niedziela, 23 grudnia 2018

Smashbox 24 Hour Photo Finish Shadow Primer baza pod cienie do powiek!

Niedawno na blogu pojawili się makijażowi ulubieńcy 2018 roku, a wśród nich m.in baza pod cienie do powiek Smashbox 24 Hour Photo Finish Shadow Primer. Z uwagi na ten przedświąteczny czas, postanowiłam postawić na jakiś luźny wpis i napisać kilka słów o tej bazie:)
 

Smashbox 24 Hour Photo Finish Shadow Primer, najlepsza baza pod cienie do powiek


Smashbox 24 Hour Photo Finish Shadow Primer


Według producenta baza pod cienie Smashbox natychmiast nada cieniom nałożonym na powieki świeżości, a także zapobiegnie ich blaknięciu, rozmazywaniu się i łuszczeniu nawet przez 24 godziny. Baza jest odporna na pot oraz warunki atmosferyczne takie jak wilgotność powietrza.


Baza zapakowana została w kartonowe opakowanie. Wewnątrz znajdziemy czarno-srebrną tubkę o pojemności 12ml. Baza jest ważna przez 24 miesiące od otwarcia i myślę, że przy normalnym użytkowaniu przez jedną osobę może nawet na tyle wystarczyć;) Obecny egzemplarz posiadam od marca i zużyłam poniżej połowy. Forma tubki jest wygodna i pozwala na dość łatwe dozowanie produktu w minimalnych ilościach. Owa tubka ma jednak tendencję do pękania (miałam tę bazę już kiedyś) choć akurat obecna sztuka póki co nie pęka;) 
najlepsza baza pod cienie do powiek
Baza posiada dość gęstą, kremową konsystencję i delikatny zapach, który ciężko mi określić. Niby nie pachnie niczym, a jednak coś wyczuwam;) Tak jakby kredki do malowania;) Baza posiada jasno-różową barwę, co według mnie jest minusem. Wolę, gdy bazy są beżowe;) Ostatecznie i tak nakłada się na nią cienie, więc nie ma to znaczenia;) Baza jest w moim odczuciu nieco tłustawa, ale gładko się aplikuje. Producent zaleca odczekać minutę zanim rozpoczniemy swoją zabawę z cieniami i z pewnością lepiej tak postąpić;) Czy rzeczywiście jest taka trwała? Nie jestem w stanie stwierdzić czy cienie na tej bazie wytrzymają całą dobę, ale mnie osobiście ta baza nie zawiodła. Cienie spokojnie wytrzymują od rana do wieczora albo od wieczora do rana;) Baza dobrze współpracuje ze wszystkimi posiadanymi przeze mnie cieniami i ładnie je podbija. W tej chwili korzystam z cieni Nabla, Becca, Zoeva, a także z paletki Maxineczki. Reszta mi się znudziła i zwyczajnie rozdałam;) Niemniej gdy miałam wcześniejszy egzemplarz, używałam tej bazy również z innymi cieniami i zawsze było w porządku. A muszę zaznaczyć, że mam typowo tłustą powiekę i nakładanie cieni solo nie jest najszczęśliwszym pomysłem;) Cienie nałożone na tą bazę nie blakną i nie rozmazują się:) Jak najbardziej polecam. Marka Smashbox dostępna jest w Sephorze.


Znacie bazę pod cienie Smashbox? Jakiej bazy używacie?
Czytaj dalej »

piątek, 21 grudnia 2018

Resibo naturalny krem do rąk!

O stan dłoni powinniśmy dbać cały rok, ale to przeważnie zimą wykazujemy się największą troską o nie:) Niższe niż zwykle temperatury i sezon grzewczy w przypadku wielu osób sprzyjają wysuszeniu, podrażnieniu, a niekiedy nawet pękaniu skóry dłoni. Ostatnio marka Resibo pracuje intensywnie nad nowymi produktami i jedną z nowości jest naturalny krem do rąk, czyli coś, czego zdecydowanie brakowało w ich asortymencie. Swoją tubkę już zużyłam i postanowiłam podzielić się wrażeniami.


