wtorek, 9 stycznia 2018

Dobre maseczki do twarzy z wyższej półki!

Cześć Dziewczyny!
O ile nie lubię mnożyć bytów w przypadku kremów do twarzy to z maseczkami jest u mnie inaczej. W tej materii dobrze mieć wybór, więc najczęściej mam w użyciu parę sztuk. Ma to sens, ponieważ możemy wybrać maseczki przystosowane do konkretnych problemów, a nawet nakładać je jedynie na wybrane partie twarzy:) Dziś postanowiłam się pokusić o mały przegląd maseczek do twarzy godnych uwagi. Termin z „wyższej półki” może być nieco mylący, ponieważ dla każdego znaczy coś innego. W tym ujęciu mam na myśli po prostu dobrą jakość! Będą zarówno marki polskie jak i zagraniczne. 


NUXE Creme Fraiche de Beaute maseczka nawilżająca



Niezależnie od typu cery nawilżenie jest zawsze w cenie. Potrzebuje go absolutnie każdy rodzaj skóry od suchej po tłustą. NUXE Creme Fraiche de Beaute maseczka nawilżająca to nowość w ofercie marki tzn. seria istniała już wcześniej, ale parę miesięcy temu pojawiła się nowa odsłona i nowe opakowania. Do mnie trafiły 3 produkty, o których niedawno pojawił się u mnie osobny wpis, ale mimo wszystko postanowiłam uwzględnić maseczkę w tym zestawieniu. W zgrabnej tubce mieści się 50ml kosmetyku o cudownym kwiatowym zapachu. Prawdę mówiąc aż sama byłam w szoku, że tak przypadł mi on do gustu. Maska posiada delikatną, kremową konsystencję, która jest bardzo przyjemna dla skóry. Wystarczy nałożyć ją na 10minut, a następnie usunąć nadmiar przy pomocy wacika zwilżonego tonikiem. W praktyce maska częściowo się wchłania, więc nie pozostaje zbyt wiele do usunięcia. Po użyciu skóra jest aksamitnie gładka i nawilżona bez nieprzyjemnego tłustego filmu. To lekka maseczka idealna dla każdego typu cery:) Niestety zostało mi już tylko na 1-2 użycia.


Filorga Meso Mask



Maska do twarzy Filorga Meso Mask zaintrygowała mnie już na początku ubiegłego roku kiedy to dostrzegłam kosmetyki tej marki w jednym z salonów urody. Kosmetyki profesjonalne zawsze darzyłam sympatią, więc wiedziałam, że będę musiała wypróbować. Jest to maska inspirowana zabiegami mezoterapii przeznaczona do każdego typu cery w szczególności zaś wrażliwej, odwodnionej, dojrzałej i zmęczonej. Ma ona wygładzać i rozświetlać cerę, a także działać przeciwzmarszczkowo. Zawiera aż 100 składników, z czego ponad 70 to substancje czynne. Maskę nakładamy na 15-30 minut raz w tygodniu przez pierwszy miesiąc, a następnie raz na dwa tygodnie przez dwa miesiące:) To maska do zadań specjalnych! Po użyciu skóra jest spektakularnie wygładzona, rozświetlona, odżywiona, zregenerowana i nawilżona. Cudeńko! Na pewno pojawi się pełna recenzja:)


Dr Irena Eris Instutute Solutions Detoksykująca kuracja przeciwzmarszkowa



To kuracja w postaci zestawu masek. Pełna kuracja obejmuje  6 masek w 10ml tubkach -  3x Black Mud Detoxifying Mask i 3x Golden Algae Lifting Mask. Zabiegi należy wykonywać 2 razy w tygodniu, a opakowanie masek powinno wystarczyć na 9 tygodni stosowania. Ja używałam nieco bardziej nieregularnie, po swojemu:) Pierwszym krokiem jest nałożenie czarnej maski na 10 minut. Ma ona działanie oczyszczające i rewitalizujące. Bardzo dobrze oczyszcza i matuje skórę przygotowując na drugi etap pielęgnacji. A jest nim złota maska o działaniu liftingującym. Taki dwuetapowy zabieg przynosi naprawdę dobre efekty w postaci oczyszczonej, nawilżonej i bardziej napiętej cery. Cały zestaw zapakowany jest w eleganckie pudełko, więc świetnie nadaje się na prezent.


