w umywalce, ponieważ na bank ją zapchamy;) 


Efekty
  Po zdjęciu maski skóra jest jaśniejsza, ma równomierny koloryt, jest odżywiona, nawilżenie jest średnie. Efekt wow uzyskujemy dopiero po nałożeniu kremu. Zauważyłam również,  że gdy stosowałam maskę bez uprzedniego zastosowania serum efekty były mniej widoczne. Warto więc najpierw nałożyć serum. Czasem dodaję też kroplę oleju arganowego wtedy efekt jest jeszcze lepszy.
Zatem maseczka daje całkiem dobre rezultaty, ale mam co do niej mieszane uczucia, ponieważ bardzo często równie dobre efekty możemy uzyskać po użyciu gotowych maseczek z tubki czy saszetki. W przypadku tej maseczki musimy poświęcić trochę więcej czasu, ponieważ trzeba ją przygotować, nałożyć serum, równomiernie rozprowadzić, dokładnie oczyścić miseczkę, w której rozrabiamy proszek. Z tego względu maseczkę tą stosuje najrzadziej z moich wszystkich maseczek.
  Mimo tego polecam raz na jakiś czas (np. 1-2 razy w miesiącu) jako rytuał pielęgnacyjno-relaksacyjny (w końcu jest to produkt profesjonalny dobrej polskiej marki) lub tak jak ja podczas sprzątania i innych obowiązków domowych;)

Moja ocena:
4,5/6

 Jestem ciekawa czy stosujecie maski algowe? Jeśli tak to jakie marki polecacie?

 Przy okazji pokazuje moje nabytki z tego tygodnia:)







Czytaj dalej »

środa, 11 grudnia 2013

Organique Immuno Serum

Jak już wiecie od jakiegoś czasu mam szał na kosmetyki Organique.
Immuno serum stosuję już od dwóch miesięcy, ponieważ nie byłam przekonana czy będzie dla mnie odpowiednie przy okazji zakupów poprosiłam o próbkę. Próbka wystarczyła mi na dwa tygodnie i po tym czasie uznałam,  że jest to produkt godny uwagi.
Do przetestowania tego kosmetyku zachęciła mnie nazwa Immuno serum - brzmi dość niebanalnie. Po nazwie wywnioskowałam, że być może ten produkt wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, zielona herbata w składzie skojarzyła mi się z przeciwutleniaczem oraz działaniem rewitalizującym:)

Serum można stosować zarówno do twarzy jak i na całe ciało.
Osobiście nie widziałam potrzeby stosowania go na ciało, dlatego stosuję głównie na twarz i szyję.
Produkt nadaje się również doskonale pod maskę algową.



Producent:
 "Aktywne serum do ciała łączy w sobie dobroczynne działanie dwóch herbat: zielonej i białej oraz ekstraktu z alg Laminaria hyperborea. Preparat ma uniwersalne zastosowanie odmładzające i rewitalizujące skórę. Zielona herbata bogata jest w alkaloidy: kofeinę i teobrominę oraz witaminy C, E, K i sole mineralne. Pobudza skórę, przyspiesza mikrokrążenie, selektywnie hamuje działanie patogennych bakterii skórnych oraz chroni przed wpływem szkodliwych czynników zewnętrznych. Biała herbata, podobnie jak zielona, jest silnym antyutleniaczem, zmiatając wolne rodniki chroni skórę przed starzeniem. Dostarcza skórze alkaloidów, polifenoli i flawonoidów, w tym wzmacniającej naczynka krwionośne rutyny. Ponadto działa przeciwzapalnie i energetyzuje skórę suchą i zmęczoną. Wyciąg z alg Laminaria hyperborea uzupełnia dobroczynne działanie herbat o kwas alginowy, proteiny, jod, wolne aminokwasy oraz witaminy i mikroelementy. Eliminuje toksyny, ujędrnia i wzmacnia skórę oraz pozostawia na niej delikatny film ochronny. Dodatek pantenolu i alantoiny podnosi właściwości łagodzące i nawilżające preparatu. Lekkie, doskonale wchłaniające się serum jest niezastąpionym i uniwersalnym produktem w zabiegach SPA. Pozostawia skórę jędrną, nawilżoną oraz pełną energii i witalności".




Moja opinia:

Opakowanie 
Plastikowy słoiczek z metalowym wieczkiem z logo producenta, mieści aż 100ml produktu. Osobiście wolałabym opakowanie z pompką lub mniejszy słoiczek, korzystanie z niego było by wówczas bardziej higieniczne. Jednak znalazłam na to sposób - po prostu przekładam produkt do mniejszego opakowania. Z drugiej strony takie opakowanie ma też swoje plusy - mamy pewność,  że produkt będziemy mogli zużyć do końca.

Konsystencja
Dość rzadka i lekka o zielonej barwie.




Zapach 
Serum pachnie przyjemnie zieloną herbatą, zapach ten nie utrzymuje się długo na skórze zwłaszcza gdy kolejnym krokiem jest nałożenie kremu lub maski.

Wydajność
Według mnie jest bardzo wydajne, wystarczy niewielka ilość aby pokryć całą twarz. Oczywiście jeżeli chcemy używać na całe ciało wtedy wydajność znacząco maleje:)




Działanie
Serum kupiłam właściwie z ciekawości, jako urozmaicenie i wzbogacenie codziennej pielęgnacji twarzy. Myślę, że nie jest to produkt absolutnie niezbędny, ale warto co jakiś czas zrobić sobie taką dodatkową kurację przy użyciu serum zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.
Moja cera po użyciu serum jest przyjemnie napięta, wygładzona, bardziej promienna. Warto również dodać, że produkt ten nie zapycha mojej cery i nie pozostawia tłustej warstwy. Powiedziałabym wręcz, że cera jest nawilżona, ale matowa, mniej się przetłuszcza, choć zaznaczam, że nie jestem posiadaczką cery tłustej. Serum stosowałam również pod maskę algową Bielendy i muszę przyznać, że wzmacnia ono działanie maski, poza tym po jego użyciu łatwiej możemy rozprowadzić i usunąć maskę. Polubiłam to serum.

Koszt produktu w sklepach Organique to 32,90zł za 100ml.

Moja ocena:
5/6

A czy Wy również stosujecie serum do twarzy? Jakie są Wasze ulubione?



Czytaj dalej »