Resibo naturalny krem do rąk



Jest to kosmetyk, który ma za zadanie nie tylko nawilżać, łagodzić i regenerować skórę dłoni, ale także działać na nie przeciwstarzeniowo dzięki zawartości oleju marula.


Krem do rąk Resibo został opakowany w 75ml tubkę o szacie graficznej, która od razu wskazuje, z którym producentem mamy do czynienia. Jego zamknięcie jest wygodne, na zatrzask, więc nie musimy się bawić w odkręcanie;) 
Krem posiada jasną barwę, a jego konsystencja zdecydowanie należy do tych lekkich, szybko wchłaniających się;) Nie musimy się, więc obawiać o tłuste plamy na klawiaturze, jeśli np. mamy ochotę używać go podczas pracy przy komputerze. Ja jak wiecie jestem zwolenniczką używania kremów do rąk wyłącznie wieczorem. Nakładam grubszą warstwę i na kilka minut dodatkowo zakładam bawełniane rękawiczki (wiem, że niektórzy zakładają na całą noc, ale moim zdaniem te kilka minut przy dobrym kremie naprawdę wystarcza;)) Chociaż muszę Wam powiedzieć, że zapach tego kremu nawet mnie parę razy skłonił do użycia w ciągu dnia. Zwłaszcza, gdy humor mi nie dopisywał, bo według mnie krem pachnie radośnie;) Ciężko jednoznacznie określić mi tę woń, ale dla mnie jest wyjątkowa i zdecydowanie jest to najładniej pachnący produkt Resibo (a miałam ich większość;)). Ja wyczuwam w nim delikatne nuty zielonej herbaty, ale takie nieoczywiste:) Na Instagramie dostałam kilka pytań właśnie o to czy aby ten krem nie śmierdzi, ponieważ jak wiemy – naturalne kosmetyki nie zawsze ładnie pachną. Wszystko jest kwestią gustu, ale dla mnie pachnie bardzo ładnie i zarazem subtelnie:) 
Co jednak z działaniem? Przyznam bez bicia, że byłam bardzo zadowolona. Nie dość, że krem posiada lekką konsystencję i przyjemny zapach to jeszcze nawilża niczym odżywcze masełko:) Spełnione zostało moje najważniejsze wymaganie, czyli żebym nie czuła konieczności smarowania dłoni w ciągu dnia. Wystarczyło wieczorem, a za dnia tylko wtedy, gdy chciałam sobie poprawić humor jego zapachem, czyli czysto dla sportu:) Rzadko piszę o kremach do rąk bo mimo nakładania raz dziennie (grubszą warstwą) szybko je zużywam, ale ten zdecydowanie polecam. Najchętniej zrobiłabym roczny zapas:D I tym radosnym akcentem możemy chyba zakończyć dzisiejszy wpis:)


Znacie krem do rąk Resibo? Jak jest u Was z pielęgnacją dłoni?
Czytaj dalej »

wtorek, 18 grudnia 2018

Najlepsze kosmetyki do makijażu 2018!

Przyszła pora na ulubieńców 2018 roku w obrębie makijażu:) No może mogłabym się jeszcze wstrzymać, ale już dobrze wiem co polubiłam najbardziej, więc po co to przeciągać;) Kolorówka ma zresztą to do siebie, że szybciej można dostrzec jej potencjał;) Nie będę jednak ukrywać, że część z tych produktów mam od wielu miesięcy. Pod względem makijażu 2018 był dobrym rokiem, choć zdarzyło mi się również trafić na gorsze produkty. Ich wadliwość polegała jednak głównie na tym, że były dla mnie zbyt jasne;) Może nawet pojawi się wpis o rozczarowaniach tego roku. Coś tam się znajdzie, jeśli czas pozwoli;) Na razie skupmy się jednak na tym, co pozytywnie mnie zaskoczyło, czyli na moich top kosmetykach z kolorówki:)