Organique Odmładzająca maska do twarzy


Teraz coś polskiego, ale jednocześnie naturalnego. Terapia Odmładzająca marki Organique zawiera pełną gamę produktów, wśród których nie mogło zabraknąć maski. Polecana jest ona do pielęgnacji cery z objawami starzenia, zmęczonej i wymagającej odnowy. W składzie znajduje się m.in. czerwona glinka. Maska posiada kremową konsystencję i pomarańczową barwę. Jej zapach jest delikatny i przyjemny aczkolwiek specyficzny. Maskę nakładamy na 20 minut, a następnie zmywamy. Łatwo się zmywa, dobrze nawilża, a przy częstszym stosowaniu w widoczny sposób poprawia koloryt cery. Niestety aktualnie już mi się kończy, ale możliwe, że jeszcze do niej wrócę:)


Naturativ maska 360˚ AOX kojąco-liftingująca



To znów polska marka kosmetyków naturalnych, której nie wiedzieć czemu niektórzy nadal nie kojarzą;) Ta maseczka dla odmiany posiada żelową konsystencję, a jej zapach to coś w rodzaju pudrowej cytrynki. Można ją stosować w każdym wieku lecz szczególnie polecana jest do cery wrażliwej. Aby uzyskać jeszcze większe działanie kojące przed aplikacją możemy włożyć maskę na kilka minut do lodówki. Zimą efekty chłodzące nie są u mnie mile widziane, ale latem czemu nie? Mimo żelowej konsystencji maska jednocześnie nawilża i ładnie napina skórę:) Jeszcze w tym miesiącu pojawi się pełny wpis odnośnie kosmetyków Naturativ.


Tak wygląda mój mały przegląd dobrych masek do twarzy. Dajcie znać czy miałyście styczność z którąś z nich i jakie były Wasze wrażenia! Lubicie stosować maseczki czy raczej niechętnie po nie sięgacie?
Czytaj dalej »

sobota, 6 stycznia 2018

NUXE Creme Fraiche de Beaute!

Cześć Dziewczyny!
Nie zawsze sięgam po całą gamę kosmetyków z tej samej marki lub linii jednak w przypadku NUXE Creme Fraiche de Beaute było inaczej. A to dlatego, że wszystkie 3 produkty dobrze się uzupełniały:) Dziś postanowiłam pokusić się o małą relację ze stosowania całej serii;)

NUXE Creme Fraiche de Beaute


zdjęcie przedstawiające kosmetyki Nuxe z linii Creme Fraiche de Beaute

Linia produktów Nuxe Creme Fraiche de Beaute ma za zadanie zapewnić skórze długotrwałe nawilżenie, ukojenie, a także ochronę przed zanieczyszczeniami. Tak więc w obliczu smogu, kosmetyki bardzo na topie;) Seria ta zawiera szereg produktów, które można dobrać zależnie od rodzaju cery. Znajdziemy więc kosmetyki przeznaczone do każdego typu cery. Moja cera jest mieszana zatem pielęgnacja składała się z emulsji, serum oraz maseczki. Każdy z moich produktów zapakowany został w kartoniki oraz tubki;) Bardzo podoba mi się szata graficzna tej serii, jest zarówno niebieski jak i elegancka biel;)


Nuxe Emulsja Creme Fraiche de Beaute Light


zdjęcie przedstawiające emulsję Nuxe Creme Fraiche de Beaute

Jest to 24-godzinna emulsja nawilżająca, która jednocześnie koi nawilża i matuje skórę. Przeznaczona jest do cery mieszanej, a także wrażliwej, czyli idealnie dla mnie. Emulsja w swoim składzie zawiera mleczka roślinne i białe kwiaty, dzięki czemu ma zapewnić 24 godzinne nawilżenie. Dodatkowo zawiera minimum 87% składników pochodzenia naturalnego, nie zawiera parabenów ani nie zatyka porów.


Krem otrzymujemy w formie wygodnej 50ml tubki. Tubka jest dobrej jakości gdyż nie wygina się pod wpływem zużycia. Nie jest ona przezroczysta, ale poziom zużycia łatwo można sprawdzić unosząc tubkę pod źródło światła;) Krem posiada ultra-lekką konsystencję. Tak lekką, że wchłania się natychmiast. Jest więc świetną opcją gdy bardzo się spieszymy i musimy szybciutko nałożyć makijaż. Miałam do czynienia z całkiem niemałą ilością lekkich, szybko wchłaniających się kremów, ale ten swoją prędkością wchłaniania przebił wszystko;) Takie małe kosmetyczne Pendolino;) Najbardziej obawiałam się zapachu, gdyż w przeszłości niektóre aromaty Nuxe były dla mnie zbyt intensywne. Tu jednak zostałam miło zaskoczona. Wprawdzie woń kremu daje o sobie znać jeszcze przez jakiś czas od aplikacji, ale jest dość delikatna, a nawet kobieca i radosna:) Wyczuwam w nim nuty białych kwiatów i o ile zapachy kwiatowe bywają dla mnie dyskusyjne ten jest bardzo przyjemnie wyważony. Myślę, że wiele kobiet go polubi (skoro nawet ja). Emulsja Nuxe Creme Fraiche de Beaute zapewniała mojej skórze przede wszystkim wygładzenie, świeżość i normalizację. Całkiem dobrze radziła sobie z matowieniem, zwłaszcza jeśli nałożyłam ją solo. Do uzyskania silniejszego nawilżenia przydatny był dodatkowy krok w postaci serum, które stosowałam pod krem. Mimo dobrego działania matującego emulsja nie podrażnia skóry. Zatem rzeczywiście jest odpowiednia również dla cery wrażliwej.


