Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell Hypoallergenic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell Hypoallergenic. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2019

Kredki do brwi – przegląd kredek Wibo, Oriflame, Bell, Christian Laurent!

Kredki do brwi to według mnie najszybszy i najprostszy sposób na ich podkreślenie:) Najlepszy efekt uzyskuję za pomocą pomady, ale przez kilka ostatnich miesięcy rzadko chciało mi się w to bawić. Dlatego najczęściej sięgałam po kredkę do brwi. Jak za starych, no może niekoniecznie dobrych czasów:D W kredkach cenię sobie przede wszystkim szybkość i wygodę stosowania oraz precyzję;) Możemy łatwo wypełnić wymagające tego miejsca i nie trzeba potem myć pędzelków. Otwieram, maluję, zamykam i do widzenia!;) Na rynku kosmetycznym dostępnych jest mnóstwo kredek. W ciągu półtora roku wypróbowałam kilka, a niektóre mam już po raz kolejny. Jest też mała innowacja, którą przewrotnie postanowiłam tu umieścić. Mianowicie pisak do brwi;) Zapraszam na krótki przegląd kredek do brwi – co się sprawdziło lepiej, a co gorzej? 
Kredki do brwi z drogerii
Zacznę może od tego, że jakiś czas temu dość skutecznie zapuściłam brwi i nie są już tak wyliniałe jak jeszcze parę lat temu;) Zmiany nastąpiły także w technice malowania. Dawniej wiele osób malowało kredką wyłącznie po włoskach i również ja długo popełniałam ten błąd;) Teraz już wiem, że kredką można nie tylko podkreślić brwi, ale i zamaskować pewne ubytki i mankamenty;) 



Kredki do brwi – przegląd produktów z drogerii


Kredki do brwi co kupić, najlepsza kredka do brwi

Kiedyś często kupowałam kredki do brwi marek selektywnych. Dziś natomiast najczęściej wybieram spośród marek drogeryjnych lub katalogowych. Przekonałam się, że wiele z nich nie odbiega jakością od tych pierwszych. Każda ma co prawda jakąś wadę, ale również te drogie nie były bez wad;)

Wibo Feather Brow Creator



Wibo Feather Brow Creator opinie


 Jest to precyzyjna kredka do brwi służąca do wykonywania makijażu metodą piórkową.

Kredkę Wibo Feather Brow po raz pierwszy kupiłam na promocji -55% w Rossmannie jeszcze w zeszłym roku. Mój kolor to Dark Brown, czyli dość chłodny naturalny brąz, który nie jest przesadnie ciemny. Kredka jest zapakowana w zaklejony kartonik, więc są duże szanse, że nie trafimy na „macaną”;) Jest ona wysuwana, a dodatkowym atutem jest to, że na drugim końcu kredki mamy szczoteczkę służącą do przeczesania brwi. Po otwarciu kredka sprawia naprawdę dziwne wrażenie… Kolor nie bardzo przypomina ciemny brąz. W dodatku widoczny jest na niej jasny nalot. Zupełnie jak długo leżąca w lodówce czekolada;) Nie wywiera to dobrego pierwszego wrażenia i gdybym zobaczyła tester to pewnie bym jej nie kupiła;) Jednak zdecydowałam się użyć i kolor na brwiach wygląda już tak jak powinien:) Bardzo przypasował mi ten kolor i mam już drugie opakowanie kredki Wibo. Jest ona bardzo precyzyjna, ale i twarda, więc komfort malowania pozostawia trochę do życzenia. Najgorsze jest jednak to, że podczas malowania zawsze wypadnie mi kilka włosków. Myślę, że to właśnie przez to, że jest twarda. Może mam zbyt słabe włoski do takiej twardej kredki;) Z tego powodu mimo precyzji i idealnego koloru, nie kupię już trzeciej sztuki.  


