Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sisley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sisley. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 grudnia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku – makijaż i paznokcie!

Cześć Dziewczyny!
Święta, święta i po świętach! Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie się cieszę, że już po!:) W tym roku ten świąteczny czas wyjątkowo, wręcz nieprzeciętnie mnie rozleniwił. Do tego stopnia, że przez 3 dni nie włączałam komputera i nie wiedziałam czy w końcu zmobilizuję się do powstania tego wpisu. A jeśli ja (JA!) nie wiedziałam czy przygotuję wpis to zapewniam Was, że było ciężko! Wszak znana jestem z tego, że choćby się waliło i paliło to nie ma opcji żeby nie powstał nowy materiał na bloga;) Dlatego nie ma to jak zwyczajny, przyzwoity dzień powszedni… A wraz z nim całkiem odświętny wpis, na który przyszło czekać cały rok! Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci! W całej „karierze” tego bloga napisałam już parę tego typu podsumowań, ale tym razem dokonałam bardzo ścisłej selekcji i w ramach ulubieńców oraz odkryć roku pojawiło się jedynie 9 produktów!

zdjęcie przedstawiające kosmetycznych ulubieńców 2017 roku

Kosmetyczne odkrycie 2017 roku – naklejki termiczne na paznokcie Manirouge!

zdjęcie przedstawiające kosmetyczne odkrycie 2017 roku, czyli naklejki termiczne Manirouge

Z satysfakcją mogę stwierdzić, że w tej kategorii nie miałam nawet najmniejszego problemu z wyborem:) A dodatkowo jestem dumna, że Manirouge to nasza polska marka! Mam nadzieję, że w 2018 roku będzie się prężnie rozwijać i jeszcze nie raz zaskoczy fantazyjnym wzornictwem oraz nietypowymi rozwiązaniami na miarę naszych czasów. Czasów postępu, ale i… permanentnego pośpiechu bo Manirouge jest idealnym rozwiązaniem dla kobiet, którym marzy się oryginalny manicure, ale nie mają wystarczającej ilości czasu lub zdolności żeby namalować misterne wzory! Rok temu zachwyciłam się tym, że mogę we własnym domowym zaciszu stworzyć manicure hybrydowy i nadal cieszę się z tej możliwości. Jednak w tym roku to Manirouge sprawiło mi dużo więcej radości. Zwłaszcza, że usunięcie ozdób termicznych nie wymaga użycia acetonu:) Zresztą Manirouge jest tworem na tyle elastycznym i nowoczesnym, że można je połączyć z manicure hybrydowym. A tradycyjne lakiery? To już dla mnie prehistoria. O tym co to jest Manirouge, jak nakładać i usuwać przeczytacie TUTAJ. Natomiast prezentację paru wzorów z kolekcji świąteczno-zimowej, która aktualnie jest w promocji znajdziecie TUTAJ. Dla mnie wielki hit, po który sięgam z przyjemnością!

Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż twarzy


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu twarzy

Z produktów do makijażu twarzy wybrałam tylko 2 kosmetyki! Nie lubię tradycyjnych płynnych podkładów, więc na próżno ich szukać wśród moich ulubieńców;) W tym roku nadal byłam wierna formułom sypkim, czyli minerałom, a także podkładowi w pudrze z Givenchy. Dlatego na tym polu nie ma nic nowego:) Po prostu byłam wierna temu co poznałam wcześniej:) Lubię jednak dobre wykończenie makijażu, a także róże, bronzery i rozświetlacze. Dlatego postanowiłam wybrać coś z tej kategorii i tutaj trafiłam na sporo godnych produktów:) Wśród pudrów wykończeniowych zwyciężył matujący ryżowy puder prasowany marki Ecocera, do którego podchodziłam sceptycznie, ponieważ jego cena jest strasznie niska, a opakowanie delikatnie mówiąc mało wyrafinowane. Okazało się jednak, że jego wnętrze jest naprawdę bogate, a dzięki temu, że jest prasowany, zajmuje mniej miejsca i sprawia, że mogę go użyć naprawdę szybko:) Pachnie delikatnie, dobrze matuje i wygładza skórę. Drugi produkt dla odmiany kosztował miliony monet, ale nie żałuję, ponieważ nie dość, że jest bardzo wydajny to jeszcze wielofunkcyjny. Służy mi jako róż, bronzer, a nawet delikatny rozświetlacz. Dodatkowo jego opakowanie cieszy oko. Taki właśnie jest Sisley L’Orchidee! 