Nuxe Serum Creme Fraiche de Beaute


zdjęcie przedstawiające serum Nuxe Creme Fraiche de Beaute

Serum odpowiednie jest do wszystkich rodzajów skóry. Szczególnie zaś odwodnionej i wrażliwej. Jest to silnie skoncentrowany preparat, który podobnie jak krem, w składzie zawiera mleczka roślinne oraz białe kwiaty. Do jego funkcji należy intensywne 24 godzinne nawilżenie, utrzymanie odpowiedniego poziomu nawodnienia, a kojenie i regeneracja skóry. Serum zawiera minimum 92% składników pochodzenia naturalnego, nie zawiera parabenów i nie zatyka porów.


Tak naprawdę powinnam zacząć od serum, ponieważ serum nakładamy zawsze pod krem:) Serum Nuxe Creme Fraiche de Beaute otrzymujemy w wygodnej 30ml buteleczce z pompką okraszoną biało-niebieskimi akcentami;) Serum posiada lekką pół-płynną konsystencję, która bardzo szybko wnika w skórę. Zapach jest nieco bardziej intensywny niż w przypadku kremu, ale jego moc nie jest przesadna. Jest równie przyjemny, świeży z nutą kwiatu pomarańczy i białych kwiatów. Serum stosowane w duecie z kremem doskonale go uzupełnia i jednocześnie wzmacnia działanie nawilżające i regenerujące. Nie łuszczy się i nie pozostawia po sobie lepkiej powłoczki. Bardzo komfortowe w stosowaniu:)


Nuxe Maseczka Creme Fraiche de Beaute


zdjęcie przedstawiające maseczkę Nuxe Creme Fraiche de Beaute

Jest to maseczka o działaniu nawilżającym i kojącym. Odpowiednia do każdego typu cery. Podobnie jak pozostałe produkty z linii zawiera w sobie mleczka roślinne oraz białe kwiaty. Dzięki temu nawilża nawet najbardziej odwodnioną skórę. Koi i przynosi ulgę gdy odczuwamy dyskomfort cery. Maseczka zawiera minimum 88% składników pochodzenia naturalnego, m.in. sok z aloesu. Nie zawiera parabenów.


Maseczkę otrzymujemy w zgrabnej 50ml biało-niebieskiej tubce. Jej konsystencja jest kremowa, ale zarazem lekka. Zapach równie przyjemny jak w przypadku pozostałej dwójki. Często uprzyjemniał mi kąpiele. Maseczka Nuxe Creme Fraiche de Beaute była pierwszym kosmetykiem z tej serii, po który sięgnęłam:) Maseczek nigdy dość! Żeby skorzystać z maseczki wystarczy zaaplikować obfitą warstwę na twarz oraz okolicę oczu i pozostawić taki maseczkowy kompres na 10min. Po upływie wyznaczonego czasu wklepujemy produkt opuszkami palców i przecieramy skórę delikatnym tonikiem. To mój ulubiony produkt z tej serii. Efektem jest pięknie nawilżona, ukojona i lekko rozświetlona cera. A wszystko to w zaledwie kilka minut. Jest to idealna maseczka do częstego stosowania, a dzięki poręcznej tubce z łatwością możemy zabrać ją w podróż. 


Znacie serię Nuxe Creme Fraiche de Beaute? Który produkt zainteresował Was najbardziej?

Czytaj dalej »

środa, 3 stycznia 2018

Grudzień bez zakupów kosmetycznych. Czy zostałam minimalistką?

Cześć Dziewczyny!
W grudniu nie kupiłam ani jednego kosmetyku. Zrobiłam sobie totalny kosmetyczny detoks chyba pierwszy raz od lat <<czekam na oklaski:D>> Kto wie, może nawet w styczniu powtórzę swój wyczyn;) Nie było to jakoś sztywno zamierzone. Po prostu tak spontanicznie się złożyło:) Pewnie dlatego, że w grudniu bardziej fascynowały mnie sklepy meblowe niż drogerie;) I tak oto w wyniku nagłego wiatru zmian, stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch komód, krzesła i różnych dodatków;) Będę wymieniać resztę mebli, ale ze względów logistycznych będzie to rozłożone w czasie:) Niemniej mam już 2-3 potencjalne wizje zmian;) Czy nagle zostałam minimalistką? Cóż, jeden miesiąc bez zakupów wiosny nie czyni. Jednak z pewnością można zauważyć, że w ubiegłym roku kupowałam dużo rozsądniej niż w latach ubiegłych. Efekty widzę nawet po zmniejszeniu ilości zapasów. A o zapasach pisałam prawie rok temu KLIK. Na pewno mogę jednak stwierdzić, że w grudniu oczyściłam przestrzeń. Przede wszystkim tą mieszkaniową. Pozbyłam się już niemal wszystkiego co zbędne, co gdzieś tam mnie uwierało albo zagracało miejsce w szafkach. Świetnie wpłynęło to na moją psychikę;) Oby wszystko zmieściło się w nowych meblach jak już je kupię bo przecież nie na darmo oczyszczałam:P Co tam jeszcze? Odnowiłam domenę, więc na pewno przez kolejny rok nie dam Wam spokoju;) Pomysłów mi nie brakuje, a jedynie czasu na realizację ich wszystkich, ale będę opracowywać plan bardziej wydajnego działania;) Skoro wywody mamy już za sobą to możemy przejść do kosmetycznych nowości grudnia;)