Cena: 16,79 Rossmann 


Oriflame Giordani Gold kredka do brwi ze szczoteczką

Oriflame Giordani Gold kredka do brwi ze szczoteczką

Kremowa formuła w połączeniu z witaminą E po wyschnięciu nadaje naturalne pudrowe wykończenie.
Oriflame Giordani Gold kredka do brwi opinie


Kredka opakowana jest w oddzielny kartonik. Sama kredka jest dość długa (choć na zdjęciu już po parokrotnym temperowaniu). Jest ona też dwustronna – po jednej stronie kredka, a po drugiej szczoteczka, która przydaje się do przeczesania brwi. Cenię sobie takie rozwiązania. Dużą wadą jest jednak to, że kredka nie jest wysuwana, więc trzeba ją temperować;) Wiedziałam jednak, że Giordani Gold to porządna seria, więc mimo wszystko chciałam ją wypróbować. Kredka przypadła mi do gustu już po pierwszym użyciu. A właściwie to gdy tylko ją powąchałam;) Potrafię wyczuć dobrej jakości kredkę już po zapachu:D Z pierwszą sztuką przytrafiło mi się jednak coś dziwnego. Kiedy przyszło do temperowania, za Chiny nie mogłam tego zrobić i w efekcie nie nadawała się już do użytku. Pomyślałam, że być może to wina mojej przedpotopowej temperówki. Chciałam kupić jakąś w drogerii, ale żadna nie wyglądała mi na dobrą;) Dlatego następnym razem zdecydowałam się na kredkę Giordani Gold łącznie z temperówką Dual również z Oriflame. Ten duet okazał się być zgrany i z kolejną sztuką nie mam już żadnych problemów. Kredka ma odpowiednią – pośrednią miękkość, nie łamie się i nie kruszy. Nie wypadają mi po niej włoski. Jest trwała, a jednocześnie łatwo ją skorygować, jeśli za bardzo wyjadę;) Jedyny minus jest taki, że nie namalujemy nią takich bardzo cieniutkich kreseczek jakie możemy wykonać przy użyciu automatycznych kredek z cieniutkimi rysikami. Kredki Giordani Gold występują w dwóch odcieniach – Blonde i Brown. Mój to Brown i jest to naturalny, dość chłodny odcień brązu. 


Cena: 29,90zł Oriflame


Bell Hypoallergenic Precise Brow Pencil

Bell Hypoallergenic Precise Brow Pencil

Jest to precyzyjna automatyczna kredka do brwi o cieniutkim sztyfcie, który pozwala na idealne wymodelowanie i korekcję kształtu brwi. Miękka konsystencja zapewnia łatwą aplikację oraz długotrwały efekt. 
Bell Hypoallergenic Precise Brow Pencil blog

Kredki Bell opakowane są w kartoniki. Same kredki są dość krótkie i poręczne. Mamy tutaj mechanizm automatyczny, więc nie trzeba ich temperować. Występują w 3 odcieniach. Swoją pierwszą nr 03 kupiłam na promocji w Rossmannie, a potem jeszcze trafiły do mnie pozostałe odcienie od marki. W porównaniu do Wibo i Oriflame, odcienie tych kredek są cieplejsze, ale nie wypadają rudo;) Kredka do brwi Bell Hypoallergenic jest przyjemnie miękka i miło się nią maluje, ale niestety ma tendencję do kruszenia się podczas malowania. A nie lubię gdy szczątki kredki wpadają mi do oka albo opadają na policzek;) W porównaniu do innych, łatwiej też z nią przesadzić, ponieważ duża miękkość powoduje, że zdarzy mi się rozprowadzić zbyt dużo produktu. Używam koloru 02 i 03, ale 02 mógłby być ciemniejszy, a 03 nieco jaśniejszy. Sporym minusem jest brak szczoteczki. Poza tym kredka jest mega precyzyjna i ma dobrą trwałość.