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż oczu


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu oczu

W przypadku makijażu oczu i okolic, stawiam na proste i trwałe rozwiązania. W kwestii brwi taki efekt zapewnia mi zestaw do brwi Lily Lolo Eyebrow Duo Dark! Dzięki niemu mogę w szybki sposób podrasować swoje marne z natury brwi bez krzty przerysowania, a makijaż utrzymuje się bez skazy aż do momentu jego usunięcia. Przechodząc już do oczu, nie ma makijażu bez tuszu. W tej dziedzinie najlepiej sprawdziła się u mnie jedna z nowości L’Oreal, czyli Paradiste Extatic. Wolałabym może nieco bardziej finezyjną szczoteczkę, ale z efektów jestem naprawdę zadowolona. Dla mnie to najlepszy tusz tego roku. Fajnie nadać swoim powiekom nieco koloru, a żeby odcień był trwały i głęboki, warto użyć dobrej bazy. I tutaj mamy mały psikus, ponieważ ulubieńcem w tej dziedzinie została baza pod cienie Bell Hypoallergenic, która jakiś czas temu w całkiem niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła w akcji;) Miałam jednak w zanadrzu bazę z najnowszej limitki tej samej marki – Bell Glitter Eyeshadow Base, która okazała się inna pod względem technicznym (rzadsza i nieco połyskująca), ale finalnie równie dobra! Z czystym sumieniem mogę polecić obie! No i cienie do powiek. Można mieć niezliczoną ilość paletek cieni do powiek, ale moim absolutnym sztosem okazał się niepozornie wyglądający cień do powiek Nabla w odcieniu Absinthe. Przebija każdą moją paletkę cieni do powiek, a uwierzcie, że nie mam byle jakich:) Czym przebija te wszystkie moje paletki? Ano tym, że jest to cień samowystarczalny. Jeden cień daje taki efekt jakbym nałożyła 3 i muszę powiedzieć, że kiedy mam go na powiekach to wiele osób nie wierzy, że naprawdę użyłam tylko jednego jedynego cienia;) A jednak! Jego mocy niestety nie widać w pełni w recenzji (a jest naprawdę dobrze napigmentowany), ale coś tam widać;) Możliwe, że w przyszłym roku powiększę rodzinę cieni Nabla:) Jeśli każdy jest tak dobry jak odcień Absinthe to naprawdę warto.


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż ust

zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu ust

Na koniec makijaż ust. Jak wiadomo nie od dziś, moje usta są skłonne do wysuszenia, więc nie nakładam na nie co popadnie;) Bardzo polubiłam pomadkę Innisfree Glow Tint Lip Balm #Garden Balsam, która jednocześnie nadaje kolor i chroni skórę warg. Bardzo ładnie podbija czerwień ust i wiem, że miałam uzupełnić wpis o zdjęcie na ustach, ale niestety jeszcze tego nie zrobiłam (nadrobię!). Drugim zwycięskim produktem do ust jest Nabla Dreamy Matt Liquid w odcieniu Grand Amore. Nie jest to co prawda pomadka, której używam na co dzień, ale jestem z niej naprawdę bardzo zadowolona. Dobrze się czuję w tym kolorze, ładnie pachnie, nie wysusza i jest trwała!


I to już wszyscy ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci. Linki do osobnych recenzji znajdują się w tekście;) Książka, którą widzicie w tle to Face Paint. Historia makijażu. Jest bardzo ładnie wydana i fajnie napisana:)
 

Napiszcie czy znacie któreś z tych kosmetyków? Chętnie się też dowiem co należy do Waszych makijażowo-paznokciowych hitów tego roku. Zdradźcie choć jeden ulubiony produkt! 