ulubione kosmetyki w 2018 roku

Zacznijmy od makijażu oczu:) Już w ubiegłym roku chwaliłam markę Nabla, a 2018 tylko mnie utwierdził w zachwytach;) Z tego, co zaobserwowałam, w ostatnim czasie marka mocno zyskuje na popularności. Nic w tym dziwnego, ponieważ wypuszcza naprawdę świetne produkty. Bardzo polubiłam paletkę Nabla Dreamy, ale Nabla Posion Garden, którą mam od drugiej połowy listopada wydaje mi się jeszcze lepsza i bardziej napigmentowana. 


Jeśli już jesteśmy przy cieniach to przyda się dobra baza pod nie;) Na miano ulubieńca w tym zakresie zasługuje Smashbox 24 Hour Photo Finish Shadow Primer. To małe oszustwo, ponieważ tą bazę miałam okazję poznać już wcześniej, ale można powiedzieć, że to było dawno i nieprawda. Aktualną tubkę mam od marca i zużyłam coś poniżej połowy, więc jest wydajna. Bardzo dobrze utrzymuje cienie na swoim miejscu nawet na moich tłustych powiekach. Recenzja jeszcze się nie pojawiła, ale jest zaplanowana:)


Najlepszym korektorem na cienie pod oczami w tym roku został Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer, który miał już swoją recenzję. A jakże:)


A najlepszy tusz do rzęs to już wiecie z niedawnego wpisu Oriflame The One Wonderlash 5w1 XXL. Wyszukana nazwa, ale warto:)
najlepsze kosmetyki do makijażu 2018, Ulubieńcy 2018 roku makijaż

Przejdziemy teraz do twarzyczki i tutaj sytuacja jest nieco bardziej złożona:) Szczerze nienawidzę podkładów, ale w tym roku zdarzył się cud i w końcu trafiłam na coś porządnego, czyli Bell Nude Liquid Powder. Niedrogi, a potrafi dogodzić nawet anty-podkładowej Ewelinie:) Teraz co prawda go nie używam, ponieważ zimą wolę pudry i minerały z uwagi na to, że pozostawiają mniej śladów na tych wszystkich kurtkach i szalikach. Ale z pewnością wrócę do niego wiosną:) Skoro to jedyny podkład, który lubię to chyba mówi samo za siebie;) 

A co zatem z pudrów i minerałów, pełniących u mnie również funkcję podkładów?;) Bardzo dobrze sprawdził się u mnie Oriflame Giordani Gold, którego upodobałam sobie również na krótkie wyjazdy, ponieważ kompaktowa puderniczka nie zajmuje wiele miejsca. Listopad przyniósł natomiast pozytywne zaskoczenie odnośnie pudru Jane Iredale. Wpis na temat 3 produktów tej marki na pewno się pojawi, więc zapraszam ponownie za jakiś czas po więcej informacji;)  

Too Faced Sweetie Pie to takie kombo:) Tak naprawdę może być dla mnie zarówno różem, bronzerem jak i lekkim rozświetlaczem:) W dodatku ładnie pachnie i ma przyjemną formułę;) Tak bardzo tak! 

To małe brązowe ze srebrnym środkiem wyglądające jak jakieś Ufo to nic innego jak rozświetlacz Becca Opal;) Mam go krótko, bo jakoś od drugiej połowy listopada, ale świeci? Świeci… i to jak! Może będzie jakiś wpis, zobaczymy;) 

unicorn nails, zdobienia paznokci, paznokcie jednorożce

chmurki na paznokciach, think blink neonail, lilou pierścionek piórko
Jeśli miałabym napisać coś o paznokciach to latem powróciłam do hybryd i od tego czasu noszę je bez przerwy. Upodobałam sobie przeróżne zdobienia i przekonałam się do długich paznokci, a nawet do zupełnie innego kształtu. Zdjęcia manicure co jakiś czas publikuję na Instagramie. Najbardziej lubię w rękawie:P

Sorki za ten rozmaz gdzieniegdzie na zdjęciach, ale robiłam je w totalnych ciemnościach, a nie mam żadnych lamp, blend i innych wynalazków:D Produkty w przypadku których pojawiły się recenzje są podlinkowane, więc można przeczytać o nich więcej.