Cena: 16,99 Rossmann


Christian Laurent pisak do brwi

Christian Laurent pisak do brwi  blog

Liquid Brow Pen od marki Christian Laurent ma zapewniać efekt Microblading bez wizyty w salonie;) Aplikator w formie 4 cienkich końcówek ma za zadanie imitować włoski oraz przyciemnić i zagęścić brwi.
Christian Laurent pisak do brwi opinie

Pisak do brwi marki Christian Laurent otrzymujemy w takim większym kartonowym opakowaniu. Do wyboru mamy dwa odcienie brązu – ciepły i chłodny (dla siebie zostawiłam ten drugi). Sam produkt wyróżnia się na tle pozostałych białym opakowaniem;) Ale nie tylko… Nie jest on bowiem klasyczną kredką, a pisakiem zakończonym „widełkami”;) Kiedy użyłam go po raz pierwszy, nie mogłam wyjść z podziwu! Wow! Mam brwi jak po permanentnym! To naprawdę działa! Z tego zachwytu trochę się zagapiłam i finalnie brwi wyszły zbyt sztuczne. Szybko doszłam, więc do wniosku, że fajne, ale trzeba z tym uważać! Poużywałam go i naprawdę polubiłam. Jednak po jakimś czasie częściej zaczęłam sięgać po inny produkt, więc ten poleżał potem trochę zamknięty w toaletce. Jakież było moje zdziwienie, gdy w końcu wyjęłam go, zaczęłam malować i nie widziałam żadnego efektu… Pisak po prostu wysechł, a przerwa w użytkowaniu mogła trwać góra miesiąc. Szkoda, bo potencjał był duży,  a jednak trwałość jest kluczowa;) Produkt w swoim założeniu świetny, ale niedopracowany pod względem trwałości. Zdjęcia robiłam już po wyschnięciu i ledwo udało mi się wydobyć z niego jakikolwiek kolor. Dlatego na swatchu nie widać efektu, czyli tych kreseczek i pierwotnego odcienia, a jedynie takie popłuczyny po pisaku;)


Cena: 24,99zł Rossmann

Kredki do brwi Wibo, Oriflame, Bell, Christian Laurent swatche
Od góry: Wibo, Bell 02 i 03, Oriflame, Christian Laurent.

Używacie kredek lub pisaków do brwi? Znacie te wymienione przeze mnie?
Czytaj dalej »

czwartek, 30 sierpnia 2018

Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder i niemożliwe stało się możliwe!

Odkąd pamiętam nigdy nie lubiłam używać podkładów, więc z reguły ich nie używałam i przysięgam, że przez całe życie nie zużyłam do końca ani jednej buteleczki! Pierwsze negatywne spotkanie z podkładem miałam w liceum, kiedy to kupiłam któryś z produktów z Avon. Zawsze miałam nieco ciemniejszą karnację na tle koleżanek, ale ten podkład nawet ze mnie zrobił pomarańczę. Zapamiętałam to na długo. Potem przetestowałam jeszcze wiele tego typu kosmetyków z różnych półek cenowych – od drogeryjnych po selektywne typu Lancome czy Estee Lauder. Prawie każdy okazywał się klapą albo maską. Czułam się jak tapeciara, a jeśli już coś w miarę mi się spodobało to zawsze miałam jakieś zastrzeżenia do koloru, zapachu albo trudności przy nakładaniu. Zawsze znalazło się coś co w pewnym momencie powodowało u mnie zniechęcenie. Nie wiem, może jestem zbyt wymagająca w tej kwestii? Najbliżej satysfakcji był słynny Catrice, ale z racji tego, że nawet najciemniejszy odcień był dla mnie za jasny i za różowy, finalnie zużyła go mama. Potem próbowałam już niewiele. Zdarzyło się trafić na coś przyzwoitego, ale nigdy na tyle żeby porzucić ukochane pudry, które były moimi podkładami i miały wiele zalet. Kiedy w maju trafiła do mnie paczka niespodzianka od Bell Hypoallergenic zawierająca 3 odcienie podkładu Bell Nude Liquid Powder, pomyślałam sobie: „o nie, podkład”. Odcienie 01 i 02 uznałam za 100% zbyt jasne dla mnie, więc trafiły do koleżanek siostry, które ponoć zawsze się śmieją, że jak przekazuję im coś z Bell to jest całkiem niezła reklama bo często te produkty się u nich sprawdzają i kupują je ponownie:) Sama zresztą uważam, że Hypoallergenic to najlepsza linia Bell, ale jak wiadomo – nie każdy odcień pasuje do każdego:) Wracając do podkładu, dla siebie odłożyłam odcień 03 z myślą, że może kiedyś będę miała chęć go wypróbować bo jednak liquid powder brzmiało dla mnie intrygująco. W czerwcu nieśmiało postanowiłam dać szansę podkładowi i… przeżyłam miłe zaskoczenie:) Efekt jaki zapewniał podkład nie irytował mnie, nie czułam się jak w tapecie:) Był tylko jeden problem, gdyż odcień 03 był dla mnie jednak trochę za jasny. Po rozeznaniu w sieci odkryłam, że istnieje jeszcze 04, ale nie jest zbyt dobrze dostępny. Jednak w sklepie Bell wówczas występował, więc postanowiłam zamówić:) Jak wypadł Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder po 2,5 miesiącach stosowania u takiej hejterki podkładów jak ja? Czy w końcu trafił swój na swego?