Uroczy mikołajkowy prezent od Ines Beauty, czyli kilka produktów marki Sephora - paletka do makijażu powiek oraz balsam do ust z kolekcji świątecznej Winter Wonderland i Hair Sleeping Mask. A także ściereczka do demakijażu Mini Make Up Eraser, Deep Sleep Pillow Spray, czyli spray ułatwiający zasypianie, maseczka Caolion oraz dobrze mi znany błyszczyk Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w odcieniu 03, który jest praktycznie niewidoczny na moich ustach, ale bardzo lubię mazidełka z tej linii:) Lampka lisek to z kolei jeszcze listopadowy prezent od Ani, która wydarła ją dla mnie niemal z podziemia:D Na liskowy balsam do ust radziłabym uważać gdyż wysusza zamiast nawilżać, ale ściereczka do demakijażu jest równie dobra jak Glov, a dzięki podłużnemu kształtowi można zmywać dwoje oczu na raz;) Maseczkę do włosów zrobiłam w noc przed Wigilią i chyba dobrze mi zrobiła bo pytali czy farbowałam;)
Naturativ to marka, którą znam dość dobrze. A od początku grudnia mam w użyciu balsam do dłoni Hand SPA, balsam do biustu oraz maseczkę 360˚AOX. Już wkrótce pojawi się kilka słów na ich temat.
Nowe dziecko Resibo, czyli Resibo Glow. Jest też niespodzianka dla Was, ale to już przy okazji wzmianki o produkcie:)
Nie zabrakło też nowości z azjatyckich zakątków, które szły sobie jeszcze od listopada, a doszły w grudniu. Wśród nich dwa niebieskie produkty (a jakże!) Laneige Eye Sleeping Mask i Laneige Water Bank Essence oraz produkty do ust, czyli dwie pomadki Innisfree - Canola Honey Lip Balm i Canola Honey Lip Balm Deep Moisture, a także peeling do ust A'PIEU Coffe Lip Scrub Amelipcano (bo kawowy!).

Całkiem niedawno swoje podwoje otworzyła nowa marka D'Alchemy. Firma ta czerpie z bogactwa roślin i naturalnych składników, a jednocześnie stawia na ciągły rozwój, badania oraz holistyczne podejście do pielęgnacji. W moje ręce trafił Age-Delay Eye Concentrate, czyli koncentrat pod oczy niwelujący oznaki starzenia gdyż moje okolice oczu są niestety szczególnie wymagające. Do kompletu mam również miniaturę Intense Skin Repair Oil, czyli intensywnie regenerującego olejku do twarzy oraz mini płyn micelarny
Akcesoria do makijażu oraz baza pod podkład mineralny Annabelle Minerals, czyli marki, którą znam już od dawna.
Zawitał do mnie również Mikołaj z Rossmanna, obdarowując mnie produktami, które w większości miałam zamiar wypróbować:) Wśród nich znalazła się paletka cieni do powiek Sin Skin, Alterra olejek do ciała Piwonia Bio i Migdały Bio, nowy krem do stóp Fusswohl z solą morską oraz ekstraktem z limonki, kilka nowości Isana, czyli pianki pod prysznic, odżywka do rzęs, krem do rąk i maska 2w1 Almond Dream i pomadka Cranberry Cupcake. A także coś słodkiego, co u mnie jest zawsze mile widziane:) Wszystko chętnie wypróbuję, a właściwie sporo już wypróbowałam:) Moje wątpliwości wzbudza jedynie odżywka do rzęs, ale z tego co widziałam opinie ma dobre, więc może i mnie jakaś rzęska wyrośnie;)
Nowy suchy olejek do ciała Nivea Rich Nourishing Body Oil
Jak również szampon micelarny i klasyczna pomadka w odświętnym brokatowym opakowaniu. Nivea szalała w grudniu;)