I to by było na tyle, jeśli chodzi o makijażowych ulubieńców 2018 roku. A Was co szczególnie ujęło? 

Czytaj dalej »

sobota, 15 grudnia 2018

Too Faced Sweetie Pie!

Nie jestem fanką konturowania. Zresztą przy mojej szczupłej twarzy tego typu zabiegi są zbędne, bo nie bardzo jest co dodatkowo wyszczuplać. Ale drobna twarz ma też swoje plusy. Jakby nie patrzeć, często słyszę, że mam ładnie wyrzeźbione kości policzkowe. Nawet gdy niczym ich nie potraktuję;) Mogę sobie pozwolić również na te rozświetlające bronzery, których wiele osób unika. Jednak mimo braku wielkiej potrzeby zawsze przyciągały mnie bronzery, róże i paletki do konturowania;) Pewnie dlatego, że są ładne. Co sprawia, że z chęcią po nie sięgam;) W marcu za sprawą Interendo trafił do mnie bronzer Too Faced Sweetie Pie i o ile na balsam Czarszki musiałam ponarzekać to między mną, a tą słodką brzoskwinką jest miłość aż do teraz;)



Too Faced Sweetie Pie



Według producenta Sweetie Pie to zestaw 4 odcieni, które idealnie wtapiają się w skórę. Mają one za zadanie podkreślić, wyrzeźbić, a także rozświetlić cerę, nadając jej promienny wygląd. Dodatkową przyjemność stosowania ma stanowić zapach brzoskwini połączony ze śmietanką figową;)

Sweetie Pie otrzymujemy w kartoniku typowym dla brzoskwiniowej serii Too Faced. Jest więc słodko i uroczo. Zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz;) Puderniczka jest porządnie wykonana. Od wiosny nic złego się z nią nie stało mimo użytkowania zarówno w domowej toaletce jak i w podróży. Ale nie ukrywam, że ja o swoje kosmetyki dbam i raczej nie są porozrzucane gdzie popadnie;) 

Puder posiada przyjemną konsystencję. Ani zbyt twardą ani za miękką. Nie osypuje się i nie kruszy. Zapach początkowo mnie rozczarował, bo liczyłam na typową brzoskwinkę. Taką jak np. w brzoskwiniowym balsamie do ust z Tonymoly (soczystą i orzeźwiającą). A dostałam taki bardziej jogurt/serek brzoskwiniowy… Jednak biorąc pod uwagę, że producent deklaruje brzoskwinkę wraz ze śmietanką figową, można stwierdzić, że rzeczywiście tak jest. I choć nie jestem szczególną entuzjastką aromatyzowanych kosmetyków do makijażu to nie ukrywam, że w tym przypadku zapach umila aplikację. Paradoksalnie dzięki temu zapachowi używam go wyjątkowo chętnie;) Sweetie Pie to tak naprawdę mix odcieni brązu, różu, subtelnego złota i jasnego rozświetlacza. Według mnie odpowiednio aplikowany, powinien się sprawdzić przy większości karnacji. Nie określiłabym go jako ciemny ani pomarańczowy. Ale szczególnie ładnie komponuje się z cieplejszą cerą;) Pięknie podkreśla opaleniznę latem i lekko ociepla cerę również, gdy jest już nieco jaśniejsza. W moim przypadku potrafi z powodzeniem zastąpić 3 produkty - bronzer, róż, a nawet delikatny rozświetlacz, ponieważ po jego użyciu twarz nie jest płaska. Jest wręcz promienna, ale bez nachalnych drobinek. Najczęściej jednak stosuję go jako róż mieszając ze sobą wszystkie jego odcienie. Pasuje do mojej cery idealnie. Do tego stopnia, że zdetronizował ulubiony róż Sisley;) Sprawdza się zarówno na co dzień gdy delikatnie muskam nim skórę jak i na większe okazje:) Jestem z niego niezwykle zadowolona;) Jeśli chodzi o efekt na skórze to ciężko mi go uchwycić telefonem, ale miałam go na sobie na kilku zdjęciach na Instagramie. Może uda się jeszcze dodać jakieś bardziej miarodajne w przyszłości.