podkład Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder

Bell Nude Liquid Powder


Podkłady Bell Nude Liquid Powder występują w poręcznych 30 mililitrowych buteleczkach z pipetą. W pielęgnacji nigdy nie byłam wielką fanką tego rozwiązania, ale o dziwo w podkładach wydało mi się fajne:) Jednak w tym wypadku nie do końca, gdyż na początku musiałam nauczyć się postępować z tą buteleczką;) Już po pierwszym użyciu podczas zakręcania kosmetyk poleciał mi po zewnętrznej ściance buteleczki, brudząc wszystko dookoła. Wydaje mi się, że może to kwestia nieco zbyt wąskiego otworu. Drugi minus jest taki, że zewnętrzna część pipety, czyli ta czarna zakrętka ma tendencję do brudzenia się i ciężko się to czyści. Tak, więc wydawało się, że aplikator będzie ułatwieniem, a jednak coś nie zagrało. To jednak chyba jedyna jego większa wada:) Pojemność podkładu to 25g, PAO 12 miesięcy. 
podkład Bell Nude Liquid Powder

Bell Nude Liquid Powder kolory


Podkład w odcieniu 04 Golden Beige okazał się strzałem w dziesiątkę! Przynajmniej w porze letniej, gdyż na zimę pozostawiłam sobie ten za jasny 03, tak na wszelki wypadek do ewentualnego zmieszania jednego z drugim. Jeśli chodzi o odcień 03 Natural to w opakowaniu i na ręce wydawał mi się całkiem ok., taki typowy beżyk, ale na twarzy wybijały mi różowe tony i był zbyt jasny. To u mnie częsty przypadek, bo nawet gdy kolor wydaje mi się przyzwoity to na twarzy staje się różowy, siny albo mi jaśnieje. Dziwne, ale serio tak mam. Golden Beige 04 jest już odcieniem, który będzie zbyt „opalony” dla większości Polek, ale mi akurat pasuje. Po nałożeniu wpada w żółto-beżowe tony, ale nie jest też typowym "żółtkiem". Nie jest ani za żółty ani różowy. Po prostu stapia się z moją skórą. 
podkład Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder 04 golden beige

Przyznam, że intrygowało mnie to „liquid powder”, ponieważ wskazywało na coś pomiędzy podkładem, a pudrem. Taki kompromis dla „nie-podkładowej” Eweliny. I rzeczywiście tak jest. Konsystencja podkładu Nude Liquid Powder jest kremowa, ale specyficzna. Po nałożeniu na rękę wydaje mi się nawet lekko tłustawa. Jednak podczas aplikacji na twarz dość szybko zastyga. Ważną informacją jest także to, że podkład nie posiada zapachu. Zdecydowanie jest to zaletą kosmetyków Bell Hypoallergenic (przynajmniej dla mnie). Podkład Hypoallergenic ładnie się rozprowadza i nawet moje średnio wprawione palce nieźle sobie z tym radzą. Producent zaleca aplikację właśnie palcami. Ja chętnie spróbowałabym też Beauty Blenderem, ale akurat mój zaginął w akcji. Obejrzałam nawet jakieś filmiki żeby zobaczyć jak nakładają go podkładomaniaczki, ale okazuje się, że zupełnie inaczej niż ja. Przede wszystkim nakładają jakieś 3-4 razy więcej niż ja oraz bezpośrednio na twarz robiąc plamki w różnych miejscach. Ja chyba nie byłabym sobą gdybym nie robiła inaczej;) Zależy mi na naturalnym efekcie, więc po pierwsze nakładam mało i zawsze tylko jedną warstewkę, a po drugie najpierw nakładam porcję na grzbiet dłoni, a następnie przenoszę na poszczególne partie twarzy. Dzięki temu zawsze nakładam minimalną, ale wystarczającą ilość. Na koniec jeszcze lekko przyciskam do twarzy chusteczkę higieniczną żeby na pewno nie było za dużo;) Pewnie nikt tak nie robi, ale co tam! Ważne, że u mnie te patenty działają. 