Jest też prezent od Rudego Mikołaja. Peeling śliwkowy i cynamonowa kula do kąpieli Ministerstwo Dobrego Mydła. Trochę się uszkodziły w przesyłce, ale zapachy zwaliły mnie z nóg i z przyjemnością zużyłam.
Świąteczne życzenia od marki Bell, zawierające kilka produktów z Bell Hypoallergenic oraz kolekcję limitowaną Bell Frozen Baroque. Zwykłych lakierów nie używam, ale np. baza pod cienie mnie uratowała gdyż moja poprzednia zaginęła niestety w akcji;)
Tuż po świętach gdy błogo sobie odpoczywałam, zawitał do mnie prezent od Interendo. Pomyślałam sobie, że biedny kurier:D W paczce znalazłam krem do rąk w piance Balea, Blotterazzi, Cosrx Centella Blemish Cream, puder Innisfree, serum i maseczkę Skinfood Black Sugar oraz paletkę cieni The Face Shop.
Na koniec bardzo kreatywna przesyłka od Naturativ zawierająca rozświetlający olejek do ciała, maseczkę łagodząco-nawilżającą, sylwestrowo-noworoczne życzenia oraz uroczą koronkową maskę karnawałową, która ucieszyła mnie szczególnie;) O olejku pisałam już dawno temu - występował wtedy pod poprzednią nazwą KLIK

I to już wszystkie nowości z grudnia:) Mam nadzieję, że jesteście ze mnie dumne:P A może byłyście równie grzeczne jak ja?;)

Zobacz też:


Czytaj dalej »

niedziela, 31 grudnia 2017

Korektor mineralny na cienie pod oczami – jaki odcień wybrać, jak aplikować i o czym warto pamiętać? Lily Lolo PeepO oraz Cream Soda!

Cześć Dziewczyny!
Na ogół nie mam większych problemów z cerą, takich jak trądzik, przebarwienia czy piegi (to ostatnie oczywiście zdaniem niektórych dowodzi o uroku posiadaczki, ale dla mnie byłoby problemem, więc oddycham z ulgą, że mnie nie dotyczy). Jest jednak jedna rzecz, która spędza mi sen z powiek i to odkąd pamiętam bo już od dzieciństwa. Tak… to cienie pod oczami. Paskudne cienie pod oczami. Może przesadzam. Wszak znam takich co mają gorsze, ale prawda jest taka, że nie patrzę na cudze wady – patrzę na swoje! A wśród nich bez dwóch zdań jawią się całkiem dorodne cienie. Moja cera naprawdę nie wymaga nakładania podkładów. Wystarcza mi puder lub cienka warstwa minerałów. Ale korektor pod oczy to już inna sprawa:) I o ile nie lubię płynnych formuł to w przypadku korektorów nie wyobrażałam sobie tych pudrowych, tym bardziej sypkich. Obawiałam się ich mocno i podchodziłam do nich nieśmiało, z ogromną rezerwą. Aż w końcu podjęłam ryzyko i sprawdziłam potencjał Lily Lolo tkwiący w mineralnym korektorze PeepO oraz mineralnym cieniu Cream Soda

zdjęcie ukazujące korektor Lily Lolo PeepO

Korektor mineralny na cienie pod oczami. Jaki odcień wybrać?



Wybór odpowiedniego odcienia korektora nie jest łatwym zdaniem. Przekonałam się o tym nie raz. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do większości kobiet, nie należę do osób o jasnej i chłodnej karnacji. Moja karnacja jest średnia w kierunku nieco ciemniejszej, ciepła, z żółtymi, a nawet lekko pomarańczowymi tonami… Wiele popularnych korektorów wygląda na mnie tak jakbym wysmarowała się czymś białym:) Rozświetlenie i lekkie rozjaśnienie cery jest zawsze w cenie, ale nie aż takie żeby odbierało mi naturalny wygląd, stylizując mnie na ćwierć Królewnę Śnieżkę;) Nic nie brzydzi mnie tak jak nadmierne przerysowanie i sztuczność. Nawet to stworzone pod pozorem uzyskania perfekcyjnego wyglądu. Poza tym ja lubię naturalny odcień swojej cery;) No może z wyjątkiem owych cieni:)

Jaki więc odcień wybrać?


zdjęcie przedstawiające Lily Lolo Cream Soda

Jeśli nasze cienie nie są zbyt spektakularne, ale zależy nam na delikatnej korekcie niedoskonałości i jednocześnie bardzo naturalnym wyglądzie, warto postawić na cień mineralny Lily Lolo Cream Soda.
Używanie cienia do powiek w roli korektora pod oczy może zaskakiwać. Mnie również lekko zadziwiła ta możliwość, ale minerały mają to do siebie, że dają spore pole do popisu. Dodatkowo zyskujemy bardzo uniwersalny produkt, który możemy wykorzystać tradycyjnie jako cień, jako cień bazowy i właśnie jako korektor. Formuła Cream Soda jest satynowa, a jego odcień kremowo-waniliowy. To taki delikatny uniwersalny kolor. Nie zakryje w pełni mocnych cieni, ale poradzi sobie z tymi lżejszymi oraz w sytuacjach gdy stawiamy na lekki makijaż make-up no make-up. Ja chętnie wykorzystuję go na co dzień. Jest raczej jasny, ale po lekkim przypudrowaniu lub w połączeniu z podkładem mineralnym kolor ładnie się wtapia nawet u mnie. 
zdjęcie przedstawiające Lily Lolo Cream Soda swatch
Lily Lolo Cream Soda