Lubicie Too Faced? Znacie bronzer Sweetie Pie?
Czytaj dalej »

środa, 12 grudnia 2018

Najlepsze kosmetyki koreańskie 2018! Top 15 Korean Skincare;)

W 2018 roku moja pielęgnacja twarzy w dużej mierze opierała się na kosmetykach koreańskich. Nie było miesiąca żeby na mojej półce nie znajdował się choć jeden koreański produkt, a najczęściej było ich kilka! Przeglądając wszystkie nowości, które co miesiąc pokazywałam na blogu, doszłam do wniosku, że moja pielęgnacja twarzy w tym roku obfitowała głównie w kosmetyki koreańskie, polskie i francuskie;) Tak liczna grupa pielęgnacji rodem z Korei zaowocowała pomysłem na nową kategorię wśród ulubieńców roku:) Jestem co prawda troszkę zdruzgotana, że wyszło mi tego aż 15 sztuk (a naprawdę starałam się ograniczyć). Ale cóż mogę poradzić, że miałam aż takiego cela przy wyborze i po prostu nosa do dobrych produktów? Chyba powinnam się cieszyć, że nie musiałam narzekać w co drugim wpisie;) Moja skóra z pewnością dobrze na tym wyszła. Kosmetycznych rozczarowań było u mnie w tym roku naprawdę niewiele;) Zapewne dlatego, że zawsze wybierałam z głową;) Mnie nie interesuje jakieś tam testowanie w stylu a nuż będzie dobre. Kiedy sama dobieram produkt liczę na "trafiony zatopiony"!


Neogen Bio-Peel Gauze Green Tea


W kwestii peelingowania twarzy wyjątkowo wygodnymi, łagodnymi i zarazem skutecznymi produktami okazały się być dla mnie płatki peelingujące Neogen. W ciągu tego roku poznałam dwie wersje z serii Bio-Peel Gauze (trzecia czeka w zapasach) oraz płatki z serii Real Cica. Wszystkie przypadły mi do gustu i również w przyszłym roku nie zamierzam zrezygnować z tej formy złuszczania martwego naskórka:) Z serii podstawowej najbardziej przypadła mi do gustu wersja z zieloną herbatą. Natomiast jeśli miałabym polecić coś w bardziej tradycyjnej formie to z pewnością byłby to rewelacyjny peeling Mizon, o którym mam nadzieję, że uda mi się jeszcze napisać:)



Neogen Real Fresh Foam Cleanser Blueberry


Było peelingowanie, a teraz oczyszczanie, które w tym roku najczęściej opierało się u mnie na płynie micelarnym i piance do oczyszczania twarzy. Większość produktów, które zużyłam były tradycyjnymi piankami, czyli takimi, które ładnie się pieniły od razu po wyciśnięciu. Nr 1 wśród koreańskich myjaczy okazały się być dla mnie pianki Neogen. Na zdjęciu wersja Blueberry, ale miałam także Cereal. Obie są według mnie świetne i mam zamiar wypróbować jeszcze wersję Green Tea. 




Neogen Real Flower Cleansing Water



Skuteczna i zarazem łagodna woda oczyszczająca to z pewnością również ta od Neogen!




Neogen White Truffle Serum In Oil Drop



I znowu Neogen! Ale cóż poradzić – Neogen to jest gość:) Sera goszczą w mojej pielęgnacji regularnie, a o tym mieliście okazję przeczytać pod koniec listopada.