Wykończenie i efekt


Podkład teoretycznie daje pudrowe wykończenie, ale jednak dużo gładsze niż tradycyjny puder, którego zwykłam używać zamiast podkładu. Przy innych podkładach za zwyczaj było tak, że nie widziałam tej różnicy na plus używając podkładu zamiast pudru. Finalnie zawsze wracałam więc do pudru bo to kilka ruchów pędzlem i gotowe. Dopiero przy tym podkładzie zobaczyłam różnicę i to taką naprawdę widoczną gołym okiem! Nie będę ukrywać – mam dobrą cerę i poza cieniami pod oczami nieszczególnie jest co u mnie ukrywać (chyba, że akurat wyskoczy mi jakaś krostka). Nie potrafię zatem ocenić wszystkich aspektów. Zawsze zostawałam przy pudrze bo żaden podkład nie był w stanie zrobić więcej niż puder. Cóż więc takiego robi Bell Nude Liquid Powder? Ano coś co rzeczywiście pozwoliło mi poczuć różnicę. Mimo, że jest to podkład o pewnej dozie pudrowego wykończenia to jednak daje dużo gładszy efekt niż nawet najlepsze pudry, które miałam. Twarz po jego nałożeniu jest jakby zblurowana, wygładzona, zmarszczki mniej widoczne. Nie czuję jego obecności na twarzy. Taki sam komfort jakbym nałożyła sam puder, a jednak efekt dużo lepszy. 

Trzeba jedynie pamiętać  o paru rzeczach. Po pierwsze nałożyć na dobrze wchłonięty krem. A po drugie uważać z pudrem. Ten podkład tak naprawdę nie wymaga przypudrowania. Jednak w gorące dni wolałam to zrobić dla pewności. Dobrze w tej roli sprawdza się delikatny puder wykończeniowy taki jak Meteoryty w kompakcie, gdy zależy nam na bardziej rozświetlonym efekcie lub Ecocera, gdy chcemy dodatkowo zmatowić twarz. Jeśli puder w kolorze to bardzo minimalnie, bo sam podkład daje już wystarczający efekt. Zbyt duża ilość pudru powoduje już taki nadmiernie pudrowy efekt. Dlatego umiar przede wszystkim. Raz udało mi się przesadzić z pudrem;)

Trwałość 

Podkład ma bardzo dobrą trwałość. Szybciej schodzi jedynie z nosa, ale to chyba normalne. Skóra jest w tym miejscu grubsza, a dodatkowo a to okulary, a to dotkniemy;) Schodzi on jednak tak, że nie budzi zastrzeżeń;) Tak mi się spodobał, że zdarzało mi się nakładać nawet w 35 stopniowy upał. Jechałam MPK bez klimatyzacji i czułam jak płynę… Spodziewałam się smug na twarzy i ogólnego roztopienia malunku, a jednak pod dotarciu do celu zawsze okazywało się, że nic się nie stało;) Bywało, że czoło w okolicach grzywki miałam aż mokre od upału, ale wystarczyła zwykła chusteczka lub bibułki matujące i sam podkład nie został naruszony. Jedyny minus jest taki, że zawsze trochę odbije się na okularach przeciwsłonecznych. Raz zdarzyło mi się też dotknąć brodą do nowej kremowej marynarki. Jeśli zaś chodzi o kwestię matowienia to na mojej mieszanej cerze efekt jest raczej naturalny. Nie ma nadmiernego matu. Nie robiłam specjalnych zdjęć efektów, ale było parę zdjęć na Instagramie. Mam go też na sobie na zdjęciu profilowym na blogu (pasek boczny). 
Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder 04, swatche, odcienie,