Jeśli natomiast mamy znaczne cienie pod oczami, wręcz sińce, które niekiedy wpadają nawet w fiolet albo brąz, warto postawić na żółty mocno napigmentowany korektor np. Lily Lolo PeepO
zdjęcie przedstawiające Lily Lolo korektor PeepO
Intensywnie żółte korektory są wręcz stworzone do makijażu kamuflującego, w tym rozległych cieni pod oczami. PeepO jest dość jasny lecz posiada intensywny odcień. Lekko obawiałam się tego odcienia bo mimo iż moja cera posiada żółte tony to w perfumeriach zawsze polecano mi żeby wybierać żółte, ale nie przesadnie żółte odcienie gdyż w przeciwnym wypadku mogą się zbyt mocno odcinać. Jednak przy dobraniu odpowiedniej ilości (1 lub max. 2 cienkie warstwy) i połączeniu z pudrem kolor się nie odcina, a uzyskuję ładne rozjaśnienie okolic oczu. Ten korektor jest dużo bardziej kryjący niż Cream Soda. Dlatego jest w sam raz dla kobiet, które borykają się z problemem cieni. Czasami nakładam również odrobinę na tradycyjny korektor. Dzięki mocnej pigmentacji wystarczy naprawdę odrobina korektora PeepO. Ciekawostką jest to, że niektóre kobiety o typowo żółtym podtonie skóry stosują PeepO na całą twarz, zamiast podkładu mineralnego. Jeśli odcień pasuje idealnie to cienka warstwa korektora mineralnego zamiast podkładu będzie naprawdę świetnym rozwiązaniem, a małe opakowanie sprawi, że super sprawdzi się podczas wyjazdów. W moim przypadku stosowanie na całą twarz nie jest aż tak dobrym pomysłem, ponieważ moja cera taka znowu czysto-żółta nie jest:) PeepO pozostawiam więc sobie typowo na cienie pod oczami.
zdjęcie przedstawiające Lily Lolo korektor PeepO swatch
Lily Lolo korektor PeepO


Korektor mineralny – jak przygotować skórę przed aplikacją?



Zasada jest praktycznie taka sama jak przy podkładach mineralnych. Korektor mineralny nakładamy na odpowiednio oczyszczoną i dobrze nawilżoną skórę. Ważne żeby poczekać na pełne wchłonięcie się kremu pod oczy. W przeciwnym wypadku korektor może nam brzydko osiąść w załamaniach skóry. Najlepiej postawić na lekkie i szybko wchłaniające się kremy pod oczy. Z korektorami pod oczy fajnie współpracuje np. krem pod oczy Organique Terapia Odmładzająca. Wszak natura za zwyczaj dobrze koresponduje z minerałami;)


Jak nakładać korektor mineralny?



Korektor można nakładać przed albo po nałożeniu podkładu. W przypadku korektorów mineralnych najbardziej optymalnie jest nałożyć cieniutką warstwę podkładu mineralnego, następnie korektor i na koniec znów odrobinę podkładu. Warto jednak przetestować różne warianty i znaleźć sposób najlepiej dopasowany do indywidualnych potrzeb.


Korektor mineralny najlepiej aplikować przy użyciu pędzla lub specjalnej mini gąbeczki. Lily Lolo posiada w ofercie pędzel dedykowany korektorom mineralnym – Brown Concealer Blush. Ja akurat tego konkretnego nie posiadam, ale bez problemów poradziłam sobie korzystając z innego. Wypróbowałam także metodę nakładania korektora przy użyciu mini jajeczka i muszę przyznać, że oba te sposoby zdają u mnie egzamin i nie sprawiają większych problemów:)


W jaki sposób aplikować korektor mineralny na okolice oczu?


Zasada jest prosta – pokrywamy okolice pod oczami tworząc kształt trójkąta. Ta metoda długo budziła moje wątpliwości gdyż wydawała mi się przesadna, ale rzeczywiście nakładając korektor tworząc półkola, tylko wyraźniej podkreślamy granicę między cieniami, a dalszymi partiami twarzy. Natomiast „namalowanie trójkątów” powoduje, że produkt lepiej wtapia się w skórę i zacieramy granice:) Jeśli potrzebujemy mocniejszego krycia, nakładamy dodatkową cienką warstwę. Polecam jednak zachować umiar by twarz wyglądała naturalnie:) Niewielka ilość korektora mineralnego pozwala na całkiem dobry kamuflaż bez osadzania się produktu w załamaniach skóry. 