Cosrx Ultimate Nourishing Rice Overnight Spa Mask



Maski całonocne to nieco śliski temat. Jedni je lubią, inni unikają:) Ja postanowiłam ich nie skreślać i tym samym udało mi się trafić na perełki. Maska ryżowa Cosrx z pewnością do nich należy:) Co więcej, z powodzeniem można zastosować ją również jako krem na dzień. Trzeba tylko uważać z ilością – lepiej dołożyć kilka cieńszych warstw niż jedną grubą.




Cosrx Galactomyces 95 Tone Balancing Essence



Nie jestem co prawda w stanie stwierdzić jak ta esencja działa na przebarwienia, ponieważ takowych praktycznie nie posiadam. Uważam jednak, że to bardzo uniwersalny produkt, który ładnie uzupełni pielęgnację niemal każdej cery. W dodatku lekki i stosunkowo niedrogi. 




Laneige Lip Sleeping Mask



Tutaj małe oszustwo, gdyż maskę poznałam jeszcze wiosną 2017 roku, ale gdyby ktoś się zastanawiał nad naprawdę dobrym produktem do ust – warto. Miałam już kilka opakowań, wszystkie wersje poza waniliową i nie sposób o niej nie wspomnieć.




Innisfree Green Tea Seed Essence-in-Lotion



Jeszcze w zeszłym roku wyczułam potencjał w marce Innisfree i w tym roku wypróbowałam całkiem sporo ich produktów. Jedną z najbardziej uniwersalnych i rozbudowanych serii jest ta z zieloną herbatą. Każdy produkt przypadł mi do gustu, ale najbardziej ten:)




Laneige Time Freeze Essence



Dużym zaskoczeniem okazała się być dla mnie esencja Laneige Time Freeze EX, która była dla mnie nie tylko esencją, a także z powodzeniem zastępowała krem. Wielofunkcyjny i zaskakująco dobry kosmetyk:)





Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack



Pielęgnacja marki Tonymoly jest bardzo nierówna, ale nawet wśród ich asortymentu można trafić na perełki. Ta maseczka z pewnością do nich należy.




Huxley Cream Anti-Gravity



Huxley dość często komentowane jest słowami – pierwszy raz słyszę o tej marce, ale może warto nadstawić ucho? Anti-Gravity to treściwy, ale naprawdę intensywnie pielęgnujący krem o przepięknym zapachu. 




Huxley Healing Mask Keep Calm



Jest też i maska:) Nie tak treściwa, a wręcz przeciwnie – przyjemna galareta;) Może nie zaspokoić potrzeb cery silnie zaczerwienionej i podrażnionej, ale na mojej wypadła naprawdę dobrze i bez trudu zużyłam tą dużą, 120g tubkę;) Dla posiadaczy cery normalnej, mieszanej i tłustej warta rozważenia.




SecretKey Marine Racoony Hydro-Gel Eye & Multi Patch



Płatki pod oczy stanowią fajne uzupełnienie pielęgnacji okolic oczu. Te z SecretKey posiadają słodkie opakowanie i przyjemny zapach, a swoim działaniem nie ustępują jakoś szczególnie tym z Petitfee. Jedyna ich wada jest taka, że potrafią zjeżdżać ze skóry, a to potrafi być irytujące.




Innisfree Tangerine Vita C Skin



Koreańskie tonery sprawdzają się u mnie naprawdę dobrze. Jednym z fajniejszych był ten z witaminą C. 


Innisfree Tangerine Vita Gel Cream



Był już treściwy krem Huxley, czas więc na coś zdecydowanie lżejszego z witaminkami! Co tu dużo mówić – cała seria Tangerine jest warta uwagi. Na blogu pisałam o 3 produktach.




I tak prezentuje się moje Top 15 kosmetyków koreańskich z 2018 roku, a dokładniej od stycznia do listopada (grudnia nie brałam już pod uwagę;)). 


Znacie coś z tych produktów? A może wskażecie jakieś swoje koreańskie pielęgnacyjne hity?
Czytaj dalej »