Daleko mi do entuzjastek podkładów, ale ten naprawdę mnie zaskoczył i przebił wszystko z czym kiedykolwiek miałam do czynienia. Drogie podkłady marek selektywnych mogą się schować bo oto jest polska perełka, której chce mi się używać. W dodatku w dobrej cenie! (ok. 29,99zł). To chyba pierwszy podkład, który ma u mnie szansę na denko. Aczkolwiek przy jego wydajności nie stanie się to szybko:)


Znacie Bell Hypoallergenic Nude Liquid Powder? Czy trudna relacja z podkładami również Was dotyczy i tak jak u mnie odnalezienie perełki trwało wieki?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rozświetlanie i brązowienie z Bell Hypoallergenic;)

Cześć Dziewczyny!

Uwielbiam produkty rozświetlające oraz brązujące;) Jak się okazuje marka Bell Hypoallergenic ma w swojej ofercie całkiem sporo kosmetyków tego typu:) Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o czterech z nich;) Myślę, że wpis może być pomocny przed słynną promocją w Rossmannie, która kto wie? Może już niedługo;)



Bell Hypoallergenic Face&Body Illuminating Powder


„Hypoalergiczny rozświetlacz do twarzy i ciałaDedykowany dla kobiet, które chcą zapewnić swojej skórze świeży i wypoczęty wygląd. Formuła zawierająca pigmenty perłowe daje efekt subtelnego, naturalnego rozświetlenia cery. Dodatkowo dzięki emolientom wygładza skórę”.

Rozświetlacz z tej serii występuje w 3 odcieniach. Ja do przetestowania wybrałam odcień 3, który jak się później okazało wcale nie jest najciemniejszy, gdyż w rzeczywistości najciemniejszy jest 2;) Taki psikus! Dokupiłam więc dodatkowo najciemniejszy odcień z nr 2;) Rozświetlacz z tej serii był mi już dawno polecany przez znajome. Szkopuł w tym, że długo występował tylko w jednym, bardzo bladym odcieniu nr 1;) Ja nigdy nie używam najjaśniejszych odcieni gdyż wyglądają na mnie źle więc nigdy nie dawałam się skusić, ponieważ wiedziałam, że to nie może się udać;) Później jednak pomyślano o innych karnacjach i pojawiły się dwa kolejne odcienie. To zdecydowanie zmieniło postać rzeczy;) 
Rozświetlacze znajdują się w prostych plastikowych opakowaniach, które niczym się nie wyróżniają. Osobiście nie jestem fanką takich opakowań, ale w tej grupie cenowej trudno wymagać czegoś wyjątkowo strojnego więc przymykam na to oko;) Całkiem ładnie prezentuje się jednak tłoczenie pudrów;) 
Nr 3 jest w tonacji żółtej lecz na skórze wypada dość jasno. Jest więc odcieniem raczej uniwersalnym. Nr 2 jest dużo ciemniejszy i typowo w tonacji ciepłej lecz na skórze wygląda delikatnie. W każdym razie w moją się wtapia i tak naprawdę ciężko uchwycić to na zdjęciu. 
Nr. 3.
Jakość rozświetlaczy pozytywnie mnie zaskoczyła. Najbardziej jestem zadowolona z tego ciemniejszego:)


Bell Hypoallergenic Shimmering Loose Powder


„Hypoalergiczny puder sypki przeznaczony do każdego rodzaju cery, a szczególnie do wrażliwej i alergicznej. Idealny do makijażu twarzy i ciała. Puder nadaje skórze subtelny odcień opalenizny, a skóra wygląda jak muśnięta słońcem. Natychmiast po aplikacji jest wypoczęta, rozświetlona i jedwabiście gładka w dotyku. Formuła zawierająca otoczkowane pigmenty z oleju jojoba zapewnia kremową aplikację produktu. Idealnie się rozprowadza za pomocą dużego pędzla bez smug i efektu maski”.