Wady korektorów mineralnych

Sypka formuła korektorów mineralnych powoduje, że najpierw musimy wyspać odrobinę produktu na wieczko, a następnie zanurzyć w nim pędzel, lekko otrzepać o brzegi i dopiero aplikować. W przypadku tradycyjnych płynnych lub kremowych korektorów proces ten przebiega nieco szybciej gdyż często wystarczy wycisnąć odpowiednią ilość produktu z tubki i rozprowadzić opuszkami palców. Nie jest to jednak kolosalna różnica w czasie. Zajmuje mi to po prostu kilkanaście sekund dłużej;) Druga wada jest taka, że łatwiej o niekontrolowany wypływ produktu. Korektor może nam się rozsypać (oczywiście nie sam tylko w wyniku chwili nieuwagi;)). Jednak opakowania Lily Lolo posiadają wygodne i funkcjonalne osłonki. Wystarczy zatem pamiętać by po użyciu zasunąć zawartość;) Ja często myślę o niebieskich migdałach, a jeszcze żaden minerał mi się nie rozsypał (z wyjątkiem cienia Lorigine, ale to już była wina kiepskiego opakowania). Poza tym nie dostrzegam wielkich wad. Korektor mineralny okazał się być dla mnie całkiem przystępnym, "życiowym" produktem do makijażu:) Nie było się czego obawiać.


Korektory mineralne Lily Lolo przeznaczone do maskowania różnych niedoskonałości skóry (nie tylko cieni) znajdziecie w Costasy


Stosujecie korektory mineralne? Czy również budziły Wasze obawy? Borykacie się z cieniami pod oczami czy może dokuczają Wam inne niedoskonałości? 


Ps. Szczęśliwego Nowego Roku!:*
Czytaj dalej »

piątek, 29 grudnia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku – makijaż i paznokcie!

Cześć Dziewczyny!
Święta, święta i po świętach! Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie się cieszę, że już po!:) W tym roku ten świąteczny czas wyjątkowo, wręcz nieprzeciętnie mnie rozleniwił. Do tego stopnia, że przez 3 dni nie włączałam komputera i nie wiedziałam czy w końcu zmobilizuję się do powstania tego wpisu. A jeśli ja (JA!) nie wiedziałam czy przygotuję wpis to zapewniam Was, że było ciężko! Wszak znana jestem z tego, że choćby się waliło i paliło to nie ma opcji żeby nie powstał nowy materiał na bloga;) Dlatego nie ma to jak zwyczajny, przyzwoity dzień powszedni… A wraz z nim całkiem odświętny wpis, na który przyszło czekać cały rok! Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci! W całej „karierze” tego bloga napisałam już parę tego typu podsumowań, ale tym razem dokonałam bardzo ścisłej selekcji i w ramach ulubieńców oraz odkryć roku pojawiło się jedynie 9 produktów!

zdjęcie przedstawiające kosmetycznych ulubieńców 2017 roku

Kosmetyczne odkrycie 2017 roku – naklejki termiczne na paznokcie Manirouge!

zdjęcie przedstawiające kosmetyczne odkrycie 2017 roku, czyli naklejki termiczne Manirouge

Z satysfakcją mogę stwierdzić, że w tej kategorii nie miałam nawet najmniejszego problemu z wyborem:) A dodatkowo jestem dumna, że Manirouge to nasza polska marka! Mam nadzieję, że w 2018 roku będzie się prężnie rozwijać i jeszcze nie raz zaskoczy fantazyjnym wzornictwem oraz nietypowymi rozwiązaniami na miarę naszych czasów. Czasów postępu, ale i… permanentnego pośpiechu bo Manirouge jest idealnym rozwiązaniem dla kobiet, którym marzy się oryginalny manicure, ale nie mają wystarczającej ilości czasu lub zdolności żeby namalować misterne wzory! Rok temu zachwyciłam się tym, że mogę we własnym domowym zaciszu stworzyć manicure hybrydowy i nadal cieszę się z tej możliwości. Jednak w tym roku to Manirouge sprawiło mi dużo więcej radości. Zwłaszcza, że usunięcie ozdób termicznych nie wymaga użycia acetonu:) Zresztą Manirouge jest tworem na tyle elastycznym i nowoczesnym, że można je połączyć z manicure hybrydowym. A tradycyjne lakiery? To już dla mnie prehistoria. O tym co to jest Manirouge, jak nakładać i usuwać przeczytacie TUTAJ. Natomiast prezentację paru wzorów z kolekcji świąteczno-zimowej, która aktualnie jest w promocji znajdziecie TUTAJ. Dla mnie wielki hit, po który sięgam z przyjemnością!

Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż twarzy


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu twarzy

Z produktów do makijażu twarzy wybrałam tylko 2 kosmetyki! Nie lubię tradycyjnych płynnych podkładów, więc na próżno ich szukać wśród moich ulubieńców;) W tym roku nadal byłam wierna formułom sypkim, czyli minerałom, a także podkładowi w pudrze z Givenchy. Dlatego na tym polu nie ma nic nowego:) Po prostu byłam wierna temu co poznałam wcześniej:) Lubię jednak dobre wykończenie makijażu, a także róże, bronzery i rozświetlacze. Dlatego postanowiłam wybrać coś z tej kategorii i tutaj trafiłam na sporo godnych produktów:) Wśród pudrów wykończeniowych zwyciężył matujący ryżowy puder prasowany marki Ecocera, do którego podchodziłam sceptycznie, ponieważ jego cena jest strasznie niska, a opakowanie delikatnie mówiąc mało wyrafinowane. Okazało się jednak, że jego wnętrze jest naprawdę bogate, a dzięki temu, że jest prasowany, zajmuje mniej miejsca i sprawia, że mogę go użyć naprawdę szybko:) Pachnie delikatnie, dobrze matuje i wygładza skórę. Drugi produkt dla odmiany kosztował miliony monet, ale nie żałuję, ponieważ nie dość, że jest bardzo wydajny to jeszcze wielofunkcyjny. Służy mi jako róż, bronzer, a nawet delikatny rozświetlacz. Dodatkowo jego opakowanie cieszy oko. Taki właśnie jest Sisley L’Orchidee


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż oczu


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu oczu

W przypadku makijażu oczu i okolic, stawiam na proste i trwałe rozwiązania. W kwestii brwi taki efekt zapewnia mi zestaw do brwi Lily Lolo Eyebrow Duo Dark! Dzięki niemu mogę w szybki sposób podrasować swoje marne z natury brwi bez krzty przerysowania, a makijaż utrzymuje się bez skazy aż do momentu jego usunięcia. Przechodząc już do oczu, nie ma makijażu bez tuszu. W tej dziedzinie najlepiej sprawdziła się u mnie jedna z nowości L’Oreal, czyli Paradiste Extatic. Wolałabym może nieco bardziej finezyjną szczoteczkę, ale z efektów jestem naprawdę zadowolona. Dla mnie to najlepszy tusz tego roku. Fajnie nadać swoim powiekom nieco koloru, a żeby odcień był trwały i głęboki, warto użyć dobrej bazy. I tutaj mamy mały psikus, ponieważ ulubieńcem w tej dziedzinie została baza pod cienie Bell Hypoallergenic, która jakiś czas temu w całkiem niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła w akcji;) Miałam jednak w zanadrzu bazę z najnowszej limitki tej samej marki – Bell Glitter Eyeshadow Base, która okazała się inna pod względem technicznym (rzadsza i nieco połyskująca), ale finalnie równie dobra! Z czystym sumieniem mogę polecić obie! No i cienie do powiek. Można mieć niezliczoną ilość paletek cieni do powiek, ale moim absolutnym sztosem okazał się niepozornie wyglądający cień do powiek Nabla w odcieniu Absinthe. Przebija każdą moją paletkę cieni do powiek, a uwierzcie, że nie mam byle jakich:) Czym przebija te wszystkie moje paletki? Ano tym, że jest to cień samowystarczalny. Jeden cień daje taki efekt jakbym nałożyła 3 i muszę powiedzieć, że kiedy mam go na powiekach to wiele osób nie wierzy, że naprawdę użyłam tylko jednego jedynego cienia;) A jednak! Jego mocy niestety nie widać w pełni w recenzji (a jest naprawdę dobrze napigmentowany), ale coś tam widać;) Możliwe, że w przyszłym roku powiększę rodzinę cieni Nabla:) Jeśli każdy jest tak dobry jak odcień Absinthe to naprawdę warto.


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż ust

zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu ust

Na koniec makijaż ust. Jak wiadomo nie od dziś, moje usta są skłonne do wysuszenia, więc nie nakładam na nie co popadnie;) Bardzo polubiłam pomadkę Innisfree Glow Tint Lip Balm #Garden Balsam, która jednocześnie nadaje kolor i chroni skórę warg. Bardzo ładnie podbija czerwień ust i wiem, że miałam uzupełnić wpis o zdjęcie na ustach, ale niestety jeszcze tego nie zrobiłam (nadrobię!). Drugim zwycięskim produktem do ust jest Nabla Dreamy Matt Liquid w odcieniu Grand Amore. Nie jest to co prawda pomadka, której używam na co dzień, ale jestem z niej naprawdę bardzo zadowolona. Dobrze się czuję w tym kolorze, ładnie pachnie, nie wysusza i jest trwała!


I to już wszyscy ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci. Linki do osobnych recenzji znajdują się w tekście;) Książka, którą widzicie w tle to Face Paint. Historia makijażu. Jest bardzo ładnie wydana i fajnie napisana:)
 

Napiszcie czy znacie któreś z tych kosmetyków? Chętnie się też dowiem co należy do Waszych makijażowo-paznokciowych hitów tego roku. Zdradźcie choć jeden ulubiony produkt! 

Czytaj dalej »