Czytaj dalej »

czwartek, 3 sierpnia 2017

Sisley L’Orchidee rozświetlający róż do policzków, który cieszy nie tylko oko;)

Cześć Dziewczyny!
Są takie rzeczy, które niebezpiecznie przyciągają nasz wzrok. To takie drobne kaprysy. Nie są nam niezbędne do życia, a mimo to nęcą i dręczą;) Znacie to uczucie? Ja tak miałam w przypadku rozświetlającego różu do policzków Sisley L’Orchidee, który zasilił moją kosmetyczkę jeszcze przed końcem ubiegłego roku - tak na dobry początek nowego;) Od tej pory stał się jednym z najczęściej używanych przeze mnie kosmetyków. Dlatego postanowiłam poświęcić mu parę słów w osobnym wpisie. Tym bardziej, że prawdopodobnie znajdzie się on w moich ulubieńcach roku:)


Sisley L’Orchidee rozświetlający róż do policzków


Według marki Sisley, Orchidea jest różem, który poprawia koloryt skóry i nadaje jej słoneczny blask. Aplikację można łatwo stopniować aż do osiągnięcia oczekiwanego efektu na twarzy.

Róż L’Orchidee otrzymujemy w kartonowym opakowaniu typowym dla marki Sisley. Wewnątrz znajdziemy przyjemną dla oka, lustrzaną puderniczkę przyozdobioną w paski oraz tytułową orchideę. Nie ma niestety dodatkowego welurowego woreczka na puderniczkę. Choć właściwie i tak rzadko z takich korzystam. Opakowanie jest dobrej jakości i nigdy nie otwiera się samoistnie. Jedynym minusem jest to, że dość łatwo pozostawić na nim odciski palców;) Jak na tego typu produkt, Orchidea według mnie posiada bardzo dużą gramaturę (15g). Z tego powodu bardzo długo wahałam się czy warto go mieć bo przecież nie dam rady go zużyć chyba przez najbliższych kilka lat;) Tym bardziej, że jest naprawdę wydajny. Po ponad 7 miesięcznym użytkowaniu, jego zużycie jest śladowe. 
Plus jest jednak taki, że tłoczenie w kształcie płatków kwiatu orchidei nadal prezentuje się niemalże nienagannie, a nie ukrywajmy, że to głównie ono sprawiło, że chciałam go mieć;) Wszak piękne kosmetyki bardzo często są kupowane właśnie po to by napawać nasz wzrok;) Tutaj tłoczenie jakie jest każdy widzi. Chyba mało kto powie, że nie robi pozytywnego wrażenia?;) 

Orchidea Sisley jest produktem drobno zmielonym i dość dobrze napigmentowanym, a jednocześnie lekkim, co sprawia, że naprawdę trudno zrobić sobie nim krzywdę. Nawet niewprawioną ręką:) Puder zawiera w sobie koralowy odcień różu, delikatny brąz oraz złote i lekko różowe drobinki. Dzięki takiemu połączeniu z powodzeniem uzyskamy efekt promiennej i wypoczętej cery pokrytej dobrze wyważonym kolorem:) Mój odcień jest idealny dla kobiet o ciepłym kolorycie cery. Natomiast dla chłodniejszych typów lepszym wyborem będzie Sisley L’Orchidee Rose. U mnie Orchidea spełnia dwie, a czasami nawet 3 funkcje. Kiedy zależy mi przede wszystkim na uzyskaniu świeżego rumieńca, przejeżdżam wąskim pędzlem jedynie po części różowej. Gdy mam ochotę na subtelnie rozświetlający bronzer, korzystam z części brązowej, która jest dodatkowo pokryta drobinkami. Jeśli natomiast mam ochotę na delikatny bronzer, ale z jeszcze mniej zauważalnym połyskiem – używam części, która jest ich niemalże pozbawiona:) Zdarza mi się też wymieszać wszystko razem:) Jeden produkt, a tak wiele możliwości:) Efekt można oczywiście stopniować, ale ja z reguły zachowuję umiar:) Wszystkie odcienie, które zostały w nim zawarte, są dla mnie idealnie dobrane:) Róż Sisley okazał się więc być dla mnie nie tylko uroczym kaprysem, ale także przedmiotem użytkowym, który bezbłędnie spełnia moje oczekiwania:) Jeśli chodzi o trwałość to tutaj również jest dobrze. Jedynie podczas upałów lub gdy często dotykam twarzy, utrzymuje się trochę krócej.