Ten produkt występuje w formie sypkiej i otrzymujemy go w całkiem poręcznym pudełeczku:) Zaskoczyło mnie jednak, że wieczko nie jest odkręcane. Co za tym idzie wysypywanie na nie produktu przebiega nieco nietypowo. Przyznam jednak, że mnie to nie zraziło i szybko się do tego przyzwyczaiłam. Pewnie dlatego, że lubię nietypowe rozwiązania. Producent opisuje ten puder jako nadający skórze subtelny odcień opalenizny. Ja bym jednak rzekła, że u mnie nic takiego nie występuje;) Dla mnie to typowy rozświetlacz bez krzty bronzera. Niemniej z efektu rozświetlenia jaki mi zapewnia jestem zadowolona. Produkt bardzo łatwo się aplikuje, a jego trwałość jest na dobrym poziomie.


Bell Hypoallergenic Multi Bronze Powder (Puder brązująco-rozświetlający)


„Zafunduj sobie apetyczną opaleniznę z perłowymi refleksami! Lekka konsystencja łatwo rozprowadza się po skórze i nadaje jej aksamitne wykończenie. Perłowe pigmenty rozświetlają cerę, dzięki czemu skóra wygląda na wypoczętą i promienną, jak po długim urlopie. Efekt naturalnej opalenizny zostaje pogłębiony, a twarz jest świeża i pełna blasku przez wiele godzin. Przebadany pod kontrolą lekarza dermatologa”.

Kiedy zobaczyłam ten puder po raz pierwszy, pomyślałam sobie: ale super cienie do powiek mi się trafiły. Takie w moich kolorach! Dopiero dzień później robiąc zdjęcia spostrzegłam, że to nie cienie, a puder rozświetlająco-brązujący. No to jesteśmy w domu;)
Puder występuje w zwyczajnym, ale bardzo zgrabnym opakowaniu, które nie zajmuje wiele miejsca więc nie sposób tego nie docenić;) Jeśli chcę rozświetlić cerę, przejeżdżam po dwóch jaśniejszych kosteczkach. A gdy potrzebuję bronzera korzystam z dwóch ciemniejszych mieszając je ze sobą. Najbardziej przypadł mi do gustu efekt rozświetlenia, czyli jaśniejsze kosteczki. Puder łatwo się aplikuje, a jego trwałość jest naprawdę dobra:)


Kosmetyki Bell Hypoallergenic dostępne są w niektórych drogeriach Rossmann, Natura oraz w sklepie Bell. Ich ceny są bardzo przystępne:)


Znacie kosmetyki Bell Hypoallergenic?
Czytaj dalej »

piątek, 6 stycznia 2017

Grudniowe nowości!

Cześć Dziewczyny!

W grudniu trochę się działo. Były zakupy, przesyłki i niespodzianki od marek, prezenty od blogowych koleżanek i nawet wygrane;)

ZAKUPY

Po otrzymaniu nowości z Bell Hypoallergenic (kilka zdjęć niżej) stwierdziłam, że coś mi nie gra w kwestii odcienia rozświetlacza (myślałam, że 03 jest najciemniejszy, a jednak 02) więc uznałam, że dokupię drugi odcień. Potrzebowałam też bazy pod cienie, ponieważ jedna przestała u mnie działać, a druga mnie zawiodła więc kupiłam również z Bell Hypoallergenic. Z bólem... oczu skusiłam się również na szczotkę Tangle Angel Cherub. Wstępnie byłam już zdecydowana na Tangle Teezer Ultimate, ale stwierdziłam, że jednak wpuszczę odrobinę kiczu do swojego życia:P W Indigo była promocja 2+1 więc zamówiłam lakiery hybrydowe Mr. Black, Paris Blue, Saturn i Jupiter Effect, Removable Top Coat, bazę proteinową oraz jakiś zwykły aplikatorek. Zamawiałam też Cleaner Super Shine, ale ostatecznie nie mieli go na stanie. Na zamówienie czekałam tydzień więc jak na obecne realia długo. Kolory pokazywałam TUTAJ.
Jest jeszcze coś z serii "ekskluziv", czyli spełnienie zachcianek;) Produktem, co do którego wiedziałam, że "muszę" go mieć od momentu gdy tylko wszedł do sprzedaży był Givenchy Prisme Visage w nowej, odświeżonej odsłonie z 2016 roku. Wybrałam najciemniejszy odcień 5 Soie Abricot. Skusiłam się też na słynną Orchideę Sisley, która długo za mną chodziła, ale właściwie nigdy nie zamierzałam jej ulec. A jednak uległam... Również wybrałam wersję ciemniejszą. To by było na tyle jeśli chodzi o moje grudniowe zakupy;)

POZOSTAŁE





Pierwsze co do mnie zawitało to nagroda od jednego z portali. Dwa produkty Siquens, czyli krem rozjaśniający oraz krem kojąco-łagodzący. Ten drugi miałam parę lat temu i spisał się wtedy u mnie naprawdę dobrze. Ciekawe jak wypadnie po latach;) Jest jeszcze Bioliq Aktywna kuracja stymulująca. 

Dosłownie pół godziny później odwiedził mnie kurier z mikołajkową pięknie zapakowaną przesyłką od marki Delia. 
Wewnątrz znalazłam 3 lakiery do paznokci z kolekcji Trend&Big Brush i lakier w gąbce, 5 kredek do powiek oraz 3 pomadki do ust. Miły gest, ale sporo z tych produktów jest dla mnie nieodpowiednich np. granatowa pomadka i lakiery tradycyjne, ponieważ u mnie już tylko hybrydy. Dlatego część przekazałam innym osobom.
Nowości Bell Hypoallergenic, czyli produkty do ust, cienie do powiek, pudry i korektory;) Kosmetyki wypadły całkiem w porządku, ale niestety niektóre kolory nie moje.
Produkty Mollon Pro. Tym razem pielęgnacyjne lakiery hybrydowe Hybrid Care w trzech odcieniach. Do tego baza, top oraz pozostałe niezbędne produkty. 
Żele i perfumy Vabun by Radosław Majdan. Tutaj niestety się nie zrozumieliśmy, ponieważ w odpowiedzi na propozycję napisałam, że jestem zainteresowana zapachami damskimi, a dotarły do mnie męskie.
Rau Cosmetics O2 Moist Fluid. Przyjemny, ale pachnie dla mnie zbyt ciężko.
Prezent od Dottore w postaci mini kremu Hydratore i mini płynu micelarnego w kosmetyczce. 
Świąteczna przesyłka od Rossmanna, czyli życzenia i cudny kubek oraz kosmetyki. Z Wellness&Beauty peeling do ciała o nowym zapachu z włoskim olejem z pestek cytryn i wyciągiem z werbeny, masło do ciała z ekstraktem z róży i wiśni. Z For Your Beauty drewniana szczotka do masażu. Z Isany mydło Sensitiv, koncentrat do rąk, kremowy żel pod prysznic, olejek do włosów 2w1 i spray do włosów Style Create. Całość zapakowana była jak zawsze w czerwone pudełko;)  


Świąteczna niespodzianka od Joico, czyli dwa produkty do stylizacji włosów.
Mikołajkowo-świąteczny prezent od Justyny, czyli przeuroczy kubek "ciastek", peeling oraz sól do kąpieli. Dziękuję:* 
Niespodzianka od Interendo, pisałam już o niej TUTAJ.  
U Marty z bloga Kosmetycznie i modnie wygrałam kartę upominkową Sephora.
U Magdy z bloga Joy of Jelly wygrałam zestaw kosmetyków Biolove:) Oprócz tego była też cała masa próbek, które nie załapały się na zdjęcie:D Kosmetyki bardzo przyjemne i warte uwagi. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć na ich temat niedługo post.

Znacie coś z moich grudniowych kosmetycznych przybytków? Co ciekawego zawitało u Was w tym ostatnim miesiącu roku? 
Czytaj dalej »