Znacie makijaż marki Sisley? Co sądzicie o Orchidei? Macie czasem nie do końca rozsądne zachcianki? 

Czytaj dalej »

piątek, 3 marca 2017

Kosmetyczne prezenty na Dzień Kobiet!

Cześć Dziewczyny!
Co chciałabym dostać w prezencie? Obojętnie czy na Dzień Kobiet, imieniny czy urodziny – raczej nie kosmetyki! Osoby z mojego otoczenia póki co mają wysłany jasny komunikat, że kosmetyki daję im ja, a nie odwrotnie;) Dlaczego? Z jednego prostego względu – zapasy;) Kosmetyczny prezent dla mnie dopuszczam więc jedynie w kategorii zapach, makijaż, gadżet lub coś wyszukanego;) Ofiarodawcy jednak najczęściej wymiękają gdyż mają w głowie myśl, że ona pewnie już to ma i rzeczywiście często tak jest. Ciężko za mną nadążyć;) Pomijając jednak siebie uważam, że kosmetyczne prezenty są dobrym wyborem na wiele okazji i dziś chciałabym przytoczyć parę miłych dla oka i nosa propozycji;)


Sisley L’Orchidée


Któż wzgardziłby tą piękną orchideą od Sisley? Abstrahując od jej dość wygórowanej ceny – sądzę, że żadna kobieta nie byłaby w stanie jej się oprzeć;) Sisley L’Orchidée występuje w dwóch wersjach. Moja wersja jest ciemniejsza i idealna dla osób z cerą o ciepłym kolorycie, ale jest też wersja różowa, która lepiej sprawdzi się przy jaśniejszej lub chłodniejszej karnacji. Orchidea Sisley wpadła mi w oko już dawno, ale dość długo nie byłam przekonana co do jej zakupu. Zwłaszcza zważywszy na ceny w perfumeriach stacjonarnych. W końcu pojawiła się jednak okazja zakupu nieco taniej więc nie wahałam się już ani chwili. Nie ma co ukrywać, że róż ten zwrócił moją uwagę głównie ze względu na swoje urokliwe i misterne tłoczenie;) Inaczej zapewne bym go nie kupiła;) Produkt ten sprawdza się u mnie zarówno jako róż gdy pociągnę pędzlem po różowym obszarze, a także jako bronzer. Może również pełnić rolę delikatnego rozświetlacza. Jeśli obdarowywana przez Was osoba jest fanką pięknych rzeczy i nie zraża Was cena to zdecydowanie polecam:)


Chanel Chance Eau Vive


Chanel Chance Eau Vive to aktualnie jeden z moich ulubionych zapachów:) Zawsze wydawało mi się, że perfumy Chanel nie są dla mnie gdyż kojarzyłam je głównie ze starszymi paniami. Pewnie za sprawą No 5, którego mój nos nie jest w stanie zbyt długo znosić;) Ale pewnego dnia w perfumerii polecono mi Eau Vive. Było to krótko po jego premierze więc zapewne chodziło o wyrobienie norm sprzedażowych;) Jednak bez względu na intencje trafiono z tym zapachem wyśmienicie. Tego dnia go nie kupiłam, ale wiedziałam, że to tylko kwestia czasu i tak też się stało;) Eau Vive jest zapachem kontrowersyjnym, ponieważ różni się od pozostałych zapachów z linii Chance. Przeczytałam sporo zarzutów pod jego adresem jako by był „mało Chanelowy”, nietrwały albo zbyt prosty. Ciężko mi się jednak z tym zgodzić:) Zapach ten wprawdzie nie należy do tych złożonych, ale dla mnie zdecydowanie posiada tą chanelową nutę z taką niewymuszoną elegancją;) Zarzut nietrwałości jest dla mnie wręcz śmieszny gdyż ja na niego mówię all day, all night;) Utrzymuje się on u mnie bardzo dobrze zarówno na ciele jak i na ubraniach. Zapach ten jest na ogół opisywany jako letni, ale mi bardzo często towarzyszył zimą. Trochę nawet żałuję, że nie zdecydowałam się na największy flakon (mam 50ml). Perfumy to oczywiście bardzo indywidualna kwestia, ale polecam go rozważyć na prezent dla młodych kobiet, które nie lubią ciężkich zapachów.


Bath & Body Works Sweet Pea


Kosmetyki Bath & Body Works cieszą się sporym zainteresowaniem, ale niestety ich dostępność pozostawia wiele do życzenia gdyż stacjonarnie można je kupić jedynie w Warszawie. Ja kosmetyki z linii Sweet Pea dostałam od Ani z pięknych perfum, a wcześniej od Ines, ale dobra wiadomość jest taka, że na iperfumy.pl od jakiegoś czasu jest dość duży wybór kosmetyków Bath & Body Works:) Polecam serię Sweet Pea, ponieważ jest to jedna z najlepiej sprzedających się linii tej marki, która cieszy się dużym uznaniem. Trudno się dziwić gdyż zapach jest bardzo uniwersalny i zdecydowanie z tych poprawiających humor! Jeśli chodzi o widoczną na zdjęciu mgiełkę Sweet Pea to śmieję się, że jest to taki Chanel dla ubogich. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Dlaczego? Niby mgiełka, a jest niesamowicie trwała. Wystarczy parę kropel i zapach utrzymuje się na skórze cały dzień, a na ubraniach nawet kilka dni. Woń jest słodka i optymistyczna. Znajdują się w niej nuty gruszki, czarnej porzeczki, wiosenny groszek, jeżyna, malina, a w podstawie piżmo i śliwka. Spodoba się niemalże każdemu:)


Philips Moisture Protect prostownica


Obiecałam, że napiszę pełną recenzję i na pewno to nastąpi:) Dziś jednak po dwóch miesiącach użytkowania chciałabym dodać, że jestem z niej bardzo zadowolona. Jest szybka i prosta w obsłudze. Nie pali i nie niszczy włosów. Ja zawsze korzystam z najniższej temperatury, czyli 150 stopni wraz z opcją moisture protect i jest to dla mnie optymalne rozwiązanie. Prostownica Philips Moisture Protect sprawiła, że już nie boję się prostownicy;) Nie ogarnęłam jeszcze jedynie jak przy jej użyciu zrobić loki, a wiem, że można;) Wiele kobiet prostuje włosy więc myślę, że dobra prostownica jak najbardziej jest świetną opcją na prezent. 

Przez chwilę zastanawiałam się czy aby nie za późno na tego typu wpis, ale zamówienia na iperfumy realizowane są bardzo sprawnie więc sądzę, że jest jeszcze czas. Jeśli chcemy mieć gwarancję jak najszybszej wysyłki warto wybrać opcję za pobraniem.


Znacie któreś z moich kosmetycznych propozycji na prezent? Co lubicie dostawać w prezencie?
Czytaj dalej »

piątek, 6 stycznia 2017

Grudniowe nowości!

Cześć Dziewczyny!

W grudniu trochę się działo. Były zakupy, przesyłki i niespodzianki od marek, prezenty od blogowych koleżanek i nawet wygrane;)

ZAKUPY

Po otrzymaniu nowości z Bell Hypoallergenic (kilka zdjęć niżej) stwierdziłam, że coś mi nie gra w kwestii odcienia rozświetlacza (myślałam, że 03 jest najciemniejszy, a jednak 02) więc uznałam, że dokupię drugi odcień. Potrzebowałam też bazy pod cienie, ponieważ jedna przestała u mnie działać, a druga mnie zawiodła więc kupiłam również z Bell Hypoallergenic. Z bólem... oczu skusiłam się również na szczotkę Tangle Angel Cherub. Wstępnie byłam już zdecydowana na Tangle Teezer Ultimate, ale stwierdziłam, że jednak wpuszczę odrobinę kiczu do swojego życia:P W Indigo była promocja 2+1 więc zamówiłam lakiery hybrydowe Mr. Black, Paris Blue, Saturn i Jupiter Effect, Removable Top Coat, bazę proteinową oraz jakiś zwykły aplikatorek. Zamawiałam też Cleaner Super Shine, ale ostatecznie nie mieli go na stanie. Na zamówienie czekałam tydzień więc jak na obecne realia długo. Kolory pokazywałam TUTAJ.
Jest jeszcze coś z serii "ekskluziv", czyli spełnienie zachcianek;) Produktem, co do którego wiedziałam, że "muszę" go mieć od momentu gdy tylko wszedł do sprzedaży był Givenchy Prisme Visage w nowej, odświeżonej odsłonie z 2016 roku. Wybrałam najciemniejszy odcień 5 Soie Abricot. Skusiłam się też na słynną Orchideę Sisley, która długo za mną chodziła, ale właściwie nigdy nie zamierzałam jej ulec. A jednak uległam... Również wybrałam wersję ciemniejszą. To by było na tyle jeśli chodzi o moje grudniowe zakupy;)

POZOSTAŁE





Pierwsze co do mnie zawitało to nagroda od jednego z portali. Dwa produkty Siquens, czyli krem rozjaśniający oraz krem kojąco-łagodzący. Ten drugi miałam parę lat temu i spisał się wtedy u mnie naprawdę dobrze. Ciekawe jak wypadnie po latach;) Jest jeszcze Bioliq Aktywna kuracja stymulująca. 

Dosłownie pół godziny później odwiedził mnie kurier z mikołajkową pięknie zapakowaną przesyłką od marki Delia. 
Wewnątrz znalazłam 3 lakiery do paznokci z kolekcji Trend&Big Brush i lakier w gąbce, 5 kredek do powiek oraz 3 pomadki do ust. Miły gest, ale sporo z tych produktów jest dla mnie nieodpowiednich np. granatowa pomadka i lakiery tradycyjne, ponieważ u mnie już tylko hybrydy. Dlatego część przekazałam innym osobom.
Nowości Bell Hypoallergenic, czyli produkty do ust, cienie do powiek, pudry i korektory;) Kosmetyki wypadły całkiem w porządku, ale niestety niektóre kolory nie moje.
Produkty Mollon Pro. Tym razem pielęgnacyjne lakiery hybrydowe Hybrid Care w trzech odcieniach. Do tego baza, top oraz pozostałe niezbędne produkty. 
Żele i perfumy Vabun by Radosław Majdan. Tutaj niestety się nie zrozumieliśmy, ponieważ w odpowiedzi na propozycję napisałam, że jestem zainteresowana zapachami damskimi, a dotarły do mnie męskie.
Rau Cosmetics O2 Moist Fluid. Przyjemny, ale pachnie dla mnie zbyt ciężko.
Prezent od Dottore w postaci mini kremu Hydratore i mini płynu micelarnego w kosmetyczce. 
Świąteczna przesyłka od Rossmanna, czyli życzenia i cudny kubek oraz kosmetyki. Z Wellness&Beauty peeling do ciała o nowym zapachu z włoskim olejem z pestek cytryn i wyciągiem z werbeny, masło do ciała z ekstraktem z róży i wiśni. Z For Your Beauty drewniana szczotka do masażu. Z Isany mydło Sensitiv, koncentrat do rąk, kremowy żel pod prysznic, olejek do włosów 2w1 i spray do włosów Style Create. Całość zapakowana była jak zawsze w czerwone pudełko;)  


Świąteczna niespodzianka od Joico, czyli dwa produkty do stylizacji włosów.
Mikołajkowo-świąteczny prezent od Justyny, czyli przeuroczy kubek "ciastek", peeling oraz sól do kąpieli. Dziękuję:* 
Niespodzianka od Interendo, pisałam już o niej TUTAJ.  
U Marty z bloga Kosmetycznie i modnie wygrałam kartę upominkową Sephora.
U Magdy z bloga Joy of Jelly wygrałam zestaw kosmetyków Biolove:) Oprócz tego była też cała masa próbek, które nie załapały się na zdjęcie:D Kosmetyki bardzo przyjemne i warte uwagi. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć na ich temat niedługo post.

Znacie coś z moich grudniowych kosmetycznych przybytków? Co ciekawego zawitało u Was w tym ostatnim miesiącu roku? 
Czytaj